Reklama

Pracownicy labolatorium w mieleckim szpitalu są na zwolnieniach chorobowych.

Opublikowano:
Autor:

Pracownicy labolatorium w mieleckim szpitalu są na zwolnieniach chorobowych. - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Dramatyczna sytuacja w mieleckim szpitalu powiatowym. Niemal połowa kadry laboratoriów analitycznych jest na zwolnieniach lekarskich, nie ma więc kim obsadzić dyżurów. To, co działo się w tym tygodniu przed laboratorium, to tylko wierzchołek góry lodowej. Wkrótce może być jeszcze gorzej. Pracownicy laboratoriów, nawet ci z kilkudziesięcioletnim stażem, pracują za stawkę nieco większą niż najniższa krajowa. Taka powinna być płaca oferowana za wzięcie odpowiedzialności za ludzkie życie?

- To jest ten strajk czy go nie ma? – zastanawiali się pacjenci, którzy w ubiegłym tygodniu odwiedzali mielecki szpital i nie mogli zrobić albo odebrać wyników. Nic dziwnego, nie byłby on tak medialny, jak innych zawodów medycznych. Nie ma więc oficjalnego strajku, jest tylko cicha, nieformalna akcja protestacyjna. Na chorobę nic przecież nie poradzisz, więc najpierw na grupowe zwolnienia poszli pracownicy w Poznaniu, a w ubiegłym tygodniu dołączyły do nich Kolbuszowa i Mielec. W poniedziałek mieleckie laboratorium analityczne przyjmowało tylko badania pacjentów szpitalnych, we wtorek badania realizowane były tylko do pewniej godziny, w następne dni wysyłane do zewnętrznego laboratorium.

To tu się wszystko zaczyna

Kogo widzimy, wchodząc do mieleckiego czy jakiegokolwiek innego szpitala? Lekarzy. Pielęgniarki. Ratowników w karetkach. Salowe. To z nimi pacjenci mają do czynienia na co dzień, nic dziwnego więc, że to oni mają większą siłę przebicia. Kiedy lekarze odejdą od łóżek pacjentów, kiedy pielęgniarki rzucą wypowiedzeniami, praca szpitala ustaje. Niedawno protest pielęgniarek w Mielcu spowodował paraliż lecznicy, zamknięty został SOR, a pacjenci byli wywożeni do ościennych szpitali. Wtedy dało się zaradzić problemom. Kiedy jednak pracownicy laboratoriów "przebywają grupowo na zwolnieniach lekarskich", praca musi toczyć się dalej. Wyniki muszą być wykonane, często na cito, bo ktoś na nie czeka, bo od nich zależy czyjeś życie...

 A to tutaj, w laboratorium, wszystko się zaczyna. Tak, to lekarz stawia diagnozę i leczy pacjenta, ale na jakiej podstawie? Zrobionych badań. Nie bez powodu mówi się, że "nie ma medyka bez analityka".

Rozgoryczenie, niedocenienie, przepracowanie, zwodzenie ciągłymi obietnicami poprawy – tak wygląda życie zawodowe pracowników laboratoriów medycznych. Ich ciężka, drobiazgowa i wymagająca praca odbywa się za zamkniętymi drzwiami, często jest niemal niezauważalna. Pacjenci, z którymi ma się do czynienia w laboratorium, nierzadko są roszczeniowi i trudni.

Maszyna wyników nie zrobi...

- W mieleckim laboratorium analitycznym jest sześć pracowni diagnostycznych. Aby sprawnie działały, w każdej dyżur powinno pełnić dwóch pracowników laboratoryjnych naraz. Bo to tutaj zaczyna się proces leczenia pacjenta. Prawie każdy pacjent przychodzący do szpitala musi najpierw poddać się badaniom laboratoryjnym – mówi Marcin Babula, kierownik Laboratorium Analitycznego w Szpitalu Specjalistycznym w Mielcu.  - Jak można zapewnić taką obsadę pracowni, kiedy brakuje rąk do pracy? Pracownicy laboratorium muszą spełniać pewne procedury, standardy. Dobra diagnoza lekarska zależy od prawidłowych wyników badań! Na dyżurze powinien być co najmniej jeden diagnosta i kilku techników. Teraz, na niektóre dyżury zostałem z jednym technikiem - mówi kierownik laboratorium.

Mieleckie laboratorium jest konkurencyjnym, uznanym ośrodkiem w skali krajowej i międzynarodowej, regularnie kontrolowanym (i docenianym z najwyższymi notami!) przez Centralny Ośrodek Badań Jakości w Diagnostyce Laboratoryjnej. Dyrektor tego ośrodka wystosował do mieleckiego laboratorium nawet specjalny list gratulacyjny w uznaniu dla standardów i jakości przeprowadzanych badań.

Rocznie laboratorium analityczne w mieleckim szpitalu wykonuje ponad pół miliona badań, w ofercie jest ok. 100 rodzajów testów laboratoryjnych. W szpitalu jest 21 oddziałów, w tym kilka zabiegowych, mnóstwo badań na cito, które powinny być wykonane do godziny.

- Chciałbym sprostować pewne mity – tłumaczy Babula. – Pracujemy na analizatorach wysokiej klasy, ale to nie znaczy, że sprzęt coś za nas zrobi – to tylko narzędzia, przydatne, ale wciąż najważniejszy jest człowiek. To my, diagności, jesteśmy odpowiedzialni za wyniki. Musimy aparaty walidować, kalibrować, poddawać codziennej kontroli, nawet kilkukrotnej, poddać wstępnej obróbce każdy dostarczony do badań materiał, sprawdzić, czy nadaje się do dalszej analizy. Nie pracujemy tylko na materiale pobranym do badań, ale troszczymy się o najwyższe standardy w trosce o dobro pacjenta - dodaje.

Na co liczą pracownicy laboratorium?

- Nie określiłbym tego mianem strajku. Pracownicy są przemęczeni, a przez mało liczną kadrę wypracowali odpowiednią liczb godzin nadliczbowych, które ciężko jest odebrać. Musimy też, zgodnie z przepisami, wykorzystać urlopy, a wtedy nie ma komu obsadzić pracowni. Nie mamy też konieczności tzw. gotowości do pracy, czyli to, że pracownik zechce przyjść w swój wolny dzień na dyżur, jest jego własną, nieprzymuszoną wolą – wskazuje na wady systemu Babula. – Jesteśmy u kresu wytrzymałości psychicznej, pracownicy chcieliby sprostać wymaganiom, ale to ponad ludzkie siły, tak się dłużej nie da. Pacjentów z miasta mamy średnio dziennie około 200. To wieczne przemęczenie, niedocenienie, presja. Laboratoria w całym kraju rozpoczynają akcje protestacyjne, ale my liczymy też na rozmowę z naszą dyrekcją, żeby nas zrozumiała i pochyliła się nad tematem. Zwróciliśmy już dyrekcji uwagę na trapiące nas problemy, ale jak na razie, bezskutecznie. Rozwiązanie się nie znalazło - dodaje.

Nieopłacalna służba (zdrowia)  

Służyć ludziom, zwłaszcza w zawodach medycznych, które wymagają szczególnego powołania, to piękna rzecz. Jednak ideały to jedna rzecz, ale za coś żyć trzeba. Niedawno pielęgniarkom w całej Polsce przyznano podwyżki w wysokości 1100 zł brutto, na przykład pielęgniarki w Przemyślu wywalczyły jeszcze dodatkową kwotę – 1050 zł brutto. Analityk diagnostyczny wciąż oscyluje wokół najniższej krajowej...

Pracownicy laboratoriów, zamiast na podwyżki, liczyć mogą tylko na więcej pracy. No bo przecież skoro udało się przeprowadzać badania z ledwo połową personelu, to znaczy, że się da! W mediach społecznościowych jeden z pracowników laboratoriów ujął to ten sposób: "Z pracą się ledwo wyrabiamy, a wypłata jest taka, że za każdym razem się zastanawiam, czy to jałmużna czy zaliczka?"

Problem zalał już całą Polskę

Medyczni pracownicy laboratoriów diagnostycznych skupieni w Krajowym Związku Zawodowym Pracowników Medycznych Laboratoriów Diagnostycznych nie chcą już dłużej czekać na cud, gwiazdkę z nieba i zmiłowanie się ministra zdrowia, profesora Łukasza Szumowskiego, który jest zdania, że podwyżki dla lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych to już wszystko, na co stać resort.

Na razie pracownicy laboratoriów zdecydowali się na piśmienną formę protestu przeciwko nierównemu traktowaniu pracowników służby zdrowia. W wielu laboratoriach można zobaczyć plakat z hasłem "Jesień w laboratorium". Ma on przypominać o tym, że pracownicy diagnostyczni żądają równości dla pracowników polskiego systemu ochrony zdrowia. Kierują oni do ministerstwa pisma, w których zwracają uwagę decyzyjnym urzędnikom oraz dyrektorom szpitali, że nie zgadzają się na podwójne standardy wynagradzania i dzielenie pracowników na lepszych i gorszych. Oczekują też 1500 zł brutto podwyżki.

Co w laboratorium piszczy?

Żaden pracownik laboratorium, mimo że bardzo dba o swoje wyniki i zdrowie, nie będzie pracował wiecznie. To jeden z głównych problemów w całej dzisiejszej służbie zdrowia. Pracownicy osiągający wiek emerytalny odchodzą z pracy, często na głodowe emerytury, a na ich miejsce brakuje nowych. Praca w laboratorium, jak w każdym zresztą zawodzie medycznym, to ciągłe dokształcanie się. Kursy do najtańszych nie należą, a trzeba opłacić je z własnej kieszeni. Do tego często nie ma na nie nawet czasu – praca w laboratorium, z braku personelu, zajmuje tyle czasu, że nie ma kiedy uczestniczyć w szkoleniach. A cierpi na tym pacjent. Dodatki uzyskiwane przez wyspecjalizowanych diagnostów czy pracowników z wyższym stopniem naukowym nie przekraczają 150 zł! Jak to ma mobilizować do ciężkiej, odpowiedzialnej pracy?

Dziś zawód analityka czy diagnosty jest mało zachęcający dla młodych ludzi. Efekt? Etatowi pracownicy pracują za długo, pełniąc dodatkowe dyżury i nadrabiając braki personelu. W rezultacie wszytko trzeba robić szybciej, pod presją czasu, nie tylko za siebie, ale i za brakujących pracowników, a wtedy nietrudno o pomyłki. Zawody medyczne oznaczają długie lata studiów na akademii medycznej, potem długie godziny pracy i marne zarobki. Kto dziś jeszcze chce tak pracować?  

Katastrofa się zbliża

Pracownik laboratorium nie zajmuje się tylko, jak się to powszechnie uważa, wkładaniem próbki krwi do specjalnego urządzenia i nie czeka, wygodnie podparty, aż maszyna odwali za niego całą brudną robotę. Praca w laboratorium to skomplikowany proces, w którym stawką jest ludzkie życie. Automaty same nie wykonają morfologii, nie mówiąc już o bardziej skomplikowanych badaniach. To ludzie wciąż są niezastąpieni. Jeśli będzie ich za mało, w końcu system będzie musiał się załamać. Braki kadrowe spowodują, że pracownicy, którzy jeszcze wykonują swoje obowiązki, stopniowo będą zalewani taką ilością pracy, że nie dadzą rady jej wykonać. A w ślad za laboratoriami na dno pójdą szpitale i cała służba zdrowia. Bez badań laboratoryjnych możemy co najwyżej napić się mleka z miodem.

Mało mówi się o problemach medycznych pracowników laboratoriów diagnostycznych, może dlatego, że są mało liczną grupą zawodową, że mają małą siłę przebicia, może dlatego, że starali się spełniać swoje obowiązki mimo trudności, które napotykają każdego dnia.  Teraz jednak zdecydowali, że koniec zamiatania spraw pod dywan. W laboratoriach potrzeba nakładów pieniężnych i nowych pracowników. Czas na działania!

Dyrektor Szpitala Specjalistycznego w Mielcu, Leszek Kwaśniewski
Na początku bieżącego tygodnia zaobserwowaliśmy, że w laboratorium analitycznym pojawiło się kilka zwolnień lekarskich, więcej niż normalnie. W związku z powyższym, sytuacja z wykonywaniem badań musiała zostać dostosowana do okoliczności. Obecnie badania są wykonywane zgodnie ze skierowaniami, jeżeli nie możemy czegoś wykonać, a takich badań, biorąc pod uwagę cały dzień pracy, jest około 20 proc., wówczas przekierowujemy tego typu badania do wykonania firmie zewnętrznej. Wszystko jest w tym momencie pod kontrolą. Każdy pacjent, który przyjdzie w tym momencie do szpitala, będzie miał wykonane badania. Fakt jest tylko taki, że o ile byliśmy do tej pory w stanie udostępniać naszym pacjentom wyniki badań do godziny 17 tego samego dnia po ich wykonaniu, to w tym momencie podjąłem decyzję, żeby jednak wykonywać te badania płynnie, udostępniamy wyniki w dniu następnym.
Pracownicy laboratorium analitycznego skierowali otwarty list do pana ministra zdrowia, w celu wzięcia pod uwagę ich potrzeb w zakresie warunków płacowych, list ten został również skierowany do mojej wiadomości, zatem na chwilę obecną decyzje centralne nie zostały podjęte. Jest to kwestia decyzji odgórnej, jeżeli chodzi o poziom wynagrodzenia. Dyrekcja nie jest w stanie sprostać takim oczekiwaniom, niemniej jednak jestem dobrej myśli i wydaje mi się, że w najbliższym czasie sytuacja będzie uspokojona. Byłem w laboratorium, rozmawiałem z pracownikami, przedstawiłem sytuację, w jakiej znajdują się pacjenci, myślę, że za chwilę będziemy mieli powrót do pracy, zwolnienia mogą się pojawić, to naturalna kolej rzeczy, natomiast wiadomo, że zakłóca to bieżącą pracę szpitala.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE