reklama

Komenda w Mielcu działa jak magnes? Dwa niezwykłe zatrzymania, o których mówi cała Polska

Opublikowano:
Autor:

Komenda w Mielcu działa jak magnes? Dwa niezwykłe zatrzymania, o których mówi cała Polska - Zdjęcie główne
Autor: GJ

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościWydział kryminalny i patrole mieleckiej policji na brak pracy narzekać nie mogą, ale ostatnie tygodnie przyniosły sytuacje, jakich nie powstydziliby się scenarzyści filmów komediowych. Okazuje się, że w Mielcu mundurowi czasami nie muszą nawet ruszać w pościg – nietypowe zbiegi okoliczności sprawiają, że sprawcy sami trafiają prosto przed oblicze sprawiedliwości.
reklama

Te dwie niecodzienne historie z przełomu czerwca i lipca 2026 roku błyskawicznie obiegły ogólnopolskie media, pokazując, że życie potrafi napisać najbardziej zaskakujące scenariusze.

Chciał przechytrzyć system. Złodziej uciekał... do budynku policji

Serię nietypowych zdarzeń rozpoczął pod koniec czerwca 29-letni mieszkaniec powiatu mieleckiego. Mężczyzna wszedł do jednego z salonów jubilerskich w centrum miasta i pod pozorem zakupu poprosił o przymierzenie złotego łańcuszka wartego blisko 14 tysięcy złotych. Gdy biżuteria znalazła się w jego dłoniach, wykorzystał chwilę nieuwagi personelu i wybiegł ze sklepu.

Za uciekającym złodziejem ruszyła pracownica salonu, głośno wołając o pomoc. Sprawca, słysząc pościg, podjął desperacką i – jak mu się wydawało – genialną w swojej prostocie decyzję. Postanowił schować się w budynku Komendy Powiatowej Policji. Jak sam później tłumaczył, był pewien, że nikt nie wpadnie na pomysł szukania uciekającego złodzieja na komendzie, a on sam planował przy okazji "odznaczyć się" na dozorze i przeczekać najgorsze.

reklama

Plan legł jednak w gruzach przez przypadek i czujność funkcjonariusza. Naczelnik Wydziału Kryminalnego, który akurat pracował przy otwartym oknie, usłyszał nawoływania o pomoc. Gdy wyszedł przed budynek, na schodach komendy zauważył znanego mu z wcześniejszych kradzieży 29-latka. Mężczyzna trzymał w zaciśniętej dłoni skradziony łańcuszek z metką. Zamiast sprytnego planu, skończyło się na policyjnym areszcie i zarzutach, za które grozi do 5 lat więzienia.

Ponad dwa promile i auto zaparkowane pod drzwiami dyżurnego

Zaledwie kilkanaście dni później, 10 lipca, mieleccy policjanci musieli przecierać oczy ze zdumienia po raz kolejny. Z samego rana na parking komendy zajechał samochód, z którego wysiadł 36-letni mieleczanin. Mężczyzna spokojnym krokiem wszedł do budynku i poprosił o rozmowę z dyżurnym.

reklama

Gdy stanął przed stanowiskiem, wykazał się wręcz rozbrajającą szczerością. Oświadczył zdumionemu funkcjonariuszowi, że jest nietrzeźwy, właśnie przyjechał pod komendę autem i bardzo przeprasza za swoje zachowanie, obiecując, że to się więcej nie powtórzy.

Dyżurny natychmiast zabezpieczył nagrania z monitoringu, które potwierdziły wersję kierowcy, a wezwany patrol drogówki zbadał mężczyznę alkomatem. Urządzenie wskazało ponad 2 promile alkoholu w organizmie. Na dodatek w samochodzie 36-latka, tuż obok fotela kierowcy, policjanci znaleźli otwartą butelkę. Mężczyzna stracił prawo jazdy, a o jego dalszym losie zadecyduje sąd. Grozi mu do 3 lat pozbawienia wolności.

Obie sytuacje, choć brzmią nieprawdopodobnie i wywołują uśmiech, zakończyły się tak, jak powinny – dzięki czujności mieleckich policjantów, obaj mężczyźni szybko odpowiedzą za swoje czyny. Dla mundurowych to dowód na to, że służba potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie, a sprawiedliwość prędzej czy później (a czasem wręcz natychmiastowo) dosięgnie każdego.

reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo