Reklama

Ostatni lot "Latającej Fortecy"

Opublikowano:
Autor:

Ostatni lot "Latającej Fortecy" - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o wielkim odkryciu na polach rzędzianowickich. Miłośnicy lotnictwa w Mielcu wykopali silniki potężnego amerykańskiego bombowca B-17, zwanego "Latającą Fortecą" z czasów II wojny światowej.

Członkowie Aeroklubu Mieleckiego wraz z naukowcami z Uniwersytetu Rzeszowskiego 7 października wykopali z ziemi 2 przyczepy setek części, z czego największymi elementami były silniki potężnej amerykańskiej maszyny.

Obecnie członkowie Aeroklubu i pracownicy naukowi UR wykopane części kolejno myją, czyszczą, szczegółowo klasyfikują i opisują. Takie prace są żmudne i czasochłonne, dlatego potrwają co najmniej kilka miesięcy. Zdecydowanie łatwiej i prościej coś wykopać niż później wszystko dokładnie oczyścić i zidentyfikować.

Naszym czytelnikom przedstawiamy historię bombowca B-17 opracowaną przez Andrzeja Drewsa z Aeroklubu Mieleckiego na podstawie relacji członka załogi, strzelca bocznego sierż. Edwarda Oulette, oraz raportów Amerykańskich Sił Powietrznych.
Bojowa misja "Latającej Fortecy", B-17G nr 42-97705 "De De", zaczęła się na lotnisku Lucera we Włoszech koło Foggi, a zakończyła katastrofą pod Mielcem. 26 grudnia 1944 r. lotnictwo 15. Armii Powietrznej USA przeprowadziło ostatnią serię niszczycielskich nalotów na rafinerie śląskie Blechhammer, Oświęcim i Odertal. W nalocie wzięło udział 333 bombowce B-17 "Flying Fortress" i B-24 "Liberator", które zrzuciły 708,5 ton bomb. W wyniku silnej niemieckiej obrony przeciwlotniczej osiem B-17 i jedenaście B-24 nie wróciło do bazy we Włoszech.

301 Grupa Bombowa wykorzystała 28 samolotów B-17 do ataku na Rafinerię Południową w Blechhammer (Blachownia Śląska k. Kędzierzyna-Koźla). Wśród startujących maszyn o godz. 6:52 z bazy Lucera we Włoszech była także załoga pilota majora Donalda W. Ewinga na B-17G nr 42-97705 "De De" z 32 Dywizjonu Bombowego. Po dwóch godzinach lotu dołączyli w powietrzu do innych formacji bombowców, a nad celem znaleźli się o 12:40. Tam dostali się pod silny ostrzał niemieckich dział obrony przeciwlotniczej, skutkiem czego "De De" stracił jeden silnik, drugi został poważnie uszkodzony, stracona została także łączność, a samolot był podziurawiony odłamkami. Po zrzuceniu bomb na cel z wysokości 8000 m dowódca mjr Ewing, wobec utraty kontaktu z formacją i niemożliwością powrotu do bazy, podjął decyzję lotu na wschód, na tereny zajmowane przez Armię Radziecką. Po drodze, tracąc wysokość, wyrzucali wszystkie zbędne przedmioty z samolotu, demontując nawet służące do obrony karabiny maszynowe M-2 Browning. Przelatując przez linię frontu w okolicach Tarnowa, dostali się ponownie pod ostrzał, a z przodu zauważyli szybko zbliżające się cztery myśliwce, które na szczęście okazały się samolotami sowieckimi. Po wystrzeleniu czerwonych rac i nadania znaków skrzydłami, "Latająca Forteca" dotarła bezpiecznie w okolice mieleckiego lotniska. W momencie, gdy piloci zobaczyli już pas startowy i przygotowali maszynę do lądowania, oderwało się śmigło z uszkodzonego silnika nr 1, zapalił się silnik, a skrzydło uległo uszkodzeniu. W tej chwili dowódca bombowca podjął decyzję o opuszczeniu samolotu i szczęśliwie cała załoga (10 osób) zdołała wyskoczyć na spadochronach, zanim "De De" eksplodował w powietrzu, a następnie rozbił się na rzędzianowickich polach.

Więcej w 42 numerze Korso

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE