reklama

Las wychowuje lepiej niż ekran. Niezwykłe obozy Mirosława Pietrzaka

Opublikowano:
Autor:

Las wychowuje lepiej niż ekran. Niezwykłe obozy Mirosława Pietrzaka - Zdjęcie główne
Autor: Jb
Zobacz
galerię
11
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościNie kolejna kolonia pełna gotowych atrakcji, ale prawdziwa przygoda, podczas której dzieci same tworzą swój świat, budują obozowiska, uczą się rozpalać ogień, orientacji w terenie i współpracy.
reklama

O idei leśnych obozów samodzielności, sile natury i tym, czego współczesnym dzieciom najbardziej brakuje, rozmawialiśmy z Mirosławem Pietrzakiem „instruktorem z natury”, właścicielem biura Alternatywa Travel oraz organizatorem leśnych wyjazdów dla dzieci i młodzieży.

Leśne obozy samodzielności różnią się od tradycyjnych kolonii przede wszystkim tym, że uczestnicy nie są jedynie odbiorcami przygotowanych atrakcji. Sami muszą działać, współpracować i rozwiązywać problemy.

U nas dziecko nie bierze biernie udziału w atrakcjach, ale samo je tworzy. Wyzwania, które przygotowujemy, mają aktywizować dzieci do wspólnego działania. Muszą nauczyć się współpracy, tworzenia zadań i ich realizowania.

- tłumaczy Mirosław Pietrzak.

Jednym z pierwszych wyzwań jest nauka rozpalania ognia przy pomocy krzesiwa. Dla wielu dzieci, które na co dzień korzystają z gotowych rozwiązań, jest to zupełnie nowe doświadczenie.

reklama

Dzisiaj wiele dzieci ma problem nawet z zapaleniem zwykłej zapałki. Natomiast samodzielne rozpalenie ognia krzesiwem daje ogromną satysfakcję. To taka pierwotna umiejętność, która nadal jest nam potrzebna.

- mówi organizator.

Jak podkreśla, krzesiwo ma tę przewagę, że odpowiednio używane może działać niezależnie od wielu innych czynników.

Natomiast rozpalanie ognia krzesiwem budzi wiele radości, emocji. No i takie samodzielne ten samodzielny ogień sprawia niesamowitą radość.


Jednym z elementów obozów jest ograniczenie korzystania z telefonów. Nie oznacza to jednak całkowitego zakazu.

Uczestnicy mają telefon przez jedną godzinę dziennie, zwykle w czasie poobiedniego odpoczynku. Poza tym często i tak nie ma zasięgu.

reklama

- opowiada Pietrzak.

Jak zauważa, początkowo rozłąka ze smartfonem bywa dla dzieci trudna.

Pierwsze dwa, trzy dni to taki detoks. Dzieci są przyzwyczajone do tego, że telefon jest cały czas obok. Później jednak zapominają, że w ogóle go mają, bo zajmują je zadania, misje i wspólne działania.

Według niego telefon częściej okazuje się potrzebny rodzicom niż samym dzieciom.

To rodzice bardziej chcą mieć kontakt z dzieckiem podczas obozu. Jeżeli dziecko jest zaopiekowane, ma zajęcie i dobrze się bawi, ten telefon przestaje być najważniejszy.

Najstarsze grupy uczestników samodzielnie tworzą swoje obozowiska. Budują bazy z wykorzystaniem hamaków, tarpów i materiałów dostępnych w lesie.

To nie jest tylko nauka dla samej nauki. Jeżeli dziecko zbuduje sobie schronienie, później pod nim śpi. Musi więc samo zadbać o to, żeby było wygodnie i bezpiecznie.

reklama

- wyjaśnia.

W programie znajdują się także zajęcia z nawigacji i orientacji w terenie.

Korzystamy z papierowych map, kompasów, azymutów. Dzieci uczą się poruszania w terenie, także nocą.

Jak dodaje, takie zadania często odkrywają u dzieci umiejętności, których wcześniej nikt nie zauważał.

Pamiętam chłopca, który w klasie był cichy, stał z boku. Kiedy dostał mapę, nagle przejął rolę lidera i poprowadził całą grupę do celu. Takich przykładów mamy bardzo dużo.

Jego zdaniem współczesnym dzieciom często brakuje właśnie doświadczenia i samodzielności.

To nie jest wina dzieci. One żyją w czasach, które dają im ogrom możliwości, ale czasami odbierają okazję do samodzielnego działania. Staramy się zapewnić dzieciom wszystko, a zapominamy, że potrzebują również doświadczeń, dzięki którym mogą uwierzyć w swoje możliwości.

reklama

- mówi

Dziewczyny świetnie sobie radzą, czasami nawet lepiej niż chłopcy. U nas nie ma podziału, że jedne zadania robią chłopcy, a inne dziewczyny. Wszyscy uczą się tych samych rzeczy, bo są to umiejętności potrzebne każdemu człowiekowi.


Po dziesięciu dniach spędzonych w lesie dzieci często wracają bardziej samodzielne.

Dostaję telefony od rodziców z pytaniami: „Co pan zrobił mojemu dziecku?”. Opowiadają, że dziecko samo zaczęło ścielić łóżko, samo się organizuje, samo podejmuje działania. To jest dla mnie największa nagroda.

- mówi Pietrzak.

Jak dodaje, zdarzają się sytuacje, że dzieci początkowo nie chcą jechać na obóz, a później nie chcą z niego wracać.

Pomysł na takie wyjazdy wyrósł z własnych doświadczeń Mirosława Pietrzaka.

Od dziecka jeździłem do babci, gdzie budowaliśmy bazy, wchodziliśmy na drzewa, tworzyliśmy własne zabawy. Później były lata harcerskie i obozy w lesie. Ta przestrzeń zawsze była miejscem rozwoju i samorealizacji.

Dziś chce pokazać dzieciom, że natura nadal może być miejscem pełnym przygód.

Przejście po powalonym pniu drzewa dla wielu dzieci jest większą atrakcją niż plac zabaw. Las daje niesamowite możliwości.


Zdaniem organizatora warto częściej wychodzić z dziećmi poza znane schematy i pozwolić im odkrywać naturę.

Oczywiście w lesie są wyzwania, są też kwestie bezpieczeństwa, chociażby kleszcze. Ale to nie może sprawić, że całkowicie zamkniemy dzieci przed naturą. Trzeba się odpowiednio przygotować i korzystać z tego, co las nam daje.

Jak przekonuje Mirosław Pietrzak, kontakt z przyrodą może być jednym z najlepszych sposobów na rozwijanie samodzielności, kreatywności i pewności siebie.

Nie bójmy się lasu. Chodźmy tam nie tylko na spacer. To przestrzeń, w której można bardzo wiele nauczyć się o świecie i o sobie.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo