reklama

„Czy czekają, aż ktoś zginie?”. Wstrząsający list mieszkańców Mielca po nocy grozy

Opublikowano:
Autor:

„Czy czekają, aż ktoś zginie?”. Wstrząsający list mieszkańców Mielca po nocy grozy - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościSytuacja wokół mieleckiego ośrodka „Tropicana” na osiedlu Rzochów osiągnęła punkt krytyczny. Problem, który dotychczas kojarzony był głównie z niszczącym zdrowie hałasem i uciążliwymi dyskotekami, w miniony weekend zmienił się w coś więcej. Mieszkańcy osiedla Rzochów wystosowali dramatyczny, pełen wściekłości list otwarty, w którym opisują brutalne zdarzenia, do jakich doszło po ostatniej imprezie.
reklama

W swoim najnowszym liście zdesperowani mieszkańcy nie przebierają już w słowach, dając wstrząsającą relację z ostatniego weekendu:

„MAMY DOŚĆ. TROPICANA. POBICI DO UTRATY PRZYTOMNOŚCI. CIĘŻKIE POBICIE CZY PRÓBA ZABÓJSTWA? Piszemy to z wściekłością, której nie jesteśmy już w stanie ukryć za grzecznym językiem pism urzędowych. (...) Tym razem nie piszemy o hałasie. Po ostatniej imprezie w Tropicanie doszło do ciężkiego pobicia, które mogło być tragiczne w skutkach. Tak to wygląda. Mówimy wprost, bo inaczej nie umiemy już o tym pisać. Kilkanaście osób. Polacy kontra obcokrajowcy. Atak na tle etnicznym.”

Z opisu świadków wyłania się obraz skrajnej brutalności oraz nienawiści, w której napastnicy działali z pełną premedytacją:

reklama

„Padały słowa: »Zabiję cię (...)! [inne wyzwiska], krzyki, butelki rozłupywane na głowach, kopniaki w twarz leżącym na ziemi ludziom. Oprawcy siedzieli na ofiarach i okładali je pięściami. Jak ofiara próbowała wstać – dostawała kolejny kopniak. Część napastników miała zasłonięte twarze. Wiedzieli, co robią.”

Mieszkańcy opisują również przerażający moment polowania na jedną z uciekających osób:

„Jedna z ofiar – bezbronna, uciekająca, z rękami uniesionymi – została dopadnięta przez kilku napastników, pobita butelką po głowie, wepchnięta do rowu i dalej katowana. Ofiary traciły przytomność. Prosiły innych gości ośrodka o pomoc. Nikt nie zatrzymał się"

reklama

Służby ratunkowe zostały wezwane na miejsce nie przez ochronę obiektu, a przez okolicznych sąsiadów:

„Policję wezwali mieszkańcy. Jak zawsze. Bo jak zawsze nie ma tu nikogo innego. I tu musimy powiedzieć wprost: ochrona prywatnej działalności rozrywkowej nie jest zadaniem ani policji, ani straży miejskiej. Podatnicy Mielca nie powinni finansować dodatkowych patroli, które de facto obsługują gości prywatnej dyskoteki. Miasto ma na co wydawać pieniądze swoich mieszkańców – i na pewno są to ważniejsze rzeczy niż sprzątanie po kolejnej imprezie”

 

Komenda Powiatowa Policji w Mielcu oficjalnie potwierdziła naszej redakcji, że w miniony weekend doszło tam do interwencji służb

reklama

Efekt 5 lat bezkarności. Historia zatacza koło

Mieszkańcy w swoim manifeście podkreślają, że ten akt przemocy to bezpośredni skutek pięcioletniej historii ignorowania ich problemów przez powołane do tego instytucje:

„To nie jest bójka. To jest wynik pięciu lat bezkarności. Bójki przy Tropicanie zdarzają się regularnie. Lokalne media pisały o »Wielkiej bójce po imprezie w Tropicanie«. Realizowany był reportaż Uwaga! Stacji TVN. A teraz to. I co? Pewnie nic. Tak jak zawsze.”

W liście przypomniano całą dotychczasową batalię z urzędnikami i organizatorem, który od 2020 roku utrudnia życie mieszkańcom ulic Kolejowej, Jagodowej i Grzybowej (których domy stały tam od lat 60., na długo przed wejściem dzierżawcy). Przypomniano twarde dane: pomiary Urzędu Miasta wykazujące nocny hałas na poziomie 68,3 dB (przy normie 40 dB), co oznacza przekroczenie mocy akustycznej blisko 676-krotnie, zakaz używania nagłośnienia wynikający z Prawa ochrony środowiska, a także 30 wyroków sądowych.

reklama

Mieszkańcy punktują też bezradność prawa i mechanizm omijania decyzji starosty o ograniczeniu hałasu poprzez zamykanie starej firmy i otwieranie nowej spółki, której Prezydent Miasta wydał kolejną koncesję na alkohol.

Ostrzeżenie i żądanie mieszkańców

W końcowej części listu autorzy kierują dramatyczny apel do rodziców, których dzieci bawią się w tym miejscu, oraz stawiają twarde żądania władzom Mielca:

„Mamy pytanie do rodziców, którzy pakują swoje dzieci na imprezy do Tropicany: czy naprawdę nie wiecie, co się tam dzieje? Czyjaś córka. Czyiś syn. Mogą stamtąd nie wrócić. Serio. Nie piszemy tego dla efektu. Kto za to odpowiada? I dlaczego nikt o to nie pyta głośno? (...) Nie mamy już cierpliwości na grzeczne prośby. Mamy żądanie: niech ktoś w końcu odpowie, dlaczego to trwa. Czy czekają, aż ktoś zginie? Bo jeśli tak – ostatnia impreza w Tropicanie była bardzo blisko tego progu.”

 

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo