Reklama

Nocą zatruli pszczoły. Później spalili ule

Opublikowano: ndz, 28 lip 2019 12:25
Autor:

Nocą zatruli pszczoły. Później spalili ule - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Zgnilec amerykański to choroba, która dziesiątkuje populacje pszczół w całej Polsce. Dotarła ona również to powiatu kolbuszowskiego.

 Straż pożarna wraz z Markiem Olszowym, zastępcą Powiatowego Lekarza Weterynarii w Kolbuszowej, w czwartek, 18 lipca, spaliła kilka zarażonych uli na terenie powiatu kolbuszowskiego, w których wykryto zgnilca amerykańskiego. - Pszczelarze muszą zgłaszać się do powiatowego lekarza weterynarii, jeśli zaobserwują objawy zgnilca u siebie w pasiekach - apeluje powiatowy lekarz weterynarii. 

REKLAMA

Na skalę europejską 

Jan Gorzelany, prezes Rejonowego Koła Pszczelarzy w Kolbuszowej, zauważa, że problem zgnilca amerykańskiego dotyka całej Europy. - Przywędrował też do nas. Nie ma lekarstwa na tę chorobę, tylko ogień - mówi pszczelarz. Jak podkreśla nasz rozmówca, spalenie uli wraz z pszczołami to jedyna metoda na walkę ze śmiertelną zarazą. 

Jaka jest procedura przy zarażonym pszczelim domu? - Dzień wcześniej, na noc zatruwa się pszczoły, żeby nie uciekły z ula. Przebiega to pod nadzorem lekarza weterynarii - informuje Jan Gorzelany. Jak dodaje, na następny dzień, po stwierdzeniu że są one zatrute, przygotowuje się miejsce na ognisko. Miejsca zabezpieczają strażacy, a ule należy spalić razem z pszczołami. 

Tylko dla pszczół 

Jak zaznacza prezes koła pszczelarzy, choroba jest niebezpieczna tylko dla pszczół. Miód z zarażonej pasieki nie jest szkodliwy w spożyciu dla ludzi. Jest jednak bezwzględny zakaz sprzedaży miodu z zarażonych uli. - Ceny miodu są wysokie już teraz, ale myślę, że ceny nie pójdą w górę - mówi prezes Gorzelany.

Pszczelarze mogą domagać się rekompensaty za spalone ule. Są jednak restrykcyjne warunki, które należy spełnić. Jak nadmienia przedstawiciel pszczelarzy z powiatu kolbuszowskiego, specjalna komisja od razu robi wycenę strat. Na jej podstawie inspektorat weterynarii zatwierdza rekompensatę, wcześniej konsultując to z wojewodą. - Odszkodowanie może dostać pszczelarz, jeżeli pasieka wcześniej była zarejestrowana i ilość uli zgadza się z ilością zarejestrowaną. Jeżeli wszystko będzie zgodne z przepisami, wówczas zostaje wypłacone odszkodowanie dla hodowcy pszczół - podkreśla prezes. 

Nierówna walna 

Nie wiadomo, skąd choroba wzięła się w Polsce. Jednak jedną z możliwych przyczyn mogą być nielegalne pasieki liczące kilka uli, które można spotkać np. w lasach, a które często pozostawione są same sobie. - Refundacja za pasieki i spalone ule jest tylko wtedy, kiedy są one rejestrowane i legalne - podkreśla doświadczony pszczelarz. 

Jak informuje Gorzelany, jeżeli pszczelarzowi udowodni się, że nie zgłosił pasieki do rejestracji, lub jeżeli nie zgłosił podejrzenia o chorobie, mogą zostać nałożone na niego kary. Nasz rozmówca wspomina także o zbyt małej ilości lekarzy weterynarii w Powiatowej Inspekcji Weterynaryjnej w Kolbuszowej, żeby mogli oni sprawdzić wszystkie pasieki na terenie powiatu.

- Sam się zastanawiam, żeby zorganizować zespół składający się z kilku pszczelarzy i może jednego lekarza z powiatu i sprawdzić cały powiat - proponuje rozwiązanie w walce ze zgnilcem Jan Gorzelany. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE