Reklama

Czterdziestoosobowa ekipa szyjąca maseczki w Borowej. Rozmawiamy z osobami zaangażowanymi w akcję [WIDEO]

Opublikowano: 13 marca 2021 15:06
Autor: | Zdjęcie:

Wiele osób w gminie Borowa zaangażowało się w akcję szycia maseczek | foto AŁ

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

wiadomosci Po rozpoczęciu pandemii mogliśmy obserwować momenty, które pokazały, że jesteśmy zjednoczoną wspólnotą, która potrafiła walczyć z koronawirusem. Takim przykładem jedności i walki z zagrożeniem była gmina Borowa, która zasłynęła na całą Polskę z akcji szycia maseczek. Rok później ten czas wspominają nasi rozmówcy: Stanisław Mieszkowski – wójt gminy Borowa oraz przedstawicielki czterdziestoosobowej drużyny, które dniami, a niekiedy i nocami zaangażowały się w tę akcję.

STANISŁAW MIESZKOWSKI - wójt gminy Borowa

Jak wyglądały te pierwsze tygodnie po pojawieniu się koronawirusa?

Walka z wirusem, czyli z niewidzialnym wrogiem, która nas na początku zaskoczyła, miała wiele znaków zapytania, bo nie wiedzieliśmy, jakimi metodami i jakimi sposobami należy ją prowadzić.

CZYTAJ TAKŻE: Mielecki szpital ponownie z certyfikatem CMJ. Procedury medyczne na najwyższym poziomie [FILM]

Nie było wiadomo, jak można najskuteczniej walczyć z wirusem. Z jednej strony tych informacji było bardzo mało, a z drugiej były one często sprzeczne ze sobą. Wobec tego trudno było wybrać tę najlepszą metodę walki z wirusem.

Czytaj dalej pod wideo

 

Rok wcześniej, w 2019 roku, na terenie gminy Borowa była powódź, czyli przeciwnik widoczny i mieszkańcom znany, dlatego mamy już wypracowane metody i posiadamy doświadczenie, jak sobie z nim radzić. Jak zwykle w takich chwilach pomaga wspaniała solidarność mieszkańców gminy Borowa.

W związku z rozwojem pandemii i trudnych sytuacji dla mieszkańców, takich jak zamykane urzędy, szkoły, kwarantanny, izolacje, uznaliśmy, że inicjatywą, jaką można podjąć na terenie gminy, jest akcja szycia maseczek ochronnych. I tak z nowym zagrożeniem, z którym nie mieliśmy jeszcze styczności, postanowiliśmy walczyć.

W przestrzeni publicznej było wiele różnych informacji o tym, w jaki sposób maseczki chronią, czy w ogóle chronią, ale jednak posiłkowaliśmy się wynikami badań laboratoriów światowych, które mówiły, że taka maseczka szyta, bawełniana i jeszcze z fizeliną w środku, naprawdę potrafi ograniczyć rozprzestrzenianie się tego wirusa.

Zresztą cały czas przyświecało nam motto, że chroniąc siebie, chronimy drugą osobę bardziej nawet jak siebie. W tym miejscu naprawdę należą się wielkie brawa dla wszystkich pań i panów (gdyż panowie też byli w tej grupie blisko 40 osób zaangażowanych w całą akcję), którzy przez 11 dni uszyli blisko 6300 maseczek.

To ilość tak duża, że maseczek wystarczyło dla każdego mieszkańca gminy, a rozdaliśmy je za darmo mieszkańcom z pomocą sołtysów. Pomogliśmy również Szpitalowi Specjalistycznemu w Mielcu oraz Pogotowiu Ratunkowego w Mielcu, przekazując im pakiety maseczek.

To była spontaniczna akcja wszystkich zrzeszonych i niezrzeszonych osób, radnych, sołtysów, gospodyń wiejskich, stowarzyszeń, ale i zwykłych osób, a chętnych do pomocy nie brakowało.

Nikt z nas nie wiedział, jak to wszystko wyjdzie, ale szybko znaleźliśmy naśladowców i potem już poszło jak po sznurku. Dzięki życzliwości firm i osób prywatnych udało się pozyskiwać materiały na szycie maseczek.

Materiały pozyskiwaliśmy nie tylko w naszej gminie, ale również w okolicach Mielca czy nawet Baranowa Sandomierskiego. Większość materiałów była nam podarowana za darmo, dlatego w tym miejscu należy wszystkim za to podziękować. Przekazane nam dary służyły ochronie zdrowia nas wszystkich.

Przy organizacji akcji szycia maseczek przyświecało nam hasło: W trudnych chwilach zawsze jesteśmy razem, czyli wszystkie ręce na pokład. Jednak na początku byliśmy pełni obaw, że zgłosi się może 5 czy 10 osób, a tu zgłosiło się prawie 40, więc to już była prawie taka mała fabryka produkująca maseczki.

To był znak, że społeczeństwo bardzo się jednoczy wokół gminy, wokół problemów, które dotykają nas wszystkich. Tu już nie ma różnic światopoglądowych czy wiekowych, kto tylko może pomóc, ten pomaga.

Co dalej, pytamy po roku trwania pandemii?

Obecnie, jak większość z nas przywykliśmy do tej sytuacji, która jest bardzo nienormalna. Ograniczenie stosunków personalnych, czy to w postaci spotkań czy uroczystości, naprawdę nas izoluje. Ale wiemy, że to się musi skończyć i jest wiara, że w końcu wróci normalność, bo nie jest normalna np. teleporada lekarska.

Miejmy nadzieję, że po tym trudnym czasie, z którym musimy sobie wszyscy dać radę, będziemy się cieszyć życiem. Przynajmniej ja jestem głęboko o tym przekonany. Natomiast podejrzewam, że wirus był, jest i pewnie z nami będzie. Jednak mam nadzieję, że świat medyczny znajdzie sposób na skuteczne leczenie czy zapobieganie, aby ta pandemia się zakończyła.

 

PANIE SZYJĄCE MASECZKI: Monika Kseń,  Agnieszka Brzychcy,  Małgorzata Kiwior.

 

Jak to się wszystko zaczęło?

Stwierdziłyśmy, że postaramy się pomóc innym ludziom, bo nie tylko liczą się małe dzieci, ale też osoby starsze, które np. nie są stanie wyjść same na zakupy, a my jako młodsze osoby możemy tym starszym też w jakiś sposób pomóc, nawet przekazaniem im maseczek. I tak się zaczęło. Niektóre koleżanki miały maszyny do szycia w domu, a która koleżanka jej nie miała, to wycinała i materiał podawała następnej i tak wspólnie to się wszystko zaczęło – mówiła Monika Kseń, mieszkanka Łysakówka, reprezentująca Koło Gospodyń Wiejskich w Łysakówku.

CZYTAJ TAKŻE: Co dalej z głównym przejazdem kolejowym w Tuszowie? Burzliwa sesja gminna

A czy panie od razu wiedziały, jak uszyć taką maseczkę?

- Dostałyśmy taki wzór i od niego na początku wycinałyśmy, próbowałyśmy. Wiadomo, że na początku kilka sztuk poszło w kosz, ale metodą prób i błędów dopracowałyśmy technikę szycia, aż w końcu wszystko szło perfekcyjnie – powiedziała Agnieszka Brzychcy - pracownica Społecznej Szkoły Podstawowej w Glinach Małych.

- W pewnym momencie zaczęły szyć całe rodziny. Dzieci cięły gumki, inni zaprasowywali, nawet mężowie pomagali. Tak więc wszyscy się zaangażowali w tę akcję. Wystarczyło, że ktoś przytrzymał materiał i to już było dużo – dodała Małgorzata Kiwior, również pracująca w Społecznej Szkole Podstawowej w Glinach Małych.

Cieszycie się, że tak się akcja szycia maseczek potoczyła? Powstało tyle maseczek, że zostały one ofiarowane również mieleckiemu szpitalowi i pogotowiu ratunkowemu. Za to spotkała Was duża wdzięczność.

- Tak, wtedy byłyśmy bardzo nakręcone, szyłyśmy po nocach, żeby jak najwięcej i jak najszybciej uszyć. Oddawałyśmy pierwsze partie, później dostawałyśmy kolejne materiały i znów szyłyśmy. Każdy był tak zorganizowany, aby jak najszybciej i jak najwięcej zrobić. Po prostu maseczek na samym początku bardzo brakowało nie tylko zwykłym osobom, ale też lekarzom i ratownikom. Oni sami nie mieli tych maseczek, a jeszcze musieli ratować ludzkie życie – mówiły panie.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.