Kierowcy, którzy często korzystają z autostrady A4, muszą przygotować się na rewolucję. Nowy system monitoringu nie jest zwykłym fotoradarem, przed którym wystarczy gwałtownie zahamować. To rozwiązanie, które nie wybacza nawet chwilowego "ciężkiego buta".
Gdzie staną żółte kamery?
System obejmie strategiczny fragment trasy między węzłem Tarnów Centrum a Miejscem Obsługi Podróżnych (MOP) Jawornik. To granica powiatów tarnowskiego i dębickiego – teren, przez który codziennie przejeżdżają tysiące aut z rejestracjami RMI.
Odcinek ma blisko 15 kilometrów długości, co czyni go jednym z najdłuższych pomiarów w tej części Polski. Każdy, kto wjedzie w strefę monitorowaną, będzie obserwowany przez cały czas jej trwania.
Jak działa OPP? Tu nie oszukasz systemu
W przeciwieństwie do tradycyjnego fotoradaru, który robi zdjęcie w jednym punkcie, OPP wylicza średnią prędkość z całego 15-kilometrowego odcinka:
- Kamery rejestrują czas wjazdu pojazdu na wysokości Tarnowa lub Jawornika.
- Drugi zestaw kamer notuje czas wyjazdu.
- System automatycznie oblicza czas przejazdu. Jeśli pokonasz ten odcinek zbyt szybko – mandat zostanie wystawiony automatycznie.
Wakacyjna "pamiątka" za tysiące złotych
Wszystkie dane o wykroczeniach trafią bezpośrednio do systemu CANARD.
Biorąc pod uwagę aktualny taryfikator, chwila nieuwagi na autostradzie może kosztować nawet 2500 zł i 15 punktów karnych. Warto więc zapamiętać tę lokalizację jeszcze przed wakacyjnymi wyjazdami.
Komentarze (0)