Życie rodziny z Mielca legło w gruzach w listopadzie ubiegłego roku, kiedy u pani Anety zdiagnozowano nowotwór nerki. Pomimo ogromnego ciosu, kobieta podjęła walkę. W styczniu 2026 roku przeszła poważną operację usunięcia guza wraz z lewą nerką. Bliscy głęboko wierzyli, że najgorsze mają już za sobą i teraz czeka ich powrót do normalności. Niestety, zaledwie cztery dni po operacji los uderzył ponownie, ze zwielokrotnioną siłą.
Układ odpornościowy zaatakował nerwy
U pani Anety rozwinął się zespół Guillaina-Barrégo. To niezwykle rzadka (dotykająca 1-2 osoby na 100 000 rocznie) choroba autoimmunologiczna, w której układ odpornościowy z niewiadomych przyczyn zaczyna atakować własne nerwy obwodowe. W przypadku mielczanki choroba postąpiła błyskawicznie i przybrała skrajnie ciężką postać.
W ciągu kilku dni pani Aneta doznała całkowitego paraliżu od szyi w dół. Straciła możliwość poruszania nogami, rękami oraz mowy. Uszkodzeniu uległ cały system nerwowy. W najgorszym momencie doszło do niewydolności oddechowej – mięśnie odmówiły posłuszeństwa i kobieta przestała samodzielnie oddychać. Przez kolejne dwa miesiące pani Aneta była w stanie śpiączki i na oddziale Intensywnej Terapii szpitala w Mielcu walczyła o każdy kolejny dzień.
Najbardziej boli rozłąka
Dziś pacjentka jest już przytomna, ale jej stan nadal określa się jako ciężki. Choć nie może się poruszyć ani wypowiedzieć słowa, jest w pełni świadoma. Największym dramatem dla niej i całej rodziny jest jednak rozłąka. Od stycznia pani Aneta nie mogła przytulić ani zobaczyć swoich synów. Szczególnie mocno cierpi 3-letni Nikodem, który nie rozumie, dlaczego nie ma przy nim mamy.
– W tym kruchym ciele wciąż jest ta sama kochająca mama, która najbardziej na świecie chce znów przytulić swoje dziecko i powiedzieć mu, jak bardzo je kocha. Naszą największą nadzieją jest to, że pewnego dnia stanie na własnych nogach i zawoła synka po imieniu – wyznają poruszeni bliscy.
Miesięczny koszt to 25 tysięcy złotych
Obecnie pani Aneta wciąż przebywa na mieleckim OIOM-ie. Oddycha już sama, ale z powodu braku odruchu odkaszlnięcia lekarze nie mogą jeszcze usunąć rurki tracheostomijnej – bez niej mogłaby się udławić własną śliną. Dopiero gdy odzyska pełną sprawność oddechową, będzie mogła opuścić szpital i rozpocząć intensywną rehabilitację w specjalistycznym ośrodku.
Lekarze szacują, że walka o powrót do sprawności, ponowną naukę poruszania się i mowy potrwa co najmniej dwa lata lub nawet dłużej. Wiąże się to z astronomicznymi kosztami. 25 000 złotych – tyle wynosi szacowany koszt zaledwie jednego miesiąca leczenia i rehabilitacji w specjalistycznym ośrodku.
Zgromadzone do tej pory środki czekają na moment, aż pacjentka będzie mogła zostać bezpiecznie przetransportowana do ośrodka. Rodzina ma świadomość, że ostateczna potrzebna kwota będzie wielokrotnie wyższa, dlatego zbiórka będzie prowadzona w sposób ciągły.
Jak możesz pomóc?
Bliscy pani Anety apelują do mieszkańców Mielca, Podkarpacia i całej Polski o wsparcie. Liczy się każda, nawet najmniejsza wpłata, a także udostępnianie informacji o zbiórce w mediach społecznościowych. Każdy gest przybliża młodą mamę do powrotu do domu i do ukochanych dzieci.
Wpłat można dokonywać bezpośrednio na profilu zbiórki.
Na Facebooku jest tez grupa licytacyjna, z której środki wpłacane są na rehabilitację Anety: TUTAJ.
Komentarze (0)