reklama

Rodzice pytają o ewakuację w SP nr 1. Dyrekcja zapowiada zmiany

Opublikowano:
Autor:

Rodzice pytają o ewakuację w SP nr 1. Dyrekcja zapowiada zmiany - Zdjęcie główne
Autor: SP 1 fb/portalmorski | Opis: Rodzice zgłaszali zastrzeżenia.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościPo alarmie o zagrożeniu atakiem z powietrza w Szkole Podstawowej nr 1 w Mielcu zastosowano się do komunikatu służb. Rodzice mają poważne zastrzeżenia do sposobu, w jaki zostało to zorganizowane.
reklama

"Dzieci powinny być priorytetem"

Po otrzymaniu alertu RCB o realnym zagrożeniu i konieczności znalezeinia miejsca schronienia w szkołach na terenie regionu rozpoczęto działania zgodnie z procedurami bezpieczeństwa. 

W Szkole Podstawowej nr 1 w Mielcu również zareagowano na komunikat jednak - ku zdumieniu wielu - dzieci najpierw zostały wyprowadzone na boisko, a dopiero później ponownie wprowadzone do budynku i zgromadzone na sali gimnastycznej. 

reklama

Alarm o zagrożeniu z powietrza a pan Dyrektor SP1 przeprowadził ewakuację szkoły, a dzieci zapłakane i trzęsące się siedzą… POD SZKOŁĄ. 🤦‍♀️ Skoro w piwnicy jest miejsce dla 350 osób, to naprawdę warto zapytać: kto i dlaczego podjął taką decyzję? W sytuacji zagrożenia bezpieczeństwo dzieci powinno być absolutnym priorytetem.

- napisał jeden z rodziców na spotted Mielec. 

Część uczniów miała silnie zareagować na sytuację. Zarówno dyrektor - w rozmowie z Korso - jak i rodzice informowali o zapłakanych i mówiących o wojnie dzieciach. Podobne sygnały dotyczące strachu wśród uczniów innych szkół m.in. z Radomyśla Wielkiego.

reklama

Piwnic nie ma

Dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Mielcu Marek Paprocki wyjaśnia, że nauczyciele postąpili zgodnie z procedurami, które były wcześniej ćwiczone.

W przypadku alarmu uczniowie zostali wyprowadzeni z budynku. Następnie, po analizie sytuacji, zdecydowano o konieczności schronienia dzieci wewnątrz szkoły i przeprowadzono je na niższe piętro, do sali gimnastycznej.

Jak podkreśla dyrektor, szkoła nie posiada podpiwniczenia. Jedynym takim pomieszczeniem jest niewielka kotłownia, jednak ze względu na brak wentylacji nie ma możliwości, aby schroniła się tam ktokolwiek. W momencie alarmu w szkole przebywało około 300 uczniów. Łącznie placówka liczy 341 dzieci, należeło więc zgromadzić dzieci na najniższej kondygnacji.

reklama

Telefony spotęgowały strach

Jak wskazuje dyrektor, uczniowie nie mają telefonów podczas zajęć, jednak część z nich o tej porze kończyła już lekcje i korzystała z telefonów pozostawionych w szafkach, część miała zegarki. W tym czasie otrzymywali kolejne alerty i informacje, co potęgowało strach. Warto pamiętać, że jest to pierwsza tego typu sytuacja. 

Około 30 dzieci zostało odebranych przez rodziców. Jak podkreślają służby, taka reakcja rodziców jest zrozumiała, jednak w przypadku realnego zagrożenia najważniejsze jest zadbanie o własne bezpieczeństwo i stosowanie się do komunikatów służb.

reklama

Będą nowe rozwiązania i pomoc psychologa 

Dyrektor Marek Paprocki przekazał nam, że po zdarzeniu, na gorąco, przygotował już plan kolejnych działań. 

W piątek w szkole ma odbyć się spotkanie ze specjalistą, który pomoże opracować sposób przemieszczania uczniów w przypadku podobnych sytuacji. Chodzi m.in. o wybór pomieszczeń znajdujących się na parterze oraz takich, w których znajduje się jak najmniej okien, aby ograniczyć ryzyko związane z ewentualnym rozbiciem szyb i odłamkami.

Na godzinę 15:00 zaplanowano również nadzwyczajne posiedzenie rady pedagogicznej, podczas którego nauczyciele mają omówić przebieg zdarzenia i przygotować się na podobne ewentualności.

Uczniowie zostaną także objęci pomocą psychologiczną i pedagogiczną. Do rodziców szkoła przesłała komunikat wyjaśniający sytuację.

Mamy problem

Na miejsce przyjechali również strażacy, którzy mieli zabezpieczyć teren i być gotowi do pomocy w przypadku zagrożenia. Jedna z mieszkanek pobliskiego bloku zwróciła uwagę na obecność pojazdu straży pożarnej, wskazując, że samochód powoduje hałas i wydziela spaliny. 

Czwartkowy alarm pokazał, że wielu obywateli nadal nie jest świadomych, jak zachować się w sytuacji zagrożenia, część z nich nawet o nim nie wie, ponieważ z jakigoś powodu informacja do nich nie dotarła. 

Część mieszkańców nie potraktowała sygnału poważnie, uznając, że może mieć on związek z rocznicą 17 września i obchodami historycznymi. Dodatkowo w Szkole Podstawowej nr 1 na przyszły tydzień zaplanowane były ćwiczenia ewakuacyjne, dlatego część osób początkowo sądziła, że chodzi właśnie o nie. Sytuacja pokazała, że społeczeństwo wymaga pilnego przygotowania nie tylko na samo zagrożenie, ale przede wszystkim na właściwą reakcję po ogłoszeniu alarmu. 

Kilka miesięcy temu pytaliśmy mieszkańców, czy zapoznali się z poradnikiem bezpieczeństwa i czy wiedzą, jak zachować się w przypadku ewakuacji. Wiele osób przyznawało wówczas, że nie zna takich zasad i nie wie, gdzie się udać. Niektórzy uważają, że alerty sieją panikę i nie należy brać ich na poważnie. Inni zdążyli się na nie "uodpornić", ponieważ SMS-y przychodzą w ostatnich dniach bardzo często i o różnych porach. 

Podkarpacie jest województwem przygranicznym, dlatego temat przygotowania na sytuacje kryzysowe okazuje się dla nas zaskakująco nowy. Budzi to szczególne wątpliwości w przypadku instytucji i osób, które są odpowiedzialne za innych. Nie ma wątpliwości, że już dawno powinniśmy znać procedury i mieć je przećwiczone. 

Pojawiają się również głosy, że syreny alarmowe nie powinny być wykorzystywane jako element obchodów rocznic i uroczystości, ponieważ ich głównym zadaniem powinno być ostrzeganie mieszkańców przed realnym zagrożeniem. Czwartkowa sytuacja dała w tej sprawie ważny argument. 

Na szczęście "nic się nie stało" i mamy czas, by odrobić lekcję, za którą powinniśmy się wziąć cztery lata temu. 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo