W 2026 roku zmiana czasu wypada stosunkowo wcześnie. Zgodnie z zasadą, czas letni wprowadzamy w ostatnią niedzielę marca. Dokładnie o godzinie 2:00 nad ranem przesuniemy wskazówki na godzinę 3:00.
Szok dla organizmu
Dla wielu osób ta „skradziona” godzina to nie tylko krótszy odpoczynek, ale realny spadek formy. Eksperci ostrzegają, że przez kilka pierwszych dni możemy odczuwać silne zmęczenie i rozdrażnienie, trudności z koncentracją, zaburzenia rytmu dobowego (problemy z zasypianiem).
Zyskujemy jednak potężny atut: więcej naturalnego światła po południu, co sprzyja aktywności na świeżym powietrzu i poprawia nastrój po długiej zimie.
Burzliwa historia zegarka w Polsce
Mało kto wie, że Polska miała bardzo skomplikowaną relację ze zmianą czasu. W dwudziestoleciu międzywojennym nie byliśmy jej fanami. Zmianę wymusili... Niemcy w 1940 roku. Po wojnie czas letni obowiązywał do 1949 roku, kiedy to znieśli go staliniści.
Później zegarki przestawialiśmy „falowo” – powrót w 1957 roku, odwrót w 1964 i ostateczny powrót w 1977 roku. Od tamtej pory, mimo narzekań, rytm ten towarzyszy nam nieprzerwanie co wiosnę i jesień.
Dlaczego Bruksela milczy?
W 2018 roku wydawało się, że koniec uciążliwego przestawiania zegarków jest blisko. Unijna ankieta wykazała, że większość obywateli ma dość tej praktyki. Parlament Europejski chciał zniesienia zmian do 2021 roku, jednak temat utknął w martwym punkcie.
W czym problem? Państwa członkowskie nie potrafią dojść do porozumienia, przy którym czasie pozostać na stałe. Jedne kraje wolą wieczny czas letni, inne zimowy. Dopóki nie powstanie wspólny front, co pół roku będziemy zmuszeni do korygowania naszych zegarków.
Komentarze (0)