Reklama

Łukasz Leś - Chcę skończyć następny sezon jako najlepszy w rankingu w Europie, jak i na świecie

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Archiwum Łukasz Leś

Łukasz Leś - Chcę skończyć następny sezon jako najlepszy w rankingu w Europie, jak i na świecie - Zdjęcie główne

foto Archiwum Łukasz Leś

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Porozmawialiśmy z Łukaszem Lesiem o nowych perspektywach, planach na przyszłość, celach w jego karierze oraz zawodach, które mają odbyć się w Mielcu w przyszłym roku.

 

- Ostatnio wróciłeś z zawodów AJP PARIS. Jak ci poszło? 

- W kimonie zająłem 1 miejsce - złoty medal. Pierwszą walkę miałem z Francuzem, drugą z Brazylijczykiem. Przesunęło mnie na 5 miejsce w Europie, 18 na świecie, 1 w Polsce.

No Gi turniej był tego samego dnia. Bardzo ciężko było mi z plecami, ale przywiozłem brązowy medal. W Londynie w marcu zerwałem sobie biceps. To było sprawdzenie, czy jestem gotowy na podbijania świata. Sprawdzian mojej sprawności, jeśli chodzi o biceps.

- Teraz odpoczynek czy jakieś zawody?

- Przede mną kolejne wyzwania. Zaczynam ostre przygotowanie do mistrzostw świata w Abu Dhabi. 14 listopada i 4 grudnia lecę na mistrzostwa do Irlandii — turniej jednodniowy w kimonie i bez kimona. Będę bardzo zawiedziony, jak 2 złotych medali nie przyniosę. Tak zamknę sezon 2022. Następny sezon będzie moim życiowym - jeden z najcięższych sezonów w życiu. Chcę mieć min. 7 medali. Bardzo mi w tym pomoże firma Euro-Eko, Energia Euro Park oraz miasto Mielec i z tego miejsca chcę bardzo podziękować moim partnerom i prezydentowi  Mielca, panu Wiśniewskiemu. Jestem mistrzem Europy z 2020. W związku z tym, że nie było mistrzostw przez pandemię, więc dalej nim jestem.

- Zdobyłeś już tak wiele w tej dyscyplinie. Jakie jeszcze masz cele?

- Plany na przyszłość mam trzy. Ponieważ byłem już mistrzem Europy trzy razy, czas więc podbić inny kontynent. Zawsze moim marzeniem była Azja. Chcę pojechać do Tokio, by zostać mistrzem Azji. Chcę skończyć następny sezon jako najlepszy w rankingu w Polsce, Europie i na świecie oraz przywieźć z moimi podopiecznymi skrzynie z medalami z turniejów, w których będą startować.

 - Jest jakieś miejsce, które najbardziej zapamiętałeś?

 Nie ma lepszego życia niż podróżowanie. Ten sport jest tak wspaniały. Dzięki niemu byłem w każdym zakątku świata. Pewnie mi życia nie starczy, by być wszędzie.

 Miejsce, które najbardziej mi utkwiło to mistrzostwa świata w Los Angeles, z których przywiozłem brązowy medal. To był pierwszy turniej, jaki widział mój syn, ponieważ był tam razem ze mną. Jestem z tego dumny, że zobaczył mnie na podium mistrzostw świata.

- Masz jakieś hobby, czy zainteresowania? Oczywiście poza brazylijskim jiu jitsu.

Moje życie odmieniło się, jeśli chodzi o adrenalinę, jak wszedłem do klatki MMA i walczyłem. Od tego czasu nie poczułem już adrenaliny, aczkolwiek uwielbiam strzelać z broni. To moje wielkie hobby i pasja, którą zaraziłem się, jeżdżąc na obozy do Las Vegas. Później kontynuowałem ją w Anglii i wreszcie w Polsce.

- Kto trenuje twoich zawodników, gdy jesteś na zawodach?

Na macie mam moich przyjaciół - wiernych i zaufanych studentów: Łukasz Szyler - czarny pas, Dawid Leś - brązowy pas i Łukasz Paź - purpurowy pas oraz Kuba Bicharczyk, którzy zawsze są chętni zadbać o studentów, jeśli jestem na zawodach. Z tego miejsca chciałbym im bardzo podziękować za wszystko, co robią dla mnie i dla klubu, bo każdy mój sukces czy naszych podopiecznych nie byłby możliwy bez nich.

- Jaki jesteś jako trener dla swoich podopiecznych?

Dyscyplina w sportach walki jest najważniejsza. Wiem, że uważany jestem za surowego trenera, ale dla mnie każdy z moich podopiecznych jest traktowany indywidualnie - jako przyszły mistrz. Prowadzeni są tak, jak ja powinienem być prowadzony od najmłodszych lat, gdybym miał taką możliwość. Dowodem na te słowa są worki medali, które zawsze przywozimy z każdego turnieju, na które jeździmy. Jednakże na razie skupiamy się na lokalnych polskich zawodach. Mam nadzieję, że w przyszłości z pomocą partnerów będziemy mogli odwiedzać różne krańce świata i przywozić z nich medale.

Właśnie wróciliśmy ze Stalowej Woli z workiem medali - dokładnie dziesięć medali zdobyli nasi podopieczni. Na tym kończymy sezon startowy 2022. Nabieramy energii, umiejętności i siły na sezon 2023, który planujemy jako bardzo obfity w starty.

- Czy klub Team Sukata Poland ma jakiś główny cel na przyszły sezon?

- Największym planem na kolejny rok dla mojego klubu, jak i dla Mielca będzie zorganizowanie na nowej hali międzynarodowego turnieju dla dzieci. Wisienką na torcie będzie kilka międzynarodowych walk tego sportu. Moim największym marzeniem była walka na mojej ziemi mieleckiej, więc myślę, że będzie szansa to marzenie spełnić.

- Lubisz mieć mocne wejście na matę? Jaki rodzaj muzyki preferujesz przed walką?

- Jestem zupełnie inny w tej dziedzinie. Mnie zawsze przed walką nakręcał spokój, bym mógł wybuchnąć na walce i tak jest po dzień dzisiejszy. Zawsze to było śmieszne dla innych, ponieważ każdy "fajter" wchodzi do energicznego kawałka, a ja wchodziłem do kawałka Zbigniewa Preisnera - "Song for the Unification of Europe" Po latach dowiedziałem się, że ten kawałek ludzi przerażał i czuli niepokój, że coś się zaraz stanie.

Z Łukaszem Lesiem rozmawiała Kamila Bik.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy