Tragedia, do której doszło w miniony wtorek, wstrząsnęła całym środowiskiem lotniczym. Andrzej był postacią nietuzinkową – wieloletnim kapitanem PLL LOT, który po zakończeniu służby na trasach liniowych, nie potrafił rozstać się ze sterami. Wybrał jedną z najtrudniejszych dróg w lotnictwie: walkę z pożarami za sterami samolotu M-18 Dromader.
„Pan Dromader” nie wybacza błędów
Praca pilotów gaśniczych to elitarna profesja, wymagająca żelaznych nerwów i ogromnego doświadczenia. Samoloty te operują na skrajnie niskich pułapach, często zaledwie metry nad płonącymi wierzchołkami drzew, w warunkach silnego zadymienia i porywistego wiatru.
– To są specjalistyczne samoloty, które lecą wręcz 3 metry nad wierzchołkami drzew. Samoloty te nie uznają jakichkolwiek błędów. Sami piloci mówią, że to nie jest dromader, tylko to jest „Pan Dromader” – podkreśla z szacunkiem Zofia Kowalska z Mieleckich Zakładów Lotniczych.
Śmierć Andrzeja jest bolesnym przypomnieniem o tym, jak niebezpieczna jest to służba. Jak zaznaczają przedstawiciele MZL, piloci o takim doświadczeniu to „elita elit”, ludzie o niezwykłym wewnętrznym spokoju, który był niezbędny, by okiełznać tak wymagającą maszynę.
Wielka strata dla wspólnoty
Dla Mieleckich Zakładów Lotniczych, które zabezpieczają przeciwpożarowo 3/4 powierzchni polskich lasów, wtorkowe zdarzenie jest raną, która długo się nie zagoi.
– To dla nas wielka strata. Taki pilot doświadczony, wieloletni pilot lotnictwa rejsowego... Jesteśmy sami też bardzo smutni, bo to jest nasz kolega. Mam nadzieję, że to była jedyna sytuacja w historii naszej spółki i ostatnia – dodaje Zofia Kowalska.
Zarząd oraz pracownicy MZL w oficjalnym komunikacie wyrażają głęboki żal:
„Pamięć o naszym Koledze pozostanie na zawsze w naszej społeczności. Łączymy się w bólu i żałobie z Rodziną, zapewniając o naszym wsparciu w tym niezwykle trudnym czasie”.
W oczekiwaniu na odpowiedzi
Choć ból jest obecnie dominującym uczuciem, lotnicza społeczność czeka na wyjaśnienie przyczyn katastrofy. Okoliczności zdarzenia bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Wiadomo jednak, że warunki w dniu tragedii były „mocno newralgiczne” – wysoka temperatura, susza i silny wiatr tworzyły ekstremalne środowisko pracy.
Andrzej zginął, niosąc pomoc tam, gdzie tradycyjne wozy strażackie nie mogły dotrzeć. Jego odwaga i oddanie służbie pozostaną wzorem dla kolejnych pokoleń pilotów.
Cześć Jego Pamięci.
Komentarze (0)