W ostatnich dniach kierowcy w Mielcu i powiecie mieleckim mogli zauważyć zmiany na pylonach stacji paliw. Ceny litra benzyny i oleju napędowego wzrosły o kilkanaście, a w niektórych miejscach nawet o kilkadziesiąt groszy. Choć wzrosty są widoczne, eksperci podkreślają, że wynikają one głównie z globalnej niepewności, a nie z realnego braku surowca.
Na niektórych stacjach w naszym mieście widać zwiększony ruch. Część mieszkańców, pamiętając gwałtowne skoki cen z przeszłości, decyduje się na tankowanie do pełna, a niektórzy napełniają również kanistry.
Lekcja z przeszłości: Powtórka z lutego 2022?
Obecna sytuacja przypomina nieco nastroje z momentu wybuchu wojny na Ukrainie. Wtedy również wielu kierowców w obawie przed brakiem paliwa lub drastycznymi podwyżkami ruszyło na stacje, tworząc ogromne kolejki. Historia pokazała jednak, że łańcuchy dostaw zostały utrzymane, a największym problemem okazała się chwilowa panika, a nie brak surowca w zbiornikach.
Premier: „Zapasy paliwa w Polsce są bezpieczne”
Głos w sprawie rosnących napięć i ich wpływu na portfele Polaków zabrał premier Donald Tusk. Szef rządu zapewnił, że Polska jest przygotowana na ewentualne zawirowania:
– Nie ma żadnego problemu, jeśli chodzi o zapasy paliwa w Polsce. Wojna na Bliskim Wschodzie nie ma bezpośredniego wpływu na fizyczne dostawy ropy naftowej do naszego kraju. Spółki państwowe mają polecenie łagodzenia skutków ewentualnych podwyżek cen ropy na rynkach światowych – podkreślił premier.
Co dalej?
Choć sytuacja w regionie Cieśniny Ormuz pozostaje napięta, analitycy rynku paliw sugerują zachowanie spokoju. Gwałtowne tankowanie "na zapas" często tylko pogłębia lokalne wzrosty cen.
Komentarze (0)