Reklama

Katarzyna Zdziebło, srebrna medalistka mistrzostw świata: - Na mecie popłakałam się ze szczęścia

Opublikowano: Ostatnia modyfikacja:
Autor: | Zdjęcie: Kamila Bik

Katarzyna Zdziebło, srebrna medalistka mistrzostw świata: - Na mecie popłakałam się ze szczęścia - Zdjęcie główne

foto Kamila Bik

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Sport Katarzyna Zdziebło z LKS Stali Mielec zdobyła srebrny medal w chodzie na 20 kilometrów podczas Lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata w Eugene. Polka wynikiem 1:27:31 poprawiła rekord kraju. Wygrała Kimberly Garcia Leon z Peru, trzecia była Chinka Shijie Qieyang. To był pierwszy medal Biało-Czerwonych podczas tego czempionatu i jednocześnie premierowy kobiecy "krążek" w historii polskiej lekkoatletyki na mistrzostwach globu w chodzie. Przeczytaj naszą rozmowę z zawodniczką z Mielca.

Po tym sukcesie skontaktowaliśmy się z Kasią i zapytaliśmy o przygotowania do tych zawodów oraz o samopoczucie po tak wielkim sukcesie.

Katarzyna Zdziebło: - Bardzo dobrze pracowałam na obozie w Spale. Dało mi to spokój. Wiedziałam, że reszta już nie zależy ode mnie. Do startu podeszłam na spokojnie. Wiadomo, od razu było mocne tempo narzucone przez dziewczyny. Dałam sobie taki cel, że albo to wytrzymam, albo nie. Później, jak już się czuło tę pozycję, że może być ten medal, to już samo niosło.

- Po którym kilometrze poczułaś, że medal jest w twoim zasięgu?

- Już na pierwszych kilometrach oderwałam się od peletonu. Na początku się przebijałam do pierwszej grupy i narzuciłam sobie szybkie tempo. Powinnam zaatakować później, ale uznałam, że to tempo jest dla mnie komfortowe i oderwałam się. Pomyślałam, że jak teraz nie spróbuję, to później może się nie udać. Potem jeszcze dogoniłam tę Chinkę i byłam druga.

- Zaraz po zdobyciu medalu powiedziałaś w wywiadzie, że jesteś najszczęśliwszą kobietą na ziemi. Dalej to utrzymujesz?

- Tak. Po zdobyciu srebrnego medalu byłam mega szczęśliwa. Byłam tak wzruszona, że na mecie się popłakałam. Nie wierzyłam, że to mistrzostwa świata na 20 kilometrów. Poziom był bardzo wysoki. Poprawiłam swój rekord o ponad 2 minuty. Na tym dystansie to naprawdę sporo. Dodatkowo startowaliśmy o godzinie 13 i było naprawdę ciepło. Byłam tak szczęśliwa i nie dowierzałam. Już sam Puchar Świata był spełnieniem marzeń, potem wyjazd na igrzyska olimpijskie, z takim wynikiem i rekordem Polski.

- Zaskoczyły cię jakieś gratulacje? Miałaś gorący telefon?

-  Prezydent Polski mi nie gratulował, za to cała ekipa lekkoatletyczna to zrobiła. Dużo znajomych ze szpitala, ze stażu, z podstawówki. Ze wszystkich środowisk dostałam gratulacje. To miłe, że tylu ludzi ogląda i kibicuje.

Od razu po starcie były wywiady, konferencje prasowe, kontrole antydopingowe, potem dekoracja medalowa. Na mediach społecznościowych dostałam mnóstwo słów uznania. Za parę dni startuję na 35 kilometrów. Nogi wciąż mnie bolą, ale nie będę się poddawać.

- Gdy ostatnio rozmawiałyśmy, powiedziałaś, że to dystans 35 kilometrów bardziej ci leży i na niego stawiasz.

- Tak, po przygotowaniach bardziej liczyłam na dystans 35 kilometrów. Jest to dystans, na którym mogę się rozkręcić. Wydaję mi się, że jestem typem wytrzymałościowym. Decyzję o 20 kilometrów podjęłam nieufnie. Robert Korzeniowski dodał mi wiary i przekonał, że da się wystartować w dwóch dystansach i się odpowiednio zregenerować.

- Czyli mogłaś w ogóle nie wystartować na tym dystansie?

- No tak. Nikt we mnie nie wierzył tak naprawdę. W ostatnim momencie odłączyłam się od grupy i trenera i zostałam w Spale, by przygotować się jeszcze pod te 20 kilometrów, a reszta pojechała w góry. W decyzji utwierdził mnie Robert Korzeniowski.

- Dużo zawodniczek startuje, tak jak ty, na dwóch dystansach?

- Jest kilka zawodniczek, które tak jak ja startują na dwóch dystansach, np. ta Peruwianka, która wygrała. Reszta dziewczyn będzie na świeżo. Nie przejmuję się tym jakoś bardzo.

- Nie pozostaje mi nic innego, jak  tylko serdecznie Ci pogratulować srebra i życzyć medalu na dystansie 35 kilometrów.

- Dziękuję bardzo i o medal będę walczyć! Obiecuję.

Z Katarzyną Zdziebło rozmawiała Kamila Bik.

Trenerzy o Kasi Zdziebło

Obecnie trenerem Kasi Zdziebło jest Grzegorz Tomala, ojciec Dawida - naszego mistrza olimpijskiego z Tokio.

- Kasia była w superdyspozycji. Start na 20 kilometrów był jej decyzją, bo właśnie w takich warunkach się bardzo dobrze czuje - powiedział trener. - To jest całoroczna praca. Kasia po igrzyskach olimpijskich praktycznie nie odpoczywała. Już w listopadzie miała start na 35 kilometrów i tam nieoficjalnie osiągnęła minimum na mistrzostwa świata. Startowała też bardzo dobrze w Pucharze Świata w Oregonie, gdzie zajęła trzecie miejsce. To był pierwszy sygnał, że wszystko jest okey - dodał Grzegorz Tomala.

O komentarz poprosiliśmy również pierwszą trenerkę zawodniczki: Marzenę Kulig. 

- Duma i szczęście - tak skomentowała sukces Katarzyny Zdziebło trenerka LKS Stali Mielec.

Kolejne emocje już w piątek

Katarzyna Zdziebło przed wyjazdem na mistrzostwa świata zapowiadała, że to właśnie dystans 35 kilometrów będzie tym głównym, w którym pokłada największe nadzieje. Mało kto spodziewał się, że lekkoatletka wywalczy medal już na tym krótszym dystansie. To tylko pokazuje jej wielką klasę oraz formę, którą przygotowała na główną imprezę tego sezonu. 

Już w piątek, 22 lipca, o godzinie 15 (czasu polskiego) Katarzyna Zdziebło powalczy, jak sama zapowiada, o drugi medal na tych mistrzostwach, tym razem na dystansie 35 kilometrów. Transmisja z tych zawodów będzie dostępna na TVP Sport.

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy