Gdy tylko nadarzyła się dogodna okazja, a uwaga obsługi została na chwilę odwrócona, sprawca mocno zacisnął drogocenny przedmiot w dłoni i wybiegł z salonu. Za uciekającym złodziejem natychmiast ruszyła pracownica sklepu, głośno krzycząc i wzywając pomocy.
Słysząc za plecami kroki pościgu, zdesperowany 29-latek wpadł na genialny w jego ocenie plan i skierował swoje kroki prosto do budynku mieleckiej Komendy Powiatowej Policji. Mężczyzna uznał, że komenda to ostatnie miejsce, w którym ktokolwiek spodziewałby się zobaczyć uciekającego przestępcę, a wejście do środka pod pretekstem odznaczenia obowiązkowego dozoru pozwoli mu bezpiecznie przeczekać najgorszy moment.
Los chciał, że wołania o pomoc usłyszał przez otwarte okno swojego gabinetu naczelnik wydziału kryminalnego, który natychmiast postanowił wyjść przed budynek i sprawdzić sytuację.
Gdy tylko policjant otworzył drzwi wejściowe, jego wzrok padł na siedzącego na schodach 29-latka. Funkcjonariusz doskonale znał mężczyznę z jego wcześniejszej, bogatej kartoteki przestępczej, obejmującej między innymi kradzież telefonu komórkowego oraz włamanie do zakładu metalowego. Zdenerwowanie i podejrzane zachowanie siedzącego na schodach rzekomego klienta sprawiły, że kryminalny błyskawicznie podjął interwencję. Złodziej, widząc, że został przejrzany, dobrowolnie otworzył dłoń, w której wciąż trzymał zrabowany przed chwilą łańcuszek z widocznymi metkami salonu jubilerskiego.
Podejrzany trafił prosto do policyjnej celi i usłyszał już oficjalny zarzut kradzieży. W trakcie przesłuchania bez dąsów przyznał, że od początku nie miał zamiaru płacić za biżuterię, ponieważ nie posiada przy sobie żadnych pieniędzy, a do jubilera przyszedł z jasnym planem rabunku. Teraz za swój zuchwały i jednocześnie wyjątkowo niefortunny skok odpowie przed sądem. Zgodnie z polskim Kodeksem karnym za kradzież mienia o tak dużej wartości grozi mu kara nawet do 5 lat pozbawienia wolności.
Komentarze (0)