Dla Mielca I-22 Iryda to projekt legenda. Samolot, który miał być następcą Iskry, przeszedł długą i trudną drogę, podobnie jak dwa egzemplarze, które trafiły pod opiekę gen. Tomasza Bąka, właściciela rzeszowskiego MTIM. Jeszcze w 2023 roku niszczały w Zamościu, rok później trafiły do Szczebrzeszyna, by wreszcie w listopadzie 2025 roku zostać przetransportowane do Rzeszowa.
Ratowanie unikatów: Maszyna po próbach i niedokończony prototyp
Sytuacja konserwatorska jest wyjątkowo skomplikowana, ponieważ każdy z egzemplarzy ma inną, niezwykle cenną wartość historyczną:
- Egzemplarz z 1. serii produkcyjnej: Po tragicznej katastrofie w Radomiu służył do dodatkowych prób statycznych – wytrzymałościowych i funkcjonalnych. To maszyna, która „przyjęła na siebie” ogromne przeciążenia, by inżynierowie mogli ulepszać konstrukcję.
- Wersja M96 (numer boczny 404): To samolot, który w momencie przerwania programu w Mielcu był ukończony w około 70%. To „zamrożona w czasie” technologia, która nigdy nie doczekała się finału na linii montażowej.
Pierwszy sukces: Samoloty są już bezpieczne
Dobra wiadomość jest taka, że od grudnia ubiegłego roku obie Irydy nie stoją już pod gołym niebem. Zostały umieszczone w hali, gdzie zespół specjalistów prowadzi żmudną inwentaryzację.
Jednak jeden z egzemplarzy wymaga pilnej renowacji – czas i warunki atmosferyczne odcisnęły na nim swoje piętno. Bez odpowiednich działań istnieje ryzyko bezpowrotnej utraty tego unikatowego samolotu.
Renowacja obejmie oczyszczenie i zabezpieczenie konstrukcji przed korozją, rekonstrukcję brakujących elementów oraz odtworzenie oryginalnego, mieleckiego malowania. Koszty są jednak ogromne, dlatego muzeum liczy na wsparcie pasjonatów lotnictwa.
Dla nas, mieszkańców Mielca, to szansa, by Iryda nie kojarzyła się już tylko z porzuconymi wrakami, ale stała się żywym świadectwem potęgi inżynieryjnej naszego miasta. Każda wpłata na zbiórkę to cegiełka dołożona do uratowania dziedzictwa, które niemal bezpowrotnie straciliśmy.
Komentarze (0)