Jak relacjonuje starosta, w minioną niedzielę z powodu silnego bólu trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) w Mielcu. Choć samą obsługę na SOR ocenił jako dobrą, to późniejsze próby ustalenia terminu zabiegu urologicznego usunięcia dużego kamienia obnażyły systemowe problemy placówki.
Lekarze sugerowali pozostanie w szpitalu i operację w poniedziałek, jednak Gacek odmówił ze względu na zaplanowaną sesję rady. Termin wyznaczono więc na czwartek.
Kiedy w tygodniu okazało się, że czwartkowy termin koliduje z ważnym i owocnym – jak się później okazało – wyjazdem do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, starosta postanowił telefonicznie przesunąć zabieg. Wtedy zderzył się z biurokratycznym murem. W poniedziałek i wtorek dzwonił na oddział bezskutecznie około pięciu razy. W środę wykonał aż dwanaście telefonów. Nikt nie podnosił słuchawki. Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, gdy jeden z członków zarządu powiatu interweniował, by szpital oddzwonił do... starosty. Sam samorządowiec przyznał, że sytuacja ta „pachniała wykorzystywaniem służbowego stanowiska”.
Gdy telefon w końcu zadziałał, pracownica szpitala zapytała o badanie moczu na posiew, o którym nikt wcześniej pacjenta nie poinformował. Bez tego wyniku czwartkowy zabieg odwołano, proponując kolejny termin dopiero na 7 czerwca (w przypadku samodzielnego wykonania takich badań, możliwy byłby termin niedzielny). Ponieważ ból stawał się nie do zniesienia, a leki z SOR przestały działać, starosta zaczął szukać pomocy w innych powiatach. Zadzwonił do Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Rzeszowie. Tam nikt nie robił problemów z powodu braku posiewu (podano lek, który czynił badanie zbędnym), a komplet procedur wraz z tomografią wykonano w godzinę. Badanie wykazało, że kamienie są dwa. Następnego dnia rano starosta był już po udanej operacji.
Na koniec wpisu starosta Kazimierz Gacek podzielił się głębszą refleksją nad tym, jak funkcjonuje mielecki szpital:
„Ktoś z Państwa powie, szpital powiatowy jest, a ja zatem poszedłem do tego szpitala jak zwykły, szary obywatel. I jestem rozczarowany. Mamy wszystko nowoczesne, kapitalnych związkowców, lekarzy, pielęgniarki... a coś nie wyszło. Możliwe, że jestem wyjątkowym mieszkańcem i przypadkiem zarazem. Szpital powiatowy ale nie podlega pod starostę. Ma dyrektora. Ma fachowców, osoby z poświęceniem wykonujące pracę dla naszego dobra. Nie wypada mi takiemu gronu przypominać, że mieszkaniec ma prawo do skutecznego zadzwonienia na numer podany na www szpitala, a także do pomocy gdy boli.”
Komentarze (0)