Inspiracją dla scenariusza stała się autentyczna historia, która wydarzyła się w nocy z 5 na 6 lipca 1995 roku w Zakładzie Karnym w Dębicy. Choć od tamtych wydarzeń minęło ponad 30 lat, kulisy ucieczki do dziś budzą niedowierzanie.
Motywacja silniejsza niż kraty
Miszczak, wspominając swoje doświadczenia dziennikarskie przy kultowym programie „Cela nr”, opowiedział o spotkaniu z jednym z uciekinierów (już nieżyjącym). Historia tego człowieka była poruszająca – jako więzień pełnił funkcję kalifaktora, czyli swoistego łącznika między osadzonymi a administracją. Cieszył się szacunkiem obu stron.
Przełomem była obietnica dana dziecku: „na pewno będę na twojej Pierwszej Komunii”. Gdy administracja odmówiła mu przepustki, poczuł, że sięgnął dna. Ta złamana przysięga stała się motorem napędowym do ucieczki, którą Miszczak nazwał „jedyną tak gigantyczną w Polsce”.
Podkop łyżkami i... zapach bimbru
Kulisy samej ucieczki brzmią jak scenariusz z Hollywood. Pięciu recydywistów z celi nr 5, pod wodzą Dariusza S., przez 2,5 miesiąca drążyło 20-metrowy tunel. Ich jedynymi narzędziami były... metalowe łyżki.
Aby zmylić strażników, zastosowali genialną w swej prostocie strategię. Najpierw rozbili beton. Wykorzystali 15-kilogramowy obciążnik ze sztangi, przemycony z siłowni. Potem, jużpodczas kopania, udawali, że pędzą w celi bimber. Strażnicy, przyzwyczajeni do tego procederu, ignorowali podejrzane odgłosy. S. dodatkowo smarował drzwi alkoholem, by zapach uwiarygodnił ich „hobby”. Jak pozbywali się ziemi? Tony urobku spuszczali w kanalizacji lub pod prysznicem.
S. systematycznie strzelał z procy do owczarka niemieckiego pilnującego pasa zieleni, aż zwierzę zaczęło omijać okolice ich okna.
Ucieczka torami i wielki skandal
Finał nastąpił w lipcu 1995 roku. Po wydostaniu się na zewnątrz tunelem o szerokości zaledwie 70 cm, uciekinierzy zostawili w celi kartkę o treści: „Przepraszamy za bałagan”.
Biegli torami kolejowymi z Dębicy do Tarnowa – 30-kilometrowy dystans pokonali w zaledwie trzy godziny. Gdy uciekinier, już złapany, trafił do więzienia, powitały go oklaski innych osadzonych.
„Poczta więzienna jest szybsza niż błyskawica” – wspominał Miszczak.
Skandal był ogromny. Po ucieczce pracę straciło część kadry zakładu w Dębicy, a kilku strażników usłyszało wyroki za niedopełnienie obowiązków.
Serial, który ma poruszyć Polskę
Edward Miszczak podkreśla, że kluczem do sukcesu produkcji nie jest sama akcja, ale emocje, które towarzyszyły bohaterom.
– „Jeśli ktoś mi powierzył historię swojego życia, ja nie mogę sobie z tym robić jaj. Muszę coś z tym zrobić dalej. Pracuję teraz nad scenariuszem” – zadeklarował w rozmowie z Żurnalistą.
Produkcja ma szansę stać się polską odpowiedzią na legendarne „Prison Break” czy „Skazanych na Shawshank”, ale z unikatowym, podkarpackim tłem lat 90.
Komentarze (0)