reklama

"To było łamanie ludziom kręgosłupów" - Burkiewicz na gorąco o odejściu z Polski 2050

Opublikowano:
Autor:

"To było łamanie ludziom kręgosłupów" - Burkiewicz na gorąco o odejściu z Polski 2050 - Zdjęcie główne
Autor: Elżbieta Burkiewicz | Opis: Czy to koniec Polski 2050?

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościOd dłuższego czasu było wiadomo, że dni Polska 2050 są policzone. I stało się. Dziś rano ogłoszono powstanie nowego klubu parlamentarnego o nazwie Centrum.
reklama

Elżbieta Burkiewicz rozmawia z nami zaraz po konferencji prasowej na temat powstania klubu parlamentarnego Centrum. Nowa formacja zrzesza 15 posłów, z czego większość pochodzi z Polski 2050. Rozpoczynając rozmowę, Elżbieta Burkiewicz powiedziała, że jest w trakcie zmiany grafiku i wpisów w swoich mediach społecznościowych.

Giovanna Jakimowicz: Rozumiem, że decyzja o wystąpieniu z klubu Polska 2050 nie zrodziła się dziś w nocy.

Elżbieta Burkiewicz: To jest decyzja, która we mnie narastała. Pierwszy raz pomyślałam o tym gdzieś na przełomie listopada i grudnia, jeszcze przed kampanią wyborczą, która odbyła się w ramach wyboru nowego przewodniczącego partii. Nie wiedzieliśmy jeszcze wtedy, kto to będzie. Były pewne nieprawidłowości i pierwsze dla mnie sygnały, że coś jest nie tak. Chodziło o wybory w regionie, które wygrałam, byłam przewodniczącą regionu. I te wybory zostały unieważnione. Z perspektywy czasu widzę, że wyniki były komuś nie na rękę. W związku z tym zgłaszane były protesty, później odbyły się drugie wybory, drugi proces wyborczy w regionie. Te wybory miały już mocny wpływ na wiele osób. Zostałam wypchnięta z zarządu regionalnego, czyli odebrano mi prawo do wpływania na to, co się dzieje.

Co na to wszystko Szymon Hołownia?

Nie wiem, ja się z marszałkiem nie widziałam. On w tej chwili jest wycofany, tak bym to określiła. Pewnie będzie marszałkiem, tak jak był. Ja jestem wdzięczna za to, co zrobił. Szkoda tylko, że cały ten projekt nie wytrzymał ciśnienia i zabrakło nam przywódcy. To był duży kryzys, potrzebowaliśmy kogoś, kto by potrafił ludzi łączyć i wytrzymał presję. To nie jest łatwe.

Postawa marszałka miała wpływ na pani decyzję?

Miałam pomysły na to, jak mogłaby wyglądać moja działalność w ramach Polski 2050, ale w związku z tym, że marszałek się wyłączył z działań w naszej partii, sytuacja się zmieniła. To, co robiła u nas Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz – którą bardzo szanuję za to, jak merytorycznie zarządza ministerstwem – było dla mnie nie do zaakceptowania. Popierała osoby, które naginają prawo do swoich oczekiwań i tego, jaki chcą odnieść wynik końcowy.

W czym to się przejawiało?

Rada Krajowa była manipulowana, do tego cała nieprzyjemna historia z Aleksandrą Leo, która została odwołana w sposób drastyczny i obwołano ją puczystką. Za tę ostatnią sytuację odpowiedzialny był poseł z Podkarpacia, Bartosz Romowicz, który jest w prezydium klubu Polska 2050. Wówczas wrzucał na swoje media społecznościowe informacje, że ona chce dokonać zamachu stanu. Romowicz otrzymał funkcję pierwszego przewodniczącego, a w poniedziałek okazało się, że jest on skazany prawomocnym wyrokiem za zniesławienie i zniewagę. I to jest osoba, która komuś zarzucała pucz? Nie chcę współpracować z ludźmi, którzy naginają prawo. Ja jestem po to w Sejmie, po to zostałam posłanką, żeby bronić prawa. Nie ma mojego przyzwolenia na to, co robił Ziobro i PiS, nie zgadzam się na to, by podobne zabiegi miały miejsce w ramach mojego klubu parlamentarnego. Gdy się robi coś takiego w klubie, łatwo to zrobić dalej.

Co łączy tych, którzy odeszli?

To są ludzie, dla których – tak jak dla mnie – najważniejsza jest dobra współpraca, demokracja, przestrzeganie prawa, walka o to, po co przyszliśmy do polityki, walka o to, by nasi mieszkańcy mieli zapewnione to, na co głosowali. Jeszcze w tę sobotę na Radzie Krajowej Polski 2050 przyjęta została „ustawa pokojowa” czy „kagańcowa” [akt prawny, który zobowiązywał członków partii do wstrzymania zmian personalnych i eskalacji sporów wewnętrznych do czasu marcowego Zjazdu Krajowego, przyp. red.] – nie da się pogodzić ludzi ustawą. Jeszcze do tego była uchwalona ze złamaniem prawa: brakowało dwóch reprezentantów. To były dwa głosy, które mogłyby zmienić los uchwały i układ sił w Radzie.

Niedopatrzenie?

Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz doskonale o tym wiedziała, podobnie jak jej najbliżsi współpracownicy. Tu muszę mocno oskarżyć pana Roberta Sitnika o złą wolę. To było zaplanowane. Podobnie pan Bartosz Romowicz był też tą osobą, która kierowała siłowymi rozwiązaniami w partii, po to by potem powiedzieć „Mamy to demokratycznie przegłosowane”. To nie jest demokratyczne i nie było demokratyczne. To jest łamanie ludziom kręgosłupów.

Jak rozpad klubu wpłynie na Koalicję?

Nie wpłynie. Mamy po prostu jeszcze jeden klub poselski, my na pewno nie będziemy nikogo szantażować, chcemy w ramach tej koalicji pracować i realizować to, do czego się zobowiązaliśmy wobec wyborców.

Nazwa klubu wskazuje na centrowe poglądy, a jednocześnie wielu wyborcom może się kojarzyć z Porozumieniem Centrum – politycznym tworem, który poprzedzał PiS.

Chcieliśmy, żeby nazwa była taką krótką, czytelną dla wszystkich informacją, gdzie jesteśmy, co jest dla nas istotne i jakie nam przyświecają ideały. Chcemy zostać w centrum, na środku, chcemy godzić, pomagać, dbać o Polskę, która ma się rozwijać. Porozumienie Centrum to protoplasta PiS-u. Absolutnie ideowo nie można nas z tym kojarzyć, chociaż nie wiem, czy uda się tego uniknąć. To było tworzone na szybko, ta nazwa jest taka, jaka jest. Zobaczymy, co dalej, jeśli chodzi o projekty już takie stricte polityczne. My, ta nasza piętnastka, musimy dużo zrobić. Chcemy robić dobrą, konkretną politykę, być częścią tego, na co Polacy w 2023 roku poszli tak tłumnie głosować. I chcemy się przestać w mediach kłócić. Serial się skończył. Teraz my działamy.

Jaka będzie linia klubu w sprawie migracji?

Nawet dzisiaj, idąc do Sejmu, wiedząc, że to będzie dla mnie przełomowy moment, spotkałam przy mojej klatce pewną panią. Powiedziałam jej „dzień dobry” i po jej akcencie rozpoznałam, że nie jest Polką. Pomyślałam sobie, że dla takich ludzi warto walczyć o to, żeby nie Braun, nie Konfederacja krzyczały. Skromni, zwykli ludzie, którzy szukają u nas schronienia, powinni je znaleźć. Oni niekoniecznie chcą wykorzystać wszystkie nasze systemy, ale mogą pracować w Polsce, mogą przebywać tu bezpiecznie chwilę albo dłużej, a może i ich dzieci będą tu mieszkać. Mamy kryzys demograficzny, potrzebujemy rąk do pracy, do uczciwej pracy. Powinniśmy myśleć o tym, że Ukraińcy są nam kulturowo bliżsi niż przybysze z Azji czy Afryki.

Jest pani posłem wybranym z naszego regionu. Co się dla nas zmieni w związku z tą decyzją?

Dla regionu nic to nie zmieni, nadal będę działać na jego rzecz w parlamencie i żadnych gwałtownych zmian tutaj nie będzie.

Czy w nowym klubie będzie się pani starać o konkretną funkcję?

Jeszcze nie mieliśmy żadnych wyborów, a szczerze mówiąc, chyba nie chcę pełnić żadnej funkcji. Skupiam się teraz bardziej na regionie, a w tej chwili jestem w trzech komisjach sejmowych. Być może zrezygnuję z jednej, ale mam dużo innych obowiązków, które mnie po prostu pochłaniają. W klubie każda funkcja to ogromna ilość pracy i wymaga częstych pobytów w Warszawie, a ja ze względów rodzinnych nie zawsze będę mogła sobie na to pozwolić.

Dziękuję za rozmowę. 

reklama

 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo