Uruchomienie alertów RCB ujawniło szereg praktycznych wyzwań. O ile sama aplikacja rządowa wskazuje punkty schronienia i miejsca ukrycia na terenie Mielca, o tyle realne dostanie się do nich w sytuacji zagrożenia okazało się mocno utrudnione.
Zamknięte domofony i piwnice na klucz. Jak dostać się do schronu?
Kwestię dostępności tymczasowych miejsc ukrycia poruszył wiceprzewodniczący Rady Miejskiej Jakub Blicharczyk, zwracając uwagę na sygnały od mieszkańców.
– Mieszkańcy zgłosili się do mnie z problemem dotyczącym aplikacji mówiącej o miejscach ukrycia. Są takie informacje i można je odnaleźć na terenie Mielca, ale powstaje problem: miejsca te znajdują się często w blokach, w piwnicach lub budynkach mieszkalnych, które są zamykane na klucz lub zabezpieczone domofonami. Prośba do władz miasta jest taka, aby wypracować rozwiązanie, które pomoże ludziom dostać się tam w takich sytuacjach. Przyznam, że sam wcześniej nie wiedziałem, gdzie są te miejsca – mówił radny Jakub Blicharczyk.
Do sprawy odniósł się prezydent Mielca Radosław Swół, który poinformował o serii spotkań z zarządcami nieruchomości, Miejską Spółdzielnią Mieszkaniową oraz spółką MZBM.
– Zdiagnozowaliśmy ten kłopot i odbywamy szereg spotkań. Jedyne rozwiązanie, które na ten moment udało nam się wypracować, jest takie, że osoba, która pierwsza schodzi do schronienia, po prostu pozostawia otwarte drzwi do piwnicy i otwiera drzwi do klatki schodowej. To jednak wymaga pracy i edukacji samych mieszkańców. Dla nas wszystkich jest to nowa sytuacja – tłumaczył prezydent Radosław Swół.
Włodarz Mielca zapowiedział również oznakowanie takich punktów oraz wdrożenie wytycznych z MSWiA.
– Mieszkańcy schodzą do własnych piwnic, ale problem pojawia się w przypadku osób, które chciałby skorzystać ze schronienia. Planujemy wywieszenie instrukcji na klatkach schodowych dotyczących zachowania i identyfikacji sygnałów, a także informacji o konieczności pozostawienia uchylonych drzwi. Dzisiaj większość klatek ma ograniczony dostęp przez domofony, co jeszcze parę lat temu nie byłoby tak dużym kłopotem – dodał prezydent.
Ewakuacja w mieleckich szkołach. "Chaosu nie było"
Kolejnym kluczowym wątkiem była postawa placówek oświatowych w momencie ogłoszenia alarmu. Pytania w tej sprawie skierowała radna Adriana Miłoś.
– Chciałam zapytać o ostatnią ewakuację. Doszły do mnie bardzo różne informacje – w różnych placówkach edukacyjnych, szkołach i przedszkolach wyglądało to rozmaicie. Wiem, że to była sytuacja po raz pierwszy i pewnie nie byliśmy w pełni przygotowani. Czy panowie prezydenci planują skoordynowane działania i wprowadzenie procedur? Zależy nam wszystkim na tym, by nie wzbudzać niepokoju u nauczycieli i dzieciaków, i żeby to było przećwiczone – pytała Adriana Miłoś.
Wiceprezydent Mielca Tomasz Leyko zapewnił, że samorząd natychmiast zareagował na zdarzenie, zwołując odprawę z dyrektorami miejskich jednostek.
– Na drugi dzień po tym czwartku spotkaliśmy się w szerszym gronie ze wszystkimi dyrektorami szkół, przedszkoli i żłobków, żeby omówić spostrzeżenia. Proszę mi wierzyć, w naszych placówkach chaosu nie było. Były drobne niedociągnięcia i pytania, co robić, bo wszyscy z tą sytuacją zetknęliśmy się po raz pierwszy. Każda szkoła ma inną specyfikę – inaczej to wyglądało w niemal w całości parterowej Szkole Podstawowej nr 11, a inaczej w SP nr 3 – wyjaśniał wiceprezydent Tomasz Leyko.
Wizytacja i rozmowy z ekspertami miały na celu rozwianie wszelkich wątpliwości formalnych.
W każdej szkole pracują psychologowie i taka pomoc dla uczniów została udzielona. Mam porównanie z konferencji podkarpackich samorządowców i proszę wierzyć, w naszym mieście naprawdę nie wyglądało to źle na tle innych gmin – podsumował Tomasz Leyko.
Miasto deklaruje dalsze szlifowanie procedur bezpieczeństwa oraz stałą współpracę ze spółdzielniami mieszkaniowymi, by w razie kolejnych alertów mieszkańcy Mielca czuli się w pełni poinformowani i bezpieczni.
Komentarze (0)