Reklama

Głos z Ukrainy: "Żyjemy, walczymy, budujemy, wspieramy siły zbrojne i czekamy na zwycięstwo"

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor:

Głos z Ukrainy: "Żyjemy, walczymy, budujemy, wspieramy siły zbrojne i czekamy na zwycięstwo" - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Svitlana Chernetska jest dziennikarką Radia Ukraina. W 2015 roku odwiedziła Mielec i naszą redakcję, żeby poznać pracę polskich dziennikarzy. Wtedy właśnie nawiązaliśmy kontakt i od czasu do czasu wymienialiśmy korespondencję. Jednak nikt nie sądził, że 2022 rok przyniesie wojnę i będziemy prowadzić korespondencję... wojenną. Z Svitlaną koresponduje Szymon Burek.

Jak wygląda obecnie życie w kraju, szczególnie na terenach zachodniej Ukrainy i w stolicy, w Kijowie?

Życie toczy się dalej. Nasz rząd i wojsko w licznych apelach nawołują społeczeństwo do życia, do czerpania sił z kawy z przyjaciółmi, sprzątania mieszkania, chodzenia do kina, spacerów po parku. Na pierwszy rzut oka jesteśmy przyzwyczajeni do wojny. Niektórym wydaje się, że tutaj, gdzie nie ma aktywnych działań wojennych, wojna jest obojętna. Ale to wrażenie jest błędne. Malowana blondynka ze sztucznymi ustami może wieczorami tkać "chimery" (są to kostiumy maskujące dla snajperów), elegancka bizneswoman może wykonywać kolejny telefon, by dostarczyć partię rękawic taktycznych lub termowizorów, a Arab z kręconymi włosami, który jeszcze wczoraj sprzedawał towary z AliExpress na tiktoku, faktycznie okazuje się być instruktorem taktyki podczas działań bojowych w miastach. 

Zawsze są tacy, których to nie obchodzi, ale jest ich niewielu. Każdy z nas robi coś, aby wygrać – piszemy newsy, a wolontariusze zbierają darowizny dla Sił Zbrojnych. Uczymy się medycyny taktycznej i posługiwania się bronią, a także płacimy podatki. Powstają start-upy z myślą o nowej rzeczywistości. Mamy mniej alarmów powietrznych. Jestem w Kijowie od maja, a jeśli wcześniej było od 3 do 6 alarmów dziennie i dwa w nocy (czasem zgodnie z harmonogramem - dokładnie o 4 rano lub o 23:00), to teraz zdarza się, że mamy od 3 do 5 dni bez alarmu. Chociaż w ten sam sposób reagujemy na syrenę, czyli głośno przeklinamy. Jak jest alarm, to niektórzy go ignorują,  inni idą do schronu. Ale jesteśmy gotowi na wszystko. Jesteśmy gotowi na to, że Rosjanie zaatakują nas z Białorusi, zrzucą bombę atomową, ogłoszą powszechną mobilizację, wciągną Iran w wojnę itd. To powoduje rozpacz w pierwszych minutach, potem zimny gniew, zaciśnięte pięści i uczucie "nic, przebijmy się, nie mamy wyboru". Żyjemy, walczymy, budujemy, wspieramy siły zbrojne i czekamy na zwycięstwo.

Jak obecnie wygląda sytuacja wojenna w Donbasie. Gdzie prowadzone są działania obronne? Kto obecnie wygrywa te walki?

Kilka bliskich mi osób walczy na Donbasie, więc często słyszę od nich, jak to wygląda. Rosja ma dużo amunicji. Dlatego ich taktyka polega na unicestwianiu artylerią miast i wiosek, a następnie pójście tam na piechotę. W rzeczywistości jednak za nimi jest spalona ziemia. W Donbasie mamy do czynienia  z intensywnym ostrzałem 24/7. To wiąże się z tym, że mamy tam wiele ofiar. Są ludzie, którzy wariują od wielu ostrzałów. Rosjanie przeprowadzają frontalny atak, a nasi czasem wycofują się, by ratować ludzi, czasem wycofują się, by oszukać wroga i wciągnąć go do "kociołka", po czym wykonują małe kontrataki. Nasi mają znacznie mniej broni dalekiego zasięgu, więc jest im trudniej. Cóż, wyobraźcie sobie, że strzelają na pozycje ukraińskie z odległości 20 - 70 km i co z tym zrobicie granatami?, karabinami?, a nawet oszczepami czy stugnami? Dlatego musieliśmy się wycofać, a Rosjanie zdobyli prawie cały obwód ługański. Teraz wkraczają na pozostałości Doniecka. Zachodnia broń dalekiego zasięgu bardzo pomaga. Zniszczone rosyjskie magazyny w ostatnich dniach spowodowały zmniejszenie intensywności ostrzału artyleryjskiego pozycji ukraińskich. A południe Ukrainy szczególnie niecierpliwie czeka na zwolnienie z okupacji. Są lokalne sukcesy, małe kontrataki, trochę wyzwolonych wsi, ale jest to bardzo trudne – bo Rosjanie zbudowali trzy linie obrony, a u nas brakuje broni do szerokiej kontrofensywy. Ale region Chersonia czeka. Południe stało się regionem partyzanckim. Partyzanci likwidują prawie wszystkich znanych kolaborantów i zdrajców kraju. To pokazuje, że za zdradę trzeba będzie zapłacić. Tak powinno być.

Jak obecnie wygląda praca mediów ukraińskich? Jakimi tematami się zajmujecie? Czy piszecie i mówicie tylko o wojnie? Czy pojawiają się inne tematy?

Och, nie da się pisać tylko o wojnie, zarówno dlatego, że ludzie męczą się monotonnymi tematami, jak i dlatego, że jest wiele innych wyzwań. Mamy przykładowo wiele tematów ekonomicznych, dotyczących odbudowy kraju, a to przecież wyzwania dla gospodarki i niektórych branż. Piszemy też o planach na zimę, bo już niedługo sezon energetyczny i grzewczy. Piszemy także o grach i zmianach politycznych i o walce z dezinformacją. O tej samej wojnie piszemy na różne sposoby. Kilka historii żołnierzy i ich rodzin, małżeństw i narodzin dzieci. Gdzieś – o zniszczonych biznesach, tych, które przetrwały i fajnych inicjatywach. Coś o statystycznym i analitycznym spojrzeniu na wojnę, próby eksperckiej analizy sytuacji, próby przewidywania, zapobiegania. Trochę opowieści o fajnych ludziach (poruszył mnie wywiad z dyrektorem mikołajowskiego zoo, które jest nieustannie pod ostrzałem. To opowieść pełna światła, humoru i wiary w życie). Wszystkie historie dotyczą wojny w taki czy inny sposób. Wideoblogi, stand-up show, reportaże, podcasty, newsy, filmy dokumentalne – wszystkie formaty działają. Myślę, że chodzi o to, żeby ludzie pamiętali, jaka jest cena za poranek następnego dnia.

W tych niestabilnych czasach rząd Ukrainy na pewno już myśli o odbudowie kraju i gospodarki. Czy są już wstępne plany i zakres czasowy, kiedy to się stanie?

Dużo się o tym mówi, ale nadal trudno mówić o konkretach. Zmieniają się plany, terminy, priorytety. Do tej pory w przestrzeni publicznej widziałam tylko dokumenty takie jak Deklaracja z Lugano, która określała podstawowe zasady odbudowy przez przemysł. Są tam określone priorytety i tzw. "czerwone linie", których nie można przekroczyć. Przytaczam tu przykład tego, jak to wszystko nadal jest nieokreślone. 

Chodzi o słynną historię mostu na drodze do Irpina (jednego ze zniszczonych miast w obwodzie kijowskim, w którym znajdowali się okupanci). Most został przebudowany, nieidealnie, po to, żeby można było przejść. Ale nie badano dalej, czy mina pozostała gdzieś w pobliżu podpory mostu. Podczas pierwszej wiosennej burzy piorun uderzył w minę i most został zniszczony. Inną sprawą są regiony przygraniczne regionu Sumy, regionu Kijowa, czy regionu Czernihowa, które są wciąż pod ostrzałem z zagranicy. Czy warto więc coś odbudować? Obecnie nasz rząd "gasi pożary" – doraźne naprawy torów kolejowych, dróg, mostów, łączności – aby ludzie mogli żyć. "Czysta" czy inaczej pełna odbudowa jest zaplanowana –  ale tylko wtedy, gdy wiemy, że nowo wybudowany budynek nie ulegnie zniszczeniu z dnia na dzień. W rządowych biurach robi się plany, kalkuluje się budżety, ale jest jeszcze za wcześnie, by mówić o konkretach, bo wszystko może się zmienić wraz z kolejnym alarmem lotniczym.

Pamiętam, jak pisałaś, że niestety ten trudny czas wojenny będzie trwał latami. Co o tym mówią najnowsze komentarze ukraińskich specjalistów? Kiedy spodziewany jest koniec tej wojny?

Informacje są bardzo różne. Niektórzy twierdzą, że do końca roku intensywne działania wojenne ucichną i wrócimy na nasze terytoria. Inni przewidują co najmniej kolejny rok wojny. Inni mówią o prawie 10 latach, czyli kilku latach intensywnych działań wojennych i 5-15 latach odbudowy z "zaciśniętymi pasami". Wiele zależy od broni dalekiego zasięgu z Zachodu. Nasi ludzie używają jej bardzo racjonalnie i skutecznie, ale potrzeba więcej, aby nasze zasoby były przynajmniej współmierne do zasobów wroga. Obecnie mamy 1-2 na ich 20 strzałów. W co wierzę? Jeśli będzie broń z Zachodu, to do granicy sprzed 23 lutego 2022 roku wrócimy przed końcem roku. Musimy jeszcze iść i iść do granic z 1991 roku. Będzie wiele nowych czynników, może ogólna mobilizacja, może wejście do wojny nowych graczy. Ale ile to jeszcze potrwa? Nie wiem.

Mój bliski przyjaciel walczy teraz pod Słowiańskiem, 10 kilometrów od linii frontu. Mówi, że każdego ranka budzi się i pyta braci: "Czy wojna jeszcze się nie skończyła?". Śmieją się,  bo to rodzaj ironicznego humoru wojskowego pod ostrzałem. Wszyscy chcemy wierzyć w cud. I że pewnego ranka powiedzą nam w odpowiedzi: "To koniec. Wygraliśmy".

Czy do kraju dociera pomoc humanitarna i ta związana z zaopatrzeniem armii?

Pomoc humanitarna to nasz ból, ponieważ rozkłada się bardzo nierównomiernie. Gdzieś jest jej za dużo, a gdzieś indziej ludzie nic nie mają i nic nie otrzymują. Tak było w pierwszych dniach wyzwolenia obwodu kijowskiego. Wszyscy wozili pomoc humanitarną do Buczy i Irpina, bo słyszeli o tym, co tam się działo. Potem okazało się, że tam ludzie mieli już wszystko, czego potrzebowali. Ale we wsiach kilka kilometrów dalej nie było niczego, chleba, ubrań, ogrzewania.

Władze i wolontariusze próbują naprawić takie sytuacje, ale to bardzo trudne. Bo np. dużo pomocy trafia do Lwowa, gdzie są przesiedleńcy i potrzebują pomocy humanitarnej. Ale nie jest tak krytycznie, jak u wyzwolonych mieszkańców zniszczonych wsi obwodu charkowskiego. Ale dotarcie tam jest trudne, niebezpieczne i zajmuje dużo czasu. Dlatego czasami pomoc rozkłada się nierównomiernie. To są realia naszego życia. Ale staramy się wpływać na to, aby ci, którzy tego najbardziej potrzebują, otrzymali to. Bo w samym Słowiańsku ludzie nie mają chleba (przynoszą go raz w tygodniu), ale kilka kilometrów dalej życie jest w miarę normalne.

Jeśli chodzi o wojsko, to wyposażenie jest nierówne. Niektóre jednostki mają dwa lub trzy mundury i kamizelki kuloodporne, inne kupują je na własny koszt. Są fałszywi wolontariusze i tacy, którzy sprzedają pomoc humanitarną, i tacy, którzy zbierają pieniądze na samochód dla wojska, a potem jeżdżą nim do pracy w Kijowie. Zawsze tak będzie. Przelewam środki tylko tym, których osobiście znam i którym ufam, lub dużym funduszom o nienagannej reputacji.

Jak wygląda wasza walka z fake-news? Jakie fałszywe wiadomości docierają do Ukrainy?

Mój znajomy pracuje teraz aktywnie nad tematem sprawdzania faktów i kiedyś mi powiedział, że każdego dnia odkrywa 15-20 nowych fake-newsów na temat tej wojny. Teraz mają głównie dwa kierunki. Pierwszy - zmęczenie wojną, "zostaliśmy porzuceni", "zachód nas oszukał i jesteśmy sami", "przegrywamy", "nasi chłopcy umierają tam na darmo", "zostaliśmy zapomniani" itp. Wszystko po to, by zasiać beznadziejność. 

Drugi kierunek - podział społeczeństwa: "ukraińskojęzyczny i rosyjskojęzyczny",

"kto wyjechał, a kto został", "kto walczy, a kto mieszka na tyłach", "kto jest za Zełenskim, a kto przeciw Zełenskiemu" i tak dalej. Teraz wróg gra na zmęczeniu, strachu o bliskich, na chęci odrobiny przewidzenia własnej przyszłości, a te fake-newsy i dezinformacje trafiają na żywo w przekazach.

 

Czy uchodźcy wracają z Polski do Ukrainy? Czy jest już na to bezpieczny czas?

Wiele osób wróciło, tak. Wrócili pomimo ostrzału i nalotów. Ktoś nie mógł mieszkać w innym kraju, a komuś brakowało pieniędzy i wsparcia, inni po prostu nie mogli żyć bez rodzinnego miasta i swoich ludzi. Są ludzie, którzy wrócili do Charkowa, który jest ostrzeliwany 6 razy dziennie. Ponieważ chcieli.

Niektórzy nie mają dokąd wrócić – bo ich domów już nie ma, a czasem nie ma ich bliskich. A czy ci ludzie w ogóle wrócą do kraju, w którym jest wojna i gdzie nie mają nic? To pytanie, na które nie mam odpowiedzi.

Są ludzie, którzy mają dokąd wrócić, bo nie ma aktywnych działań wojennych, ale wciąż są za granicą. Czy powrót jest bezpieczny? Nie wiem. Ja wróciłam i jestem w Kijowie od dwóch miesięcy, pracuję w centrum miasta (w strategicznym przedsiębiorstwie, nadawcy publicznym, czyli w niebezpieczeństwie). To mój wybór.

Czy rakiety mogą uderzyć jutro w moją pracę lub dom? Oczywiście, że mogą. Ale ja chcę tu być i jestem tutaj. Każdy dokonuje własnego wyboru. Jeśli ktoś nie czuje się bezpiecznie, martwi się o swoje dzieci i nie może spokojnie słuchać dźwięku syreny, to nie powinien wracać. Niech to będzie własny wybór.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy