Reklama

Jaki okres w roku jest bardziej wyczekiwany niż Boże Narodzenie? [Reportaż]

Opublikowano:
Autor:

Jaki okres w roku jest bardziej wyczekiwany niż Boże Narodzenie? [Reportaż]  - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Najprawdopodobniej żaden. Jest to najpiękniejszy czas w roku. Dla jednych dlatego, że dodatkowe dni wolne, dla innych z powodów wielkich przeżyć religijnych, niektórzy znów lubią spotkać się z dawno niewidzianymi krewnymi... Boże Narodzenia ma być czasem radości, magii i piękna.

Jak z tym bywa? Różnie. Czasami święta skłaniają do rozmyślań i wspomnień - bo w końcu zbliża się już Nowy Rok i warto by zrobić jakieś podsumowanie,  czasem również do zupełnie nieplanowanych spotkań. Niejeden człowiek ze zdziwieniem w święta przypominał sobie, że przy okazji pierwszego listopada wspominał coś przy grobach, że rodzina nie potrzebuje zaproszenia, żeby wpaść na kawę, ale żeby potraktować to na serio...? W każdym razie dla większości osób święta są impulsem do robienia niezwykłych rzeczy. Niektórzy więc włączają się w akcje charytatywne, inni za to mają motywację, żeby zrobić generalne porządki i wreszcie zajrzeć, co słychać u sąsiada - myjąc okna. A jeśli sąsiad ma ładniej przyozdobiony dom, to trzeba zadbać i o własne otoczenie... Wszystkich w okolicach świąt ogarnia troska o świąteczne akcesoria, o choinkę, o opłatki i prezenty.

Wigilia jest dla Polaków najuroczystszym dniem w całym roku. Nieważne, czy w dostatku czy w biedzie, niezależnie od zawirowań historycznych, na wojnach, frontach, w czasie stanu wojennego - Wigilia jest dniem, w którym to tradycja odgrywa największą rolę i łączy wszystkich ludzi, którzy tego dnia będą po wieczerzy czyścić dywan ze źdźbeł siana i wymyślać gorączkowo życzenia, jakie można by tu złożyć krewnym.

 Kiedy narodził się Jezus? 

Choć Wigilia jest świętem typowo chrześcijańskim, czerpie wiele z tradycji pogańskich. Odbywa się w okolicach przesilenia zimowego, a więc dnia, kiedy dzień w końcu wygrywa z nocą i zaczyna go przybywać. Kościół przejął sobie ten dzień, który już był dla ludów pogańskich świętem i pomału zaadaptował na swoje potrzeby. Wybór 25 grudnia na święto narodzenia Dzieciątka miał także wymiar czysto praktyczny. Zdecydowała data Wielkanocy, najstarszego i najważniejszego święta chrześcijan. Przy ustalaniu innych wydarzeń biskupi musieli uważać, by nie wyznaczyć kolejnego tak ważnego święta w tym samym czasie. Wielkanoc od początku związana była z rokiem astronomicznym, bo wyznaczały ją pełnia księżyca i wiosenne zrównanie dnia z nocą, tak więc Boże Narodzenie musiało zostać wyznaczone odpowiednio wcześniej, żeby po drodze zmieścić inne wydarzenia z życia Jezusa. Toteż tej grudniowej daty nie można traktować jako daty historycznej, lecz czas, który najbardziej się nadawał, dzień przesilenia zimowego, punkt zwrotny cyklu przyrody. Tymczasem tak naprawdę dzień narodzin Jezusa najprawdopodobniej przypadał na wiosnę, wtedy, kiedy rodzą się małe owieczki i to dlatego pasterze przebywali na pastwiskach i mogli przybyć z wizytą do Nowonarodzonego Dzieciątka. 

Poza faktem, że od Wigilii zaczyna przybywać dnia, święta Bożego Narodzenia mają swój niezwykły urok również dlatego, że odbywają się podczas najciemniejszego okresu roku. Światełka na choince czy przystrojone domy nie prezentowałyby się tak samo uroczyście w pełnym blasku słońca. Wigilia spożywana przy blasku świecy, świąteczne spacery ze śniegiem skrzypiącym pod butami, świat pokryty białym puchem, mróz - to wszystko tworzy atmosferę, której żadne inne święta nie mają. Choć białe święta zdarzają się coraz rzadziej. Najczęściej Gwiazdka jest teraz szaro-bura, deszczowa i z dodatnimi temperaturami. Kiedy jednak zapada noc i na niebie (o ile niezasnutym chmurami) pojawi się pierwsza gwiazdka, to i tak liczy się to, kto jest wokół stołu, co na stole. I pod choinką.  

Choinka z sąsiadowego lasu

Sam zwyczaj dekorowania iglastego drzewka jest stosunkowo nowy. Dawniej do domów wnosiło się snopy słomy, bo to one miały przynieść urodzaj w polu w następnym roku. Potem popularne stało się utykanie po wszystkich możliwych miejscach - obrazach, odrzwiach, oknach, nawet ścianach - gałązek iglastych drzew, świerków czy jodeł. Pierwsze choinki pojawił się na zachodzie Polski, jako moda podpatrzona u niemieckich sąsiadów. Na terenie Podkarpacia choinki pojawiły się bardzo późno, bo nawet w połowie XX wieku. Nie istniały wtedy jeszcze szklane bombki i łańcuchy światełek, więc drzewko dekorowało się czym popadnie - lalkami ze słomy, malowanymi orzechami, szyszkami, ludzikami z żołędzi. Kto nie pamięta, jak w młodszych klasach podstawówki pracowicie lepiło się kolorowe paski papieru, żeby zrobić jak najdłuższy łańcuch... Później coraz popularniejsze stawały się szklane bombki o przeróżnych kształtach. Z pewnością na niejednej choince do dziś wiszą bombki po dziadkach, nieraz ratowane jak się da - z zapałkami w miejsce zawieszki czy wręcz podklejane plasteliną, bo w końcu czy jest coś ważniejszego niż tradycja w tym dniu? Oczywiście, moda nie ominęła i choinek. Niektórzy preferują choinki żywe, inni takie w doniczkach, które można wkopać po świętach do ziemi, jeszcze inni wolą niekłopotliwe sztuczne drzewka. 

 - Moja sąsiadka mieszkała w dużym, piętrowym domu, a że była w nim sama, tylko z mężem, to górne piętro stało praktycznie nieużywane. Raz, a był to środek lata, poprosiła mnie, żebym naprawił jej na piętrze lampę, bo zaczęła szwankować. Wszedłem do pokoju, a tam w kącie - w środku lipca! -stała choinka. Ubrana, gotowa tylko do zaświecenia lampek, nawet z cukierkami. Sąsiadka, wcale niezbita z tropu, powiedziała, że wcale nie rozbiera choinki, tylko jak przyjdzie odpowiedni czas, to przesunie ją na środek okna, żeby było ją widać - wspomina pan Marek z Mielca. 

Choinka nie byłaby prawdziwym bożonarodzeniowym drzewkiem, gdyby nie wisiały na niej cukierki, które można dyskretnie zrywać, albo wręcz wyjmować ze złotek, żeby opakowania dalej wisiały i udawały cukierka. Wiele lat temu prawdziwym hitem były długie cukierki, które ozdabiały niemal każdą choinkę. Zazwyczaj nie wolno było ich jeść, żeby zostały na przyszły rok, a potem już do niczego się nie nadawały... 

Dekorowanie choinki jest często zajęciem dla dzieci lub gospodarzy, bo kobiety zajęte są w kuchni. Jako że jest to bardzo czasochłonne zadanie, nie wszyscy wyrabiają się z nim na czas... Ksiądz proboszcz z podradomyskiej parafii często wspomina, jak zaczął kolędę, czyli tradycyjną wizytę duszpasterską, jeszcze w święta, w Szczepana. Kiedy zaszedł do jednego domu, gospodarz, starszy już człowiek, przyjmował księdza w stanie wskazującym na to, że miał przez święta sporo gości. W pokoju, na honorowym miejscu, stała co prawda choinka, ale bez najmniejszej nawet ozdoby!

 - A, tak jakoś zeszło - tłumaczył się. - W Wigilię wpadł szwagier, pożyczyć wesołych świąt, i jakoś tak zeszło... 

Zupełnie inaczej zachowała się inna parafianka księdza proboszcza, do której w jednym roku dotarł z kolędą bardzo późno, bo dzień przed świętem Matki Boskiej Gromnicznej, kończącym okres Bożego Narodzenia. Zima była wtedy bardzo sroga i zaspy utrudniały poruszanie się po polnych drogach i dotarcie do odległych domów. 

 - Nareszcie się wielebnego doczekałam! - staruszka była tak wzruszona, jakby sam święty przyszedł w odwiedziny. - Ja tu dla księdza poczęstunek przygotowałam! 

Proboszcz, głodny po długiej drodze, z przyjemnością zjadł kawałek sernika. Apetyt zepsuł mu się dopiero wtedy, kiedy usłyszał, że sernik czekał na niego od Bożego Narodzenia... I to nie w zamrażarce, bo nie były wtedy tak powszechne, ale na dworze, na mrozie... 

Okup za Jezuska

Historia prezentów świątecznych też nie jest długa. Dopiero od niedawna dzieci i dorośli wręczają sobie upominki. Według badań, Polacy na prezenty dla najbliższych osób przeznaczają od 200 do 300 złotych na łebka. Kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu prezenty ograniczały się do mandarynek czy przyborów szkolnych. A jeszcze wcześniej dzieci zamiast upominków dostawały klapsy. Nawet jeśli były grzeczne, to uznawano, że profilaktyczne lanie w ten szczególny dzień nie zaszkodzi, a wręcz może pomóc w kształtowaniu charakteru. 

Współczesne dzieci to jednak sprytne istoty i wiedzą, jak chronić własne interesy. O klapsach nie może już, rzecz jasna, być mowy, ale co zrobić, kiedy Mikołaj nie odwiedził niegrzecznego dziecka albo przyniósł mu rózgę? Jak się okazuje, i na to jest sposób... Ksiądz proboszcz przeżył horror, kiedy w Boże Narodzenie zajrzał do szopki, żeby sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Ku jego przerażeniu w żłóbku ostało się tylko sianko... Kościelny nic nie widział, ministranci szukali na klęczkach wokół szopki, a  Jezuska, jak nie było, tak nie ma! 

- Nie wydawało się, żeby ktoś połakomił się na gipsową figurę, ale kto wie... W zastępstwie owinęliśmy w serwetę z ołtarza figurkę jednego z aniołków, żeby grał rolę Dzieciątka. Wtedy w kościele pojawiła się jedna z parafianek, ciągnąca za sobą synka. Dobrze go znałem, bo uczyłem go religii w przedszkolu. Łobuz, jakich mało, ale z dobrym sercem. W rękach trzymał owiniętą szaliczkiem zaginioną figurkę Jezuska. Co się okazało? Franuś nie dostał pod choinkę wymarzonego prezentu, bo rodzice uznali, że na niego nie zasłużył. Po pasterce odczekał więc chwilę przy żłóbku i porwał figurkę Dzieciątka. Dlaczego? Dla okupu... Bo wydawało mu się, że może pan Bóg będzie chciał odzyskać syna i da w zamian Franusiowi wymarzone klocki...

Co wolno w Wigilię? 

Trzeba przyznać, że święta Bożego Narodzenia nie są już takie jak kiedyś. I nie chodzi tutaj tylko o coraz częstszy ostatnio brak śniegu pod koniec grudnia. Dziś Gwiazdka to najczęściej przedświąteczne kolejki, stres, długie wizyty w centrach handlowych w poszukiwaniu prezentów, odwiedziny w salonach kosmetycznych, żeby na pasterce sąsiadce zbielało oko na widok nowej fryzury... Kredyty i wydatki poważnie nadszarpujące rodzinny budżet. Świąteczna muzyka puszczana od listopada, życzenia, kartki, ociekające złotem i czerwienią wystawy sklepowe. Choć Wigilia to ten jeden dzień w roku, kiedy wszyscy wszystkim ślą życzenia, to nie wszyscy mają tyle szczęścia, by od samego rana przygotowywać się do uroczystej wieczerzy. Oprócz wszystkich zawodów medycznych czy policji, pracuje też znakomita większość sklepów. Według wymogów nowej ustawy, w Wigilię sklepy od tego roku  czynne mogą być tylko do godziny 14. Co i tak zostawia ich pracownikom niewiele czasu na przygotowanie się do świąt. Po południu pustoszeją ulice miast, zamiera też ruch uliczny, kiedy już wszyscy dotarli na miejsce, do swoich, żeby kultywować tradycje....

Święta od zawsze były wyjątkowym czasem, choć dziś niewiele tradycji przetrwało już w niezmienionej formie. Kiedyś dzień przed Bożym Narodzeniem uważany był za czas, kiedy dusze zmarłych zaglądają do swoich domów, żeby sprawdzić, jak darzy się nowym gospodarzom. To dla nich rozścielało się sianko po całej podłodze, żeby mogły przejść po miękkiej nawierzchni. Dziś zostało z tego tylko małe pasemko sianka pod świątecznym obrusem. W Wigilię powstrzymywano się od niekoniecznych prac, a w Boże Narodzenie nie robiło się już kompletnie nic, dojadając tylko resztki z pośnika. Nawet odwiedziny u krewnych zostawiano na drugi, mniej już uroczysty dzień świąt. Do wigilii zasiadano, tak jak dziś, na znak dany przez pojawienie się pierwszej gwiazdki. W czasie wieczerzy nie wolno było od stołu wstawać, a nawet wypuścić łyżki z ręki. Opłatek, który łamano, składając sobie życzenia, kładziono pod miskę z potrawami. Jeśli przykleił się do naczynia, oznaczało to, że dany płód rolny dobrze obrodzi w przyszłym roku. A na stole stawiano przede wszystkim dania ze zbóż, kaszy, kapusty i innych darów pól i lasów. Już po pośniku zanoszono resztki kolorowego opłatka i poszczególnych dań zwierzętom, by i one miały coś od życia w tym najradośniejszym dniu w roku. 

O północy odbywała się tradycyjna msza święta pasterska. Dobrze było być pierwszym w kościele, bo oznaczało to powodzenie w całym przyszłym roku. O ile wyścigi furmanek nie były zbyt niebezpieczne, to na szczęście dziś ta tradycja odeszła do lamusa. Wyścigi samochodów raczej nie kończyłyby się szczęśliwie...

 Nie wszystkim w święta będzie jednak tak dobrze, jak rodzinom i znajomym zgromadzonym wokół pięknie ubranych choinek i śpiewającym tradycyjne "Bóg się rodzi". Boże Narodzenie jest i dla trzęsących się z zimna bezdomnych na dworcach i dzieci, których rodzice będą intensywnie świętować, a one z utęsknieniem czekać będą na powrót do szkoły, gdzie dostaną porządny posiłek. Święta to również szpitalne sale, na których ludzie coraz częściej zostawiają rodziców, kiedy nie ma co z nimi zrobić podczas świątecznego wypadu na narty. Oddziały ratunkowe napełniają się świętującymi, którzy po wigilii poruszyli niewygodne tematy w rozmowie z rodziną. Na oddziałach laryngologicznych ostry dyżur trwa całą noc, bo karp zemścił się pośmiertnie, wbijając ość w gardło... 

Święta, choć przygotowujemy się do nich tak długo, szybko jednak mijają. Pieczenie pierniczków, jeśli mają zmięknąć, trzeba rozpocząć dobry miesiąc wcześniej, generalne porządki zajmują cały grudzień, przygotowanie wigilii - cały dzień. A te dwa krótkie dni przeminą błyskawicznie i na pewno któryś z gości, opuszczający nasze domy w Szczepana, powie: "Święta, święta i po świętach" ...

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE