reklama

PZL bez dofinansowania z SAFE. "Jeśli nie będzie zamówień, nie będzie pracy"

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

PZL bez dofinansowania z SAFE. "Jeśli nie będzie zamówień, nie będzie pracy" - Zdjęcie główne
Autor: PZL Mielec | Opis: PZL najprawdopodobniej nie otrzyma finansowania z SAFE

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościOficjalna lista beneficjentów programu SAFE nie jest znana, ale do opinii publicznej docierają informacje o przedsiębiorstwach, które nie otrzymają finansowania.
reklama

PZL poza listą 

Polska podpisała umowę dotyczącą unijnego instrumentu SAFE, który ma zapewnić blisko 44 mld euro na rozwój obronności. To ogromne pieniądze, które mają zostać przeznaczone na wzmocnienie bezpieczeństwa kraju i polskiego przemysłu obronnego. Program od początku budził jednak kontrowersje polityczne, m.in. ze względu na sprzeciw prezydenta RP wobec mechanizmu finansowania i jego konsekwencji dla państwa.

Choć pełna lista firm, które otrzymają zamówienia w ramach SAFE, nie jest jeszcze znana, do przedsiębiorców i opinii publicznej zaczynają trafiać informacje o podmiotach, które mogą zostać pominięte. Jednym z nich mają być Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu. Według informacji podanych przez Polskie Radio Rzeszów, PZL Mielec, należące do koncernu Lockheed Martin, nie znalazły się wśród bezpośrednich beneficjentów programu SAFE. Powodem ma być amerykański kapitał właściciela zakładów.

Sprawa jest szczególnie istotna dla Mielca, gdzie PZL od dekad są jednym z najważniejszych zakładów przemysłowych i jednym z symboli lokalnego przemysłu lotniczego. Związkowcy podkreślają, że decyzja o pominięciu firmy w programie może mieć poważne konsekwencje dla przyszłości produkcji śmigłowców S-70i Black Hawk oraz dla miejsc pracy.

Na profilu NSZZ „Solidarność” PZL Mielec pojawił się mocny komentarz w tej sprawie.

„Próba wmówienia polskiemu społeczeńśtwu, że nie jesteśmy częścią polskiego przemysłu obronnego, to policzek dla tysięcy pracowników PZL Mielec!” - czytamy na profilu NSZZ Solidarność PZL-Mielec.

Spór o „europejskość” produkcji

Jednym z kluczowych kryteriów programu SAFE ma być udział komponentów pochodzących z Unii Europejskiej, państw EOG-EFTA lub Ukrainy. Komisja Europejska wskazuje, że w zamówieniach finansowanych z SAFE nie więcej niż 35 procent kosztów komponentów może pochodzić spoza tego obszaru. W praktyce oznacza to wymóg co najmniej 65 procent „europejskości” produktu.

W przypadku PZL Mielec problemem ma być nie sam zakład i miejsce produkcji, ale struktura właścicielska. Pełnomocnik rządu ds. SAFE Magdalena Sobkowiak-Czarnecka wskazywała, że Komisja Europejska nie zaakceptuje produktu wytwarzanego przez firmę z kapitałem amerykańskim. Równocześnie rząd deklarował wcześniej, że środki z SAFE mają być inwestycją także w polską gospodarkę i krajowy przemysł zbrojeniowy.

Z taką interpretacją nie zgadza się Bartłomiej Duszkiewicz z NSZZ „Solidarność” PZL Mielec. W rozmowie z Korso podkreśla, że zasady przyznawania środków nie są dla niego jasne i precyzyjne.

„My jesteśmy producentem europejskim. To jest spółka zarejestrowana w Polsce, która odprowadza podatki, spełniamy wymóg 65% europejskości. Ten śmigłowiec jest robiony w Polsce, u nas w Mielcu, i to nie jest montownia, tylko wytwarzamy tu detale, części z których powstają kabiny, pylony, stożki, wiązki elektryczne, niemal wszystkie elementy z wyjątkiem silników.”

Jak dodaje, wątpliwości budzi samo rozumienie kryterium 65 procent europejskiego udziału.

„Ja nie widziałem nigdzie zasad oficjalnych, które mówią, kto pieniądze dostanie, a kto nie. Tak naprawdę trudno jest sprecyzować, co to jest 65% europejskości. Bo na jakim etapie to jest definiowane? Możemy mieć silnik amerykański, ale do tego silnika części robione są w Polsce lub w Europie - co wtedy? W jaki sposób stwierdzić jaki procent europejskości zawiera taki element? Konia z rzędem, jeśli ktoś to obliczy.”

Obawy o przyszłość linii S-70i

Największy niepokój związkowców dotyczy przyszłości produkcji śmigłowca S-70i. Jak wskazuje Duszkiewicz, brak zamówień dla PZL Mielec w ramach SAFE może oznaczać bardzo poważne konsekwencje dla zakładu.

„Jeśli nie będzie zamówień na śmigłowiec S70i może to oznaczać, że ta linia produkcyjna zostanie zamknięta. Nie będzie pracy dla tych, ludzi, którzy pracują na tej linii. Ta linia została stworzona po to, by produkowała śmigłowce na potrzeby Wojska Polskiego. PZL Świdnik otrzymał zamówienie na 32 śmigłowce AW149, my mieliśmy postępowanie na podobną ilość. W zeszłym roku postępowanie zostało unieważnione, ze względu na zmianę priorytetów (...). Są kończone zamówienia z Filipin, jakieś pomniejsze kontrakty, a zarząd cały czas walczy o kolejne zamówienia, ale trudno się spodziewać, że inne kraje będą u nas zamawiać, jeśli nie zamawia u nas polski rząd.”

W ocenie przedstawicieli załogi sytuacja jest tym trudniejsza, że PZL Mielec od lat realizuje produkcję na miejscu, zatrudnia pracowników w Polsce, płaci podatki i funkcjonuje jako część krajowego ekosystemu przemysłu obronnego. Związkowcy argumentują, że zakład nie powinien być traktowany wyłącznie przez pryzmat właściciela, skoro realna produkcja odbywa się w Mielcu.

Polityka, pieniądze i miejsca pracy

Dla Mielca sprawa ma bardzo lokalny wymiar. Chodzi nie tylko o abstrakcyjne miliardy z Brukseli, ale o konkretne miejsca pracy, przyszłość linii produkcyjnej i pozycję jednego z najważniejszych zakładów przemysłowych regionu. Obecnie firma zatrudnia około 1700 pracowników, a liczba ta stale się zmniejsza, ponieważ etety nie są odnawiane, gdy pracownicy przechodzą na emeryturę. 

Na razie nie wiadomo, czy decyzje dotyczące udziału PZL Mielec w zamówieniach z SAFE są ostateczne. Związkowcy wskazują, że firma przez lata była częścią polskiego przemysłu obronnego, a teraz może zostać pominięta przy największym od lat programie modernizacyjnym.

 

 
 
 
reklama
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo