Reklama

Pieskie życie

Opublikowano:
Autor:

Pieskie życie - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości To tylko pies albo aż pies, żywa istota, która gdy potrzebuje pomocy, przychodzi do człowieka. Tymczasem tkwiąc w biurokratycznym zamęcie, czujemy się bezsilni. Chcemy pomóc, ale nie możemy, bo urzędowe procedury nam to skutecznie uniemożliwiają.

Jak długo pies pozostający bez właściciela może się błąkać, aż ktoś zauważy i zareaguje? Wydaje się, że bez końca. Zadzwoniła do nas kobieta z Tuszymy w powiecie mieleckim, prosząc, abyśmy porozmawiali z osobą odpowiedzialną w gminie za bezpańskie psy, żeby zainteresowała się losem jednego z nich. Nasza czytelniczka, Aneta, złożyła wcześniej zgłoszenie w gminie, że przybłąkał się do niej pies.  Po zgłoszeniu  zaczął się długi czas oczekiwania na reakcję ze strony urzędu. Jak się dowiedzieliśmy, gmina ma czas: najpierw do 7 dni zajmuje się poszukiwaniem właściciela.

- Jeśli się nam nie uda go znaleźć, wtedy zwierzę odławiamy i sprawujemy nad nim opiekę (w tym weterynaryjną). Bezpańskie zwierzęta z gminy Przecław  trafiają do schroniska - powiedziała osoba odpowiedzialna za los bezdomnych zwierząt w gminie.

Zakończyliśmy rozmowę zapewnieni,  że procedurę tę rozpoczęto, więc możemy niedługo spodziewać się rozwiązania sprawy. Niespełna 2 tygodnie później ponownie odezwała się do nas mieszkanka Tuszymy, która postanowiła do czasu prowadzonych przez gminę działań zaopiekować się psem. Kobieta powiedziała nam, że nikt losem zwierzęcia się nie interesuje, choć regularnie przypomina gminie o problemie. Po naszej kolejnej interwencji urzędnicza, z którą wcześniej rozmawialiśmy, zaprzeczyła, aby taki telefon miał miejsce.

Ponadto powiedziała, że osoba, która złożyła zawiadomienie o bezdomnym psie, podała zły numer telefonu, przez co pracownica gminy nie mogła się z nią skontaktować. Psa więc nie można było zlokalizować i znaleźć mu dachu nad głową. - Dzwoniłam do nich i pytałam, kiedy zajmą się moim zgłoszeniem, nie udzielono mi odpowiedzi, kiedy to nastąpi. Dzwoniłam również do sołtysa w tej sprawie. Chciałam tylko, żeby ktoś zaopiekował się tym zwierzęciem, bo ja planowałam wyjazd.  Było bardzo zimno, nie chciałam, żeby pies ucierpiał tylko dlatego, że nikt nie jest zainteresowany jego losem -  oburza się nasza rozmówczyni.

Ciąg dalszy w 7 numerze Korso.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE