Wszystko zaczęło się 8 marca, gdy 47-letnia mieszkanka gminy Tuszów Narodowy zgłosiła kradzież na policję. Jej córka przyjechała rano pod dworzec przy ul. Jagiellończyka w Mielcu, by przesiąść się na transport na szkolne praktyki. Hulajnogę zostawiła przypiętą linką do stojaka na rowery. Kiedy wróciła po zajęciach, miejsce po jednośladzie było puste.
Precyzyjna praca operacyjna
Policjanci z Wydziału Kryminalnego mieleckiej komendy natychmiast ruszyli do działania. Dzięki analizie zebranych śladów oraz pracy operacyjnej, funkcjonariusze wytypowali sprawcę. Trop zaprowadził ich do mieszkania 30-letniego mielczanina.
Podczas przeszukania policjanci odkryli nie tylko skradzioną hulajnogę, ale również dowody winy, których mężczyzna nie zdążył się pozbyć. W mieszkaniu znaleziono szczypce, którymi sprawca przeciął linkę zabezpieczającą na dworcu.
Przyznał się do winy
Mężczyzna został zatrzymany i trafił do policyjnego aresztu. Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego usłyszał zarzut kradzieży. 30-latek przyznał się do popełnionego czynu i wyraził chęć dobrowolnego poddania się karze. Skradziony jednoślad wrócił już do właścicielki.
Za kradzież cudzej rzeczy kodeks karny przewiduje surową karę. Mielczaninowi grozi teraz do 5 lat pozbawienia wolności.
Komentarze (0)