Na skraju Leska, tam gdzie asfalt kończył się przed wojną i zaczynał las, stało kilka chat. Nieduże, kryte słomą albo deskami, postawione byle jak – ale stałe. Mieszkały w nich romskie rodziny, które do Leska przybyły nie wiadomo kiedy, bo nikt już tego nie pamiętał, a może nigdy nie pytał. Dla reszty miasteczka były po prostu „tutejsze". Nie całkiem swoje, ale też nie obce.
Tak wyglądało osadnictwo romskie na Podkarpaciu: obecne od pokoleń, zakorzenione w konkretnych miejscach, a mimo to wciąż traktowane jak zjawisko tymczasowe. Żeby je zrozumieć, trzeba cofnąć się daleko – i spojrzeć nie tylko na daty, ale na mapy.
Skąd przyszli
Romowie pojawili się na ziemiach polskich już w XV wieku, ale to, co nazywamy podkarpackim osadnictwem, kształtowało się znacznie później. W górach i na pogórzu zadomowiła się przede wszystkim jedna z romskich grup – Bergitka Roma, czyli Romowie karpaccy. W odróżnieniu od grup wędrownych, które przemierzały niziny, Bergitka Roma osiedlali się trwale, najczęściej w jednym miejscu przez pokolenia. Ich wędrowność była dawno przeszłością – albo nigdy nie była tak rozległa, jak chciała tego popularna wyobraźnia.
Podkarpacie w XIX wieku to jeden z najbardziej złożonych etnicznie obszarów Europy Środkowej. Polacy, Ukraińcy, Żydzi, Łemkowie, Niemcy koloniści – i Romowie, rozproszeni po tym krajobrazie jak ciche elementy wielojęzycznej układanki. Galicyjskie spisy ludności z końca XIX stulecia odnotowują ich obecność w dziesiątkach wsi. Presja prawa – najpierw habsburskiego, potem polskiego – stopniowo wymuszała osiadłość. Ale wielu Bergitka Roma nie potrzebowało przymusu; po prostu zostali tam, gdzie już byli.
* Ten artykuł został opracowany przy wsparciu Journalismfund Europe. www.journalismfund.eu
Które miejsca, które powiaty
Jeśli spojrzeć na mapę przedwojennego Podkarpacia i zaznaczyć skupiska romskiej obecności, rysunek nie jest przypadkowy. Najwięcej rodzin zamieszkiwało powiaty: sanocki, brzozowski, krośnieński, jasielski i przemyski. To nie jest koincydencja – to obszary o stosunkowo rozdrobnionej strukturze własności ziemskiej, licznych małych miasteczkach i intensywnym handlu lokalnym. Romowie byli tu rzemieślnikami, muzykantami, handlarzami końmi. Mieli gdzie pracować i z kim handlować.
Konkretne miejscowości? Sanok i jego okolice – Lesko, Zagórz, Myczkowce – skupiały znaczące grupy. Podobnie Brzozów, Krosno, Rymanów. W Przemyślu romska obecność przy tamtejszym targowisku jest poświadczona jeszcze w XVIII wieku. Bieszczady i Beskid Niski to osobny rozdział: tu Bergitka Roma żyli niemal wyłącznie w rozproszeniu, po kilka rodzin na wieś, głęboko wpisani w lokalną gospodarkę i rytm roku.
Nie były to wielkie skupiska. Kilkanaście, czasem kilkadziesiąt osób przy jednej wsi – to typowy obraz. Większe enklawy, liczące setki mieszkańców, powstawały raczej w miastach i to dopiero w XX wieku, często nie z wyboru.
Jak wyglądała osada
Romska chata na Podkarpaciu stała tam, gdzie ziemia była najtańsza albo niczyja: na skraju lasu, przy rzece, na podmokłej łące. Nie dlatego, że Romowie lubili błoto. Dlatego, że innej ziemi nikt im nie oddawał. Prawo własności przez długi czas było dla nich strukturalnie niedostępne – mogli zajmować tereny, których nikt inny nie chciał, albo korzystać z patronatu lokalnego dziedzica, który w zamian oczekiwał usług: muzyki na wesele, naprawy wozów, podkucia koni.
Zabudowa była różna. W XVIII i na początku XIX wieku część rodzin rzeczywiście mieszkała w wozach lub szałasach – szczególnie te, które jeszcze nie do końca porzuciły wędrówkę sezonową. Ale przez większość XIX stulecia i w pierwszej połowie XX dominowały już trwałe chaty, często budowane z materiałów pozyskanych po sąsiedzku – desek z tartaku, kamienia z pobliskiej skarpy, gliny z pola.
Wewnętrzna organizacja skupiska rządziła się własną logiką. Kacik – starszyzna, przywódca rodu – mieszkał centralnie lub blisko centrum osady. Wokół rozkładały się domostwa rodzin powiązanych pokrewieństwem. Przestrzeń nie była przypadkowa; odzwierciedlała hierarchię, której zewnętrzny obserwator nie widział i nie rozumiał. Kontakt z wsią dominującą odbywał się w strefach neutralnych: na targu, przy kościele, przy studni. Dalej zaczynał się inny świat – własny, zamknięty, nieproszony o komentarz.
Była w tym pewna wzajemność, często zapominana. Romscy kowale i muzykanci byli potrzebni. Wesele bez romskiej muzyki w Bieszczadach przed wojną zdarzało się rzadko. To nie jest szczegół folkloru – to był mechanizm ekonomiczny, który utrzymywał obie strony przy sobie, nawet gdy nikomu specjalnie na tej bliskości nie zależało.
Wiek XX: zerwanie
Dwie cezury rozbiły tę mozaikę bezpowrotnie.
Pierwsza to Holokaust. Romowie byli mordowani przez Niemców z taką samą systematycznością jak Żydzi – i z tak samo małą pamięcią po wojnie. Na Podkarpaciu zginęła znaczna część przedwojennych społeczności. Całe wsie, całe rody. Niektóre miejsca po wojnie po prostu nie miały już do kogo wracać.
Druga cezura to polityka PRL. W latach 1952–1964 władze komunistyczne przeprowadziły tak zwaną akcję osiedleńczą: wędrowny tryb życia został zdelegalizowany, tabory rozwiązane, rodziny przymusowo lokowane w blokach i kamienicach. Na Podkarpaciu dotknęło to przede wszystkim te skupiska, które wciąż zachowywały jakiś charakter wspólnotowy. Romów rozrzucono po osiedlach. Nowe miejsca zamieszkania wyznaczała administracja, nie wybór. Często były to obrzeża miast, bloki z wielkiej płyty, tymczasowe lokale, które okazały się trwałe jedynie w tym sensie, że nikt ich potem nie poprawił.
Przestrzenna pamięć – związek konkretnych rodzin z konkretnymi miejscami, budowany przez pokolenia – została przecięta. Nie wszędzie i nie do końca, ale tam, gdzie przecięto, trudno ją było przywrócić.
Co zostało
Jeśli dziś jedzie się przez Podkarpacie i wie się, czego szukać, można ten ślad znaleźć. W nazwach – choć rzadko jawnie romskich. W lokalnej pamięci najstarszych mieszkańców, którzy pamiętają „cyganów z tamtej strony rzeki". W rozmieszczeniu współczesnych społeczności, które – mimo akcji osiedleńczej – częściowo pokrywa się z mapą sprzed stu lat. Jakoś, wbrew administracji, wróciło się w okolice Sanoka, Krosna, Brzozowa.
Historia romskiego osadnictwa na Podkarpaciu nie jest historią odmienności. Jest historią obecności – długiej, zakorzenionej, funkcjonalnie wplecionej w region – którą przez wieki konsekwentnie traktowano jako margines. Jeśli teraz zadajemy pytanie, gdzie i jak Romowie się osiedlali, to odpowiedź jest prostsza niż myślimy: tam, gdzie im pozwolono, i tak, jak umieli. Podobnie zresztą jak wszyscy inni.