Dym z polowej kuchni miesza się z kadzidłem. Ktoś śpiewa pieśń maryjną zachrypniętym głosem, kilka metrów dalej starsza kobieta poprawia czerwony szal wnuczce i kreśli jej znak krzyża na czole. W tłumie słychać płacz, śmiech, nawoływania po romsku i po polsku. Mężczyźni stoją osobno, część pali papierosy pod drzewami, ale gdy rusza procesja – nagle wszyscy milką. Nad głowami pojawiają się obrazy Matki Boskiej, plastikowe różańce, święte obrazki przyczepione do szyb samochodów. Ktoś klęka na asfalcie. Ktoś inny całuje figurę tak długo, jakby chciaiał zatrzymać ją tylko dla siebie.
Na pierwszy rzut oka to zwykły polski odpust. Tyle że tutaj religia nie kończy się na kościelnej ławce. Tu jest też spotkaniem rodzin, pamięcią dawnych wędrówek, demonstracją godności i wspólnoty. Dopiero po chwili można zauważyć, że niemal wszyscy wokół to Romowie. A pielgrzymka do Limanowej czy Niepokalanowa jest dla wielu z nich jednym z najważniejszych momentów całego roku.
„Nawróceni od zawsze”
Romowie rzadko byli chrystianizowani w klasyczny sposób. Nie było jednej wielkiej misji, która zmieniła ich duchowy świat. Ich religijność powstawała raczej przez osmozę – podczas wędrówek przez Europę przejmowali religię większościowego społeczeństwa, ale nigdy nie porzucali całkowicie własnych wyobrażeń o świecie, czystości, śmierci czy duchach. Dlatego romska religijność jest dziś jednocześnie bardzo chrześcijańska i bardzo osobna.
W Polsce większość Romów należy formalnie do Kościoła katolickiego. Dotyczy to zwłaszcza Bergitka Roma z południa kraju oraz Polska Roma, czyli grupy historycznie najbardziej związanej z centralną i południową Polską. Wśród części Romów wołoskich obecne jest także prawosławie. Ale nawet tam, gdzie metryka chrztu wygląda identycznie jak u sąsiadów, sposób przeżywania wiary bywa zupełnie inny.
* Ten artykuł został opracowany przy wsparciu Journalismfund Europe. www.journalismfund.eu
To jeden z najbardziej uderzających paradoksów. Wielu Romów manifestuje religijność mocniej niż przeciętny polski katolik. Krzyże wiszą w samochodach, modlitwy odmawia się publicznie, pielgrzymki przeżywa bardzo emocjonalnie. Jednocześnie pod tą warstwą istnieje system wartości, którego nie da się wytłumaczyć samym katechizmem.
Etnografka Anna Bartosz pisała, że religijność Romów ma charakter „praktyczny i wspólnotowy”, mniej interesuje ją teologia, bardziej ochrona rodziny, honoru i ciągłości grupy. Jeden z księży pracujących z Romami w Małopolsce mówił z kolei w rozmowie dla mediów katolickich, że „Romowie wierzą bardzo serio, ale nie zawsze w sposób, który Kościół potrafi uporządkować”.
I chyba właśnie w tym tkwi sedno. Dla wielu romskich rodzin chrześcijaństwo nie było zerwaniem z dawnym światem. Stało się raczej kolejną warstwą, nałożoną na starsze doświadczenie wspólnoty i pamięci.
Kościół katolicki: instytucja nieufana i potrzebna
Relacje Romów z Kościołem katolickim nigdy nie były proste. Kościół należał do świata gadziów – osiadłego, większościowego, często nieufnego wobec romskiej odmienności. Przez stulecia bywał częścią systemu nacisku. W archiwach można znaleźć opisy przymusowych chrztów, odbierania dzieci romskim rodzinom czy prób „ucywilizowania” koczowników poprzez religijną dyscyplinę.
Ta pamięć nie zniknęła całkowicie. W wielu społecznościach do dziś istnieje ostrożność wobec instytucji – także kościelnych. Romowie dużo łatwiej ufają konkretnemu człowiekowi niż strukturze.
Dlatego ogromne znaczenie mają lokalni duchowni, którzy przez lata budowali relacje nie zza biurka, ale zwyczajnie będąc obok. W Limanowej czy w okolicach Nowego Sącza księża uczestniczą w romskich uroczystościach rodzinnych, pomagają w konfliktach z urzędami, organizują wsparcie dla biedniejszych rodzin. Czasem proboszcz staje się jedynym mediatorem między romską społecznością a resztą miejscowości.
Duszpasterstwo Romów w Polsce działa od lat, choć wciąż pozostaje niszowe. Przy Konferencji Episkopatu Polski istnieje krajowy duszpasterz Romów, organizowane są pielgrzymki i spotkania religijne, ale realnie tylko część parafii angażuje się w regularną pracę z romskimi wspólnotami. Dużo zależy od lokalnych relacji. Tam, gdzie jest zaufanie – Kościół działa. Tam, gdzie go zabrakło – pozostaje wyłącznie formalność.
Szczególnie ważne są sakramenty. Chrzest, ślub czy pogrzeb mają znaczenie dużo większe niż tylko religijne. Potwierdzają przynależność do wspólnoty. Pokazują status rodziny, wzmacniają więzi między rodami. Romskie wesele potrafi trwać kilka dni, a pogrzeb staje się wydarzeniem całej społeczności, nie tylko najbliższej rodziny.
Jeden z duchownych z Podhala wspominał sytuację, gdy przez kilka miesięcy odwiedzał rodzinę po śmierci starszego Roma. Nie rozmawiali początkowo o wierze. Pili herbatę, siedzieli w ciszy. Dopiero później rodzina poprosiła go o wspólną modlitwę i pomoc w organizacji mszy. „Najpierw musieli zobaczyć, czy jestem człowiekiem” – mówił.
To zdanie wraca w wielu rozmowach o duszpasterstwie Romów. Religia jest ważna. Ale jeszcze ważniejsze jest to, kto stoi po drugiej stronie.
Zielonoświątkowcy: rewolucja w romskim świecie
W Europie Zachodniej prawdziwą religijną rewolucję wśród Romów wywołał ruch zielonoświątkowy. We Francji ogromny wpływ zdobyła wspólnota Vie et Lumière – „Życie i Światło”, nazywana czasem wręcz romskim Kościołem. W Hiszpanii ewangelikalne wspólnoty romskie zaczęły przyciągać tysiące wiernych już w latach 70. Dla wielu rodzin była to pierwsza sytuacja, w której nie musieli dostosowywać się do obcej instytucji. Mogli stworzyć własną.
W Polsce zjawisko jest mniejsze, ale zauważalne. Szczególnie na południu kraju i w środowiskach bardziej mobilnych pojawiają się romskie wspólnoty zielonoświątkowe albo rodziny związane z kościołami ewangelikalnymi.
Ich siła polega na czymś, czego Kościół katolicki często nie potrafi zaoferować. Bezpośredniości. Emocjonalności. Braku dystansu. Nabożeństwa bywają żywe, pełne śpiewu i świadectw. Pastor nie stoi wysoko ponad wiernymi. Jest częścią grupy.
Dla części Romów to naturalniejsze niż chłodniejsza struktura katolickiej parafii. Zwłaszcza że wiele spotkań odbywa się po romsku albo z tłumaczeniem. Nie trzeba ukrywać własnej tożsamości, by być „dobrym wierzącym”.
Ale zmiana wyznania bywa też źródłem konfliktów. W konserwatywnych rodzinach przejście do wspólnot zielonoświątkowych bywa traktowane jak odejście od tradycji. Pojawiają się oskarżenia o zdradę własnych korzeni. Niektóre rodziny zrywają kontakty.
Z drugiej strony wielu romskich zielonoświątkowców mówi o religijnym nawróceniu językiem bardzo konkretnym. O odejściu od alkoholu, przemocy, hazardu. O „oczyszczeniu życia”. Jeden z romskich pastorów cytowany w reportażach francuskich mediów mówił, że ewangelikalizm „dał Romom głos, którego wcześniej nie mieli”.
Katoliccy duchowni patrzą na ten proces z mieszanką niepokoju i zrozumienia. Jeden z księży pracujących z Romami przyznał kiedyś, że Kościół katolicki często przegrywa nie dlatego, że Romowie tracą wiarę, ale dlatego, że szukają miejsca, gdzie ktoś naprawdę ich słucha.
Pielgrzymki i odpusty: wiara, która wychodzi na ulicę
Najważniejsze romskie pielgrzymki w Polsce odbywają się przede wszystkim w Limanowej, Kalwarii Zebrzydowskiej i Niepokalanowie. Szczególne miejsce zajmuje Limanowa i kult Matki Bożej Bolesnej. Co roku przyjeżdżają tam romskie rodziny z Małopolski, Podkarpacia, Śląska, ale też z zagranicy.
Dla wielu uczestników to wydarzenie religijne i społeczne jednocześnie. Granica właściwie się zaciera.
Maryjność bardzo mocno rezonuje z romską duchowością. Kult Matki Boskiej jest emocjonalny, bliski codziennemu doświadczeniu cierpienia, opieki i rodzinności. W romskich domach obrazy Maryi pojawiają się częściej niż przedstawienia Chrystusa. Starsze kobiety mówią o niej czasem niemal jak o członkini rodziny – kimś, kto „rozumie biedę”.
Podczas pielgrzymek modlitwa miesza się z życiem społecznym. Spotykają się rodziny, które nie widziały się od miesięcy. Młodzi poznają potencjalnych partnerów. Starsi rozmawiają o konfliktach i interesach. Dawniej podczas takich spotkań zdarzały się także obrady kris – tradycyjnego romskiego sądu.
To również moment szczególnej widzialności. Na co dzień wielu Romów funkcjonuje trochę w cieniu – unikając konfliktów, ukrywając tożsamość, dostosowując się do większości. Podczas pielgrzymki sytuacja się odwraca. To oni są gospodarzami swojej obecności. Barwne stroje, muzyka, język romani – wszystko staje się publiczne i ostentacyjnie własne.
Pod pewnymi względami przypomina to słynną pielgrzymkę do Saintes-Maries-de-la-Mer we Francji, gdzie Romowie czczą świętą Sarę – postać nieuznawaną oficjalnie przez Kościół, ale niezwykle ważną dla romskiej wyobraźni religijnej. Polska specyfika jest jednak inna. Tutaj romska religijność dużo mocniej splata się z tradycyjnym katolicyzmem ludowym.
Na jednym z odpustów w Limanowej starszy Rom z Nowego Sącza opowiadał, że przyjeżdża tam od dzieciństwa. Najpierw z rodzicami w wozie, później samochodem, dziś już z wnukami. Pokazywał stary różaniec po matce. Plastik był popękany, krzyżyk dawno odpadł. Mężczyzna śmiał się, że żona chciała kupić nowy, ale on nie pozwolił.
– Ten już wie, za kogo się modlić.
W tym jednym zdaniu było chyba więcej o romskiej religijności niż w wielu oficjalnych dokumentach Kościoła.
Co pod spodem: romska magia, śmierć i marime
Pod chrześcijańską warstwą romskiej religijności istnieje starszy system zasad. Jednym z jego fundamentów jest marime – pojęcie rytualnej czystości i skalania. Nie chodzi tu o grzech w chrześcijańskim sensie, lecz o naruszenie porządku społecznego i symbolicznego. Pewne rzeczy są „nieczyste”, pewnych granic nie wolno przekraczać. Zasady dotyczą ciała, relacji rodzinnych, codziennych praktyk.
Kościół rzadko wnika w ten świat zbyt głęboko. Czasem chyba świadomie.
W wielu romskich społecznościach żywa pozostaje także wiara w mulo – ducha zmarłego, który może wracać do świata żywych. Strach przed obecnością zmarłych współistnieje z chrześcijańską modlitwą za dusze. Obok różańca pojawiają się amulety, zioła, praktyki ochronne przekazywane przez starsze kobiety.
To nie jest folklor dla turystów. Dla wielu rodzin te praktyki tworzą spójny sposób rozumienia świata. Chrześcijaństwo nie wyparło dawnych wyobrażeń – raczej nauczyło się obok nich istnieć.
Kościół od dawna zdaje sobie sprawę, że pod powierzchnią oficjalnej religijności funkcjonuje jeszcze inna warstwa. Najczęściej reaguje milczeniem. Być może dlatego, że zbyt mocna ingerencja mogłaby zburzyć delikatną równowagę.
Po Holokauście: wiara po Porrajmosie
Porrajmos – romski Holokaust – pozostaje jedną z najmniej obecnych w europejskiej pamięci zbiorowej tragedii II wojny światowej. Szacuje się, że zamordowano setki tysięcy Romów. W wielu rodzinach pamięć o zagładzie przetrwała bardziej w opowieściach niż w oficjalnych pomnikach.
Kościół katolicki długo właściwie nie podejmował tematu eksterminacji Romów. Dla części społeczności było to kolejne potwierdzenie, że romskie cierpienie znajduje się gdzieś na marginesie historii Europy.
A jednak religia po Porrajmosie nie zniknęła. Wręcz przeciwnie. Modlitwy za zmarłych, lokalne upamiętnienia, pielgrzymki organizowane w miejscach dawnych obozów stały się elementem romskiej tożsamości.
Bez tej pamięci trudno zrozumieć współczesną religijność Romów. Jej ostrożność wobec instytucji. Jej potrzebę autonomii. I tę szczególną intensywność, z jaką przeżywana jest wspólnota.
Bóg rozumie po romsku
Wieczorem pielgrzymka powoli się rozchodzi. Ktoś zwija krzesła turystyczne, dzieci biegają między samochodami, starsze kobiety kończą ostatnią modlitwę pod figurą Maryi. Muzyka jeszcze przez chwilę niesie się po parkingu.
Z zewnątrz można patrzeć na tę religijność jak na niedokończony katolicyzm – pełen emocji, lokalnych wierzeń i własnych interpretacji. Ale to chyba błędne spojrzenie. Romska wiara nie jest wersją „nie do końca” chrześcijaństwa. To osobny sposób rozmowy z Bogiem. Ukształtowany przez wędrówkę, wykluczenie, pamięć przemocy i bardzo silną potrzebę zachowania własnego świata.
Pytanie brzmi już nie tylko, czy Romowie odnajdują miejsce w Kościele. Coraz ważniejsze staje się inne: czy Kościół w Polsce naprawdę potrafi słuchać religijności, która nie mówi wyłącznie jego językiem.
Bibliografia i źródła
- Lech Mróz, „Dzieje Cyganów-Romów w Rzeczpospolitej XV–XVIII w.”
- Anna Bartosz, publikacje dotyczące kultury i religijności Romów karpackich
- Małgorzata Szejnert, reportaże społeczne dotyczące społeczności romskiej
- Angelika Kuźniak, teksty reporterskie o Romach i pamięci wykluczenia
- Materiały Komisji Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Romów
- Materiały dotyczące wspólnoty Vie et Lumière we Francji
- Relacje terenowe i wypowiedzi duszpasterzy romskich publikowane w mediach katolickich i regionalnych