Reklama

Moja misja w Afryce

Opublikowano:
Autor:

Moja misja w Afryce - Zdjęcie główne
UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Mimo że ludzie żyją tam w biedzie, są szczęśliwi. - Obserwując ich, nauczyłem się czegoś bardzo ważnego, żeby cieszyć się tym, co mam, bo inni mają dużo mniej. Najpiękniejsze jest to, że dając coś od siebie, jeszcze więcej otrzymujemy - mówi Jacek Ćwięka, który pojechał do Afryki, żeby pomagać.

Afryka jest jednocześnie kontynentem biednym i bogatym. Ludzie  żyją tam w ubóstwie, podczas gdy ich kraj zasobny jest w złoto, diamenty czy złoża mineralne. Jednak o te surowce toczy się ciągła walka, przez którą cierpią najbardziej ludzie.

- Afryka to zupełnie inny świat. Miałem wcześniej jakieś swoje wyobrażenie tego miejsca, jednak to, co zobaczyłem, przerosło moje oczekiwania. To był mój pierwszy wyjazd do tego kraju. Gdy studiowałem w seminarium duchownym, pomyślałem, że może kiedyś jako kapłan wyjadę właśnie tam – opowiada. - Życie jednak potoczyło się inaczej. Gdzieś jednak pozostała we mnie myśl o Czarnym Lądzie, a w szczególności chęć niesienia pomocy innym – dodaje. Misjonarz przygotowuje się do misji przynajmniej przez rok, otrzymuje krzyż misyjny od np. biskupa i wyjeżdża z konkretną misją do konkretnego miejsca. W przypadku Jacka to wszystko odbyło się jednak bardzo szybko, dlatego na takie przygotowania czasu nie było. - Jak na to wpadłem? Pewnego razu zobaczyłem ogłoszenie w internecie. Potrzebny był elektryk w szpitalu prowadzonym przez polskich misjonarzy w Bagandou w Republice Środkowej Afryki.  Bez specjalnych nadziei i oczekiwań odpisałem, że jestem do dyspozycji – mówi. Dalej sytuacja potoczyła się już błyskawicznie. - Tydzień później załatwiałem już formalności, czyli paszport i wizę, po czym wyjechałem. Trudny klimat i wysoka temperatura w dzień i w nocy to niewątpliwie jedne z trudności, z jakimi zmagają się miejscowi. Miałem przez chwilę bardzo ciepłe lato - śmieje się Jacek. - Na miejscu moim zadaniem była naprawa zasilania instalacji elektrycznej w szpitalu, gdyż z powodu zaniedbań elektryka nie działała tak, jak powinna.

Życie w Afryce
Żyje się tam trudno ze względu na panującą biedę. Słabe rozwinięcie kraju oraz ciężki klimat to jedne z przyczyn tego stanu. Każdy dzień to walka o przetrwanie. - Wszyscy od świtu do nocy zajmują się swoimi sprawami, ale przede wszystkim większość czasu poświęcają na szukanie czegoś do zjedzenia – mówi. - Dżungla wręcz tętni życiem.  Dało się to odczuć poprzez  wydobywające się z jej wnętrza dźwięki, które pomieszane ze śpiewem mieszkających tam ludzi były niemal jak muzyka. Afrykańczycy są rozrywkowymi, wesołymi ludźmi, którzy lubią śpiewać i tańczyć.  Do tego są bezpośredni i otwarci. Niezwykła jest radość z nich bijąca i to, że nie narzekają, mimo że mają tak niewiele – opowiada Jacek. Sam szpital w Bagandou  porównywalny jest w Polsce do nowoczesnej kliniki. W rzeczywistości to skromny budynek, w którym urzęduje jedna polska  dentystka i laborantka. Mimo tego lecznica uchodzi za jedną z lepszych w kraju,  przyjeżdżają więc do niej często osoby z bardzo daleka. 

Więcej w 9 numerze Korso.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE