Finanse w związku bywają zarzewiem najpoważniejszych konfliktów. Sytuacja staje się jednak znacznie bardziej skomplikowana, gdy w budżecie domowym młodej rodziny pojawia się "trzecia osoba". Do naszej redakcji napisała pani Karolina (imię zmienione), czytelniczka z powiatu mieleckiego. Kobieta twierdzi, że ma dość bycia na drugim miejscu, a podejście jej męża do finansów powoli niszczy ich małżeństwo.
Para od dwóch lat jest po ślubie i wychowuje roczne dziecko. Mimo że oboje pracują, co miesiąc zderzają się z tym samym problemem.
„Utrzymujemy teściową, podczas gdy sami ledwo wiążemy koniec z końcem”
„Mój mąż zarabia całkiem nieźle, ale co miesiąc, zaraz po wpłynięciu pensji, przelewa swojej matce pokaźną sumę. Teściowa ma emeryturę, miesza sama w dużym domu i ciągle narzeka na koszty. Kiedy pytam, dlaczego wydajemy nasze wspólne pieniądze na jej zachcianki, podczas gdy nam brakuje na pieluchy, opłaty czy naprawę samochodu, mąż wpada w złość” — pisze Karolina.
„Słyszę wtedy, że mama go wychowała, że jest starsza i jej się należy. Rozumiem pomoc w trudnej sytuacji, ale tu chodzi o finansowanie jej wygody. Czuję się oszukana. Kiedy prosiłam, żebyśmy usiedli i spisali twardy budżet, odpowiedział, że nie będzie wydzielał własnej matce groszy. Czy tak powinno wyglądać dojrzałe małżeństwo?”.
Punkt widzenia męża: „Nie zostawię własnej matki na lodzie”
Z relacji naszej czytelniczki wynika, że mężczyzna uważa swoje zachowanie za absolutnie naturalne i moralnie jedyne słuszne.
„Mąż twierdzi, że przesadzam i jestem chciwa. Wstydzi się przed swoją rodziną, że rozmawiamy o pieniądzach. Uważa, że dopóki zarabia, ma święty obowiązek pomagać matce, bo ona oddała mu całe życie i sama boryka się z rosnącymi cenami. Dla niego odmowa pomocy finansowej byłaby hańbą. Nie dociera do niego argument, że jesteśmy odrębną rodziną i powinnam mieć wpływ na to, gdzie trafiają nasze ciężko zarobione pieniądze”.
Kobieta przyznaje, że jest na skraju wytrzymałości i rozważa postawienie mężowi twardego warunku: albo oddzielne konta i jasny podział wydatków, albo rozstanie.
A jakie jest Wasze zdanie? Czy dorosłe dziecko ma obowiązek regularnie wspomagać finansowo rodzica kosztem własnej rodziny i dziecka? Gdzie przebiega granica między wsparciem a przesadą?
Komentarze (0)