Reklama

Jak zmienił się Mielec po roku pandemii? Opowiada prezydent Wiśniewski [FILM]

Opublikowano: 16 marca 2021 07:54
Autor: SzB | Zdjęcie: SzB

Prezydent Mielca Jacek Wiśniewski | foto SzB

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

strefa-covid-19 Minął rok pod znakiem pandemii koronawirusa. 4 marca 2020 Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że w Polsce pojawił się pierwszy przypadek zakażenia COVID-19. Z kolei 16 marca wirus zawitał do naszego powiatu. Przez ten czas nasze życie zostało wywrócone do góry nogami. Razem z przedstawicielami mieleckich i gminnych samorządów, szpitala, pogotowia oraz zwykłych ludzi wspominamy ten trudny czas, ale również patrzymy w przyszłość i zastanawiamy się, co będzie dalej. A fotografie jednej z naszych bohaterek doskonale obrazują rok "nienormalności".

 

Kilka liczb dotyczących pandemii: przez ostatni rok w w mieleckim laboratorium wykonano 9,5 tys. testów. W tym czasie pobrano 14,5 tys. wymazów w punkcie pobrań. W szpitalu hospitalizowano 805 osób.  

 

 

 

Przyszło panu kierować miastem w bardzo trudnym okresie. Jak pan wspomina ten czas?

 

 Na nas wszystkich spadło to jak grom z jasnego nieba. Jeszcze 8 marca cieszyliśmy się bardzo udaną imprezą, "Otwartą Strefą Kobiet", działo się wiele rzeczy. Kiedy cieszyliśmy się tą imprezą i planowaliśmy kolejne wydarzenia związane nie tylko z biblioteką, ale też 550-leciem lokacji Mielca, otrzymaliśmy informację, że pandemia dotarła do Polski, że należy podejmować działania izolujące naszych mieszkańców, by czuli się bezpiecznie. Mówię o dezynfekcji, pracy zdalnej, o tym, że mieszkańcy nie mogli wychodzić ze swoich mieszkań. Było to trudne dla nas wszystkich, bo po raz pierwszy spotkaliśmy się z taką sytuacją.  Musieliśmy szybko reagować, dostosować się do zastanej rzeczywistości. Pamiętam jak dziś, kiedy spotykaliśmy się ze Sztabem Zarządzania Kryzysowego i z dnia na dzień były nowe decyzje, nowe rozporządzenia, spotkania online z panią wojewodą, zamykanie szkół, przedszkoli, zamykanie urzędów, ograniczenie transportu publicznego... Wiele rzeczy, takich niestandardowych, których nie przeżyłem ani ja, ani nasi mieszkańcy, zadziało się nagle, w marcu. Musieliśmy się w tym wszystkim odnaleźć. Brak sprzętu zabezpieczającego, mówię tu o maseczkach, akcja szycia maseczek, płynach dezynfekujących. Było dosyć trudno wprowadzić w naszym mieście i przekonać mieszkańców do tego, że musimy zmienić styl życia. 

 

W szpitalu działy się bardzo trudne rzeczy. Na początku pandemii trafiało tam bardzo wiele osób.  Sporo ludzi zaangażowało się wtedy w akcje pomocy. Zaangażowały się też instytucje miejskie, firmy, spółki miejskie...

 

Odbiór społeczny był bardzo pozytywny. Zacznę od kampanii "Zostań w domu". Nasi mieszkańcy wywiązali się z niego bardzo dobrze, ulice były puste, wszyscy wykonywali polecenia związane z obostrzeniami, nie przemieszczali się. W tym jednak czasie komunikowali się, rodziło się wiele inicjatyw wsparcia, szycie maseczek, wsparcie dla szpitala, zakup dodatkowego sprzętu zabezpieczającego. My z naszej strony wyszliśmy naprzeciw potrzebom szpitala i pogotowia, zrezygnowaliśmy z podatku od nieruchomości, chcieliśmy, żeby te pieniądze, które wpłynęłyby do kasy miasta, zostały jednak spożytkowane na walkę z pandemią, żebyśmy nie obciążali dodatkowo tych dwóch instytucji. Sami też zakupiliśmy przyłbice do szpitala, fartuchy ochronne. Bardzo dobrze spisali się również nasi wolontariusze. Osoby starsze, samotne, które zostały w domu, mogły liczyć na wsparcie poprzez MOPS, robiono im zakupy. Osoby samotne, które miały psy, zwierzaki, mogły liczyć na pomoc wolontariuszy, którzy wychodzili z nimi na spacer.  Byliśmy w stałym kontakcie z osobami starszymi. Wspólnie z radą miasta podjęliśmy decyzję o umorzeniu podatku od nieruchomości dla firm, które zostały zamknięte przez rząd. Solidarność mieszkańców, przedsiębiorców była zauważalna. Jestem bardzo zadowolony z tego, że nasi mieszkańcy, mimo trudnej sytuacji, potrafili jeden drugiemu pomóc. 

 

Apelował pan, nagrywając film, o ograniczenie mobilności mieszkańców. Jak się pan wtedy czuł? Z perspektywy czasu to historyczne wydarzenie, kiedy mówi pan, żebyśmy wszyscy uważali na siebie. 

 

Kiedy przypominam sobie ten moment, mam ciarki na plecach. Nie ukrywam, że było to dosyć trudne dla mnie. Nie znaliśmy konsekwencji związanych z wirusem, co może się wydarzyć, to wszystko było nowe. Mieliśmy doniesienia ze świata, z Europy. Przedstawione były w dosyć dramatycznych okolicznościach, ta niepewność jutra była bardzo trudna. Sam fakt apelu do mieszkańców był następstwem kampanii, którą przeprowadziliśmy, "Zostań w domu", plakatowania przystanków,  słupów, do tego włączyła się też policja, nadając komunikaty do mieszkańców. Społeczeństwo było bardzo zdyscyplinowane, ale mimo to chciałem wzmocnić ten przekaz, żebyśmy byli świadomi, że nie znamy jutra i nie wiemy, co nas może spotkać. 

 

Minął rok. Na początku każde zakażenie wprowadzało niepokój, później nadeszło trochę normalności. Potem nadeszła druga fala, dla Mielca bardzo tragiczna, mieliśmy bardzo dużo zgonów. Nowy rok, szczepienia, nie wiemy, co będzie dalej, w którą stronę pójdzie pandemia, czy się zakończy... Czy udało się wprowadzić nową rzeczywistość, która prawdopodobnie już z nami zostanie? 

W okresie od marca do kwietnia wszyscy byliśmy zdyscyplinowani, przestrzegaliśmy zasad, później nasza czujność została trochę uśpiona. Październik, listopad - był dla nas bardzo złym okresem. W jednostkach, którymi zarządzam, wiele osób zachorowało na covid, wiele było objętych kwarantanną, musieliśmy zamknąć szkoły i inne instytucje. 

Ten rok był dla nas impulsem, żeby wprowadzić zdalną pracę, by dostosować do niej regulaminy, musieliśmy dostosować szkolnictwo do lekcji online, wiele wydarzeń kulturalnych było w formie zdalnej. Były nagrywane konkursy, koncerty, filmiki... Zrobiliśmy milowy krok, jeśli chodzi o narzędzia elektroniczne, internetowe, wykorzystywane w naszej pracy. To jest pozytyw i na pewno będziemy z niego dalej korzystać. Choć osobiście - i nie tylko ja - wolę spotkania twarzą w twarz, żebyśmy mogli porozmawiać, żebyśmy nie musieli używać komunikatorów,  żeby poczuć atmosferę. Inaczej przebywa się, rozmawia z człowiekiem osobiście, jest większa otwartość. Dzielimy się wtedy pomysłami, doświadczeniami, nie rozmawiamy tylko o pracy, tylko poruszamy wiele wątków i to jest pozytyw bezpośredniego spotkania. Natomiast jeszcze nie czas i nie moment, żeby spotykać się bezpośrednio. Ten skok cywilizacyjny na pewno przyda się w przyszłości, ale ważne jest to, żebyśmy nie zatracili kontaktu z drugą osobą. 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.