Reżyser hitów takich jak „Rojst” czy „Heweliusz” przeniósł na ekran opowieść opartą na kultowym reportażu Wiesława Łuki „Nie oświadczam się”. W rolach głównych występują Łukasz Simlat, Tomasz Schuchardt, Justyna Wasilewska, Jędrzej Hycnar oraz Ewelina Starejki. Serial ukazuje nie tylko samą tragedię, ale przede wszystkim mechanizmy zmowy milczenia, która na lata sparaliżowała lokalną społeczność.
Od pastwiska po weselną awanturę
Początki konfliktu, który doprowadził do tragedii w Zrębinie koło Połańca, sięgają jeszcze czasów powojennych. W 1948 roku 20-letni wówczas Jan Sojda, pochodzący z zamożnej i wpływowej rodziny chłopskiej, został skazany za gwałt na młodej dziewczynie. W jego zatrzymaniu istotną rolę odegrał Jan Roj – krewny późniejszych ofiar, działacz PPR i członek ORMO. To wydarzenie zasiało ziarno głębokiej i trwałej wrogości między dwoma rodami.
Sojda, z czasem uchodzący za samowolnego „króla Zrębina”, przez lata pamiętał dawne urazy. Bezpośrednim zapalnikiem do krwawej zemsty stała się jednak błaha awantura podczas wesela Krystyny Kality i Stanisława Łukaszka w sierpniu 1976 roku. Kłótnia o ginące jedzenie i zastawę stołową doprowadziła do eskalacji napięcia, którego tragiczny finał nastąpił kilka miesięcy później.
Wigilijna egzekucja i przysięga na różaniec
W noc z 24 na 25 grudnia 1976 roku, podczas pasterki w Połańcu, z kościoła wywabiono troje młodych ludzi: Krystynę Łukaszek (będącą w 5. miesiącu ciąży), jej 12-letniego brata Mieczysława Kalitę oraz męża Stanisława Łukaszka. Wmawiając im, że w ich domu trwa awantura, skłoniono ich do pieszego powrotu do Zrębina.
Za idącą szosą trójką ruszyła kolumna pojazdów: taksówka oraz dwa autobusy (San i Autosan) wypełnione biesiadującymi ludźmi. Na drodze doszło do zaplanowanego ataku – najpierw potrącono 12-letniego chłopca, a gdy bliscy próbowali mu pomóc, zostali skatowani. Wszystko to działo się na oczach kilkudziesięciu świadków z autobusu, sparaliżowanych strachem oraz alkoholem. Ciała przewieziono w inne miejsce, aby upozorować wypadek drogowy.
Mrocznym dopełnieniem nocy była zorganizowana przez Sojdę przysięga milczenia. Świadkowie przy krzyżu i różańcu, po symbolicznym nakłuciu palców i przyjęciu gotówki za milczenie, zostali zmuszeni do zachowania tajemnicy. Jeszcze tej samej nocy zgłoszono fikcyjną kradzież autobusu, budując fałszywą wersję wydarzeń.
Nieudolne śledztwo, ekshumacje i surowe wyroki
Pierwsze czynności śledcze były pełne rażących błędów: nieprawidłowo przeprowadzono sekcję zwłok, nie zabezpieczono należycie miejsca zdarzenia, a autobus mogący stanowić kluczowy dowód szybko skasowano. Przez długi czas organy ścigania przyjmowały wersję o nieszczęśliwym wypadku drogowym.
Przełom w sprawie nastąpił dopiero po ekshumacji ciał i dzięki odwadze nielicznych świadków, którzy zdecydowali się złamać zmowę milczenia. Proces przed Sądem Wojewódzkim zakończył się 10 listopada 1979 roku. Za udział w zbrodni na karę śmierci skazano cztery osoby: Jana Sojdę, Józefa Adasia, Jerzego Sochę oraz Stanisława Kulpińskiego.
Ostatecznie wyroki śmierci wykonano 23 listopada 1982 roku w Krakowie na Sojdzie i Adasiu. Pozostali dwaj sprawcy otrzymali kary 25 i 15 lat pozbawienia wolności. Wymiar sprawiedliwości ukarał również kilkanaście osób z otoczenia za składanie fałszywych zeznań i zatajanie przestępstwa, rozliczając w ten sposób całą zmowę milczenia.
Komentarze (0)