Aktywny początek gospodarzy i zimny prysznic ze strony Radomyślanki
Rywalizacja od samego początku układała się pod dyktando ekipy z Pilzna, która narzuciła rywalom swój styl gry. Już w pierwszej fazie meczu, a dokładniej w 9. minucie, Stanley Skimina musiał wykazać się kunsztem po strzale Maksymiliana Maika. Dziesięć minut później golkiper Radomyślanki znowu uratował swój zespół, parując uderzenie Kacpra Nytki z dystansu. Ta nieskuteczność zemściła się błyskawicznie – w 29. minucie kibice miejscowych przeżyli szok. Przyjezdni przeprowadzili skuteczną akcję, którą celnym strzałem na bramkę zamienił Igor Siwy.
Pilźnianie natychmiast rzucili się do odrabiania strat. Szansę miał Luigi Manzo, lecz Skimina znów bronił bezbłędnie. Tuż przed przerwą prawdziwy festiwal strzelecki urządził sobie Kacper Nytko, ale najpierw przegrał pojedynek z bramkarzem, a chwilę później posłał piłkę minimalnie nad poprzeczką.
Boiskowa awantura, sędziowski chaos i podział punktów w samej końcówce
Po zmianie stron gra początkowo straciła na tempie, jednak prawdziwe trzęsienie ziemi nastąpiło w 56. minucie. Na murawie doszło do masowych przepychanek i bójki, po której arbiter temperował nastroje, rozdając cztery żółte kartoniki. W 70. minucie sytuacja gospodarzy mocno się skomplikowała, gdy czerwoną kartkę obejrzał Tomasz Tragarz. Chwilę później do remisu doprowadzić mógł Miłosz Buras, lecz fatalnie skiksował z kilku metrów. Trzy minuty później na boisku zapanował totalny chaos. Sędzia pokazał czerwoną kartkę zawodnikowi gości, by po chwili… zmienić zdanie i ją anulować.
Naciski gospodarzy przyniosły skutek w 88. minucie – uratowanie jednego punktu zapewnił Jakub Strózik, pokonując bramkarza rywali. W samych końcowych sekundach Radomyślanka mogła jeszcze zgarnąć pełną pulę, jednak Łukasz Lepucki w genialny sposób powstrzymał Jakuba Burdzela w sytuacji sam na sam. Mecz zakończył się ostatecznie rezultatem 1:1.
Legion Pilzno – Radomyślanka Radomyśl Wielki 1:1 (0:1)
Bramki: 0:1 Siwy 28, 1:1 Strózik 88.
Komentarze (0)