Prokuratura Rejonowa dla miasta Rzeszów skierowała właśnie do sądu akt oskarżenia w sprawie, która zelektryzowała całe Podkarpacie. Historia Mateusza B. pokazuje, że desperacja w połączeniu z technologicznym zacięciem może doprowadzić do niewiarygodnych czynów.
Zaczęło się od panoramy miasta
Wszystko zaczęło się latem 2025 roku. Mateusz B., przyciśnięty problemami finansowymi (wypowiedziany kredyt, rozbite auto), podczas wizyty w Galerii Rzeszów zwrócił uwagę na błyskotki warte fortunę. Zamiast jednak wejść frontowymi drzwiami, wybrał drogę, której nikt nie pilnował – dach.
Podczas jednej z wizyt, podziwiając panoramę Rzeszowa z dachu galerii, dostrzegł wejścia do szybów wentylacyjnych. Wtedy w jego głowie zrodził się plan godny filmowego włamywacza.
Wózek, mapy satelitarne i cztery noce w szybach
Przygotowania były skrupulatne. Mieszkaniec naszego powiatu nagrywał wnętrze salonu telefonem, udając klienta, analizował plany budynku i zdjęcia satelitarne. Przez cztery kolejne noce schodził do szybów wentylacyjnych, szukając „punktu zrzutu” nad jubilerem. Stopniowo wnosił tam, zabezpieczony w toku postępowania, sprzęt służący do dokonania włamania, w tym m.in. nożyce do cięcia metalu, wkrętarka, kombinerki, metrówka, wiertła, karabińczyki, rękawiczki, śrubokręty, torbę materiałową, czarna maska typu „zorro”, maska przeciwpyłowa, przyssawka kątowa, okulary ochronne, opaski zaciskowe i szereg innych.
Co najciekawsze, Mateusz B. skonstruował specjalny sprzęt: drewnianą płytę na kółkach, która pozwalała mu cicho przemieszczać się wewnątrz ciasnych kanałów wentylacyjnych.
Skok życia i... wpadka w Warszawie
W nocy z 24 na 25 września 2025 r. plan wypalił. Mateusz B. przedostał się szybem do salonu, sforsował gabloty i wyniósł biżuterię wartą 2 162 573 zł oraz wzorniki za kolejne 86 tys. zł.
Wolnością nie cieszył się jednak długo. Już 2 października został zatrzymany na warszawskim Bemowie. Miał przy sobie narkotyki, ponad 90 tys. zł w gotówce i jedną złotą zawieszkę, która stała się dowodem w sprawie. Część łupu zdążył sprzedać w lombardzie w Kielcach za ułamek wartości (25 tys. zł).
Finał w sądzie
Dzięki współpracy oskarżonego z policją, udało się odzyskać lwią część mienia – biżuterię o wartości blisko 1,75 miliona złotych. Mateusz B., który wcześniej nie był karany, przyznał się do wszystkiego i chce dobrowolnie poddać się karze. Za ten "wyczyn" grozi mu do 10 lat więzienia.
Komentarze (0)