We wtorek, 22 września, nad Stalą Mielec rozpętała się prawdziwa burza. Choć początkowo oficjalny komunikat o rozstaniu z prezesem Marcinem Kaczmarczykiem budził spore wątpliwości, prawdziwą bombę odpalił dziennikarz podkarpackich „Nowin”, Michał Szewczyk.
Okazało się, że w sprawę oficjalnie włączyła się prokuratura, która zażądała od klubu wydania pełnej dokumentacji finansowo-organizacyjnej za lata 2020–2026. Śledczy dali działaczom czas na reakcję zaledwie do najbliższego piątku. Z kulis ujawnionych przez dziennikarza wynika, że prezes Kaczmarczyk planował na zwołanej konferencji otwarcie przedstawić krytyczną sytuację finansową spółki, lecz został w tej kwestii zablokowany przez klubowe władze. Brak zgody na pełną jawność oraz naciski, by nie odpowiadać na trudne pytania, doprowadziły do tego, że sternik klubu podjął natychmiastową decyzję o rezygnacji i odcięciu się od całego projektu.
W kuluarach mieleckiego klubu trwa obecnie szczegółowy audyt, który ma precyzyjnie prześwietlić każdą sferę działalności spółki. To właśnie od wyników tej drobiazgowej kontroli Rada Nadzorcza uzależnia swoje kolejne ruchy kadrowe oraz nową strategię zarządzania. Władze klubu spieszą jednak z uspokojeniem nastrojów – w oficjalnym oświadczeniu zapewniono, że codzienne operacje i funkcjonowanie Stali zostały w pełni zabezpieczone do momentu ogłoszenia nowych decyzji.
Komentarze (0)