Nowe regulacje
W piłce nożnej stypendium będzie mogło dotyczyć zawodników uczestniczących w rozgrywkach organizowanych przez Polski Związek Piłki Nożnej na poziomach od I do V systemu ligowego, czyli od Ekstraklasy do IV ligi. W przypadku dyscyplin halowych chodzi o rozgrywki na poziomie I i II, a więc Ekstraklasę oraz I ligę lub Ligę Centralną, prowadzone przez właściwe polskie związki sportowe. Zmieniono również zasady dla sportów indywidualnych - pod uwagę będą brane miejsca medalowe w mistrzostwach Polski lub udział w mistrzostwach Europy, świata i igrzyskach olimpijskich, z wyłączeniem wyników akademickich, masters i weteranów. Oceniane będą wyniki osiągnięte w roku poprzedzającym wypłatę stypendium.
Nowe stawki maksymalne
Zmieniają się także zasady dotyczące maksymalnej wysokości stypendiów. Wcześniej w sportach drużynowych wysokość świadczenia zależała od klasy rozgrywkowej: do 150 proc. przeciętnego wynagrodzenia dla zawodnika I klasy, do 125 proc. dla II klasy i do 60 proc. dla III klasy rozgrywkowej. Po zmianie zapis zostaje dostosowany do nowego podziału poziomów rozgrywkowych. Zawodnik występujący na poziomie I będzie mógł otrzymać stypendium do 150 proc. przeciętnego wynagrodzenia, na poziomie II - do 125 proc., a na poziomach III-V - do 60 proc. W sportach indywidualnych maksymalna wysokość stypendium wyniesie 125 proc. ostatniego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, ogłoszonego przez prezesa GUS przed dniem przyznania świadczenia.
Zmiany nie wzbudziły entuzjazmu
Projekt zmiany zbudził niemałe emocje podczas kwietniowej sesji Rady Miasta. Część radnych - w tym przewodnicząca Komisji Sportu Dorota Trzpis - postulowała głębszą analizę i konsultacje z przedstawicielami mieleckich klubów. W rozmowie z Korso podczas przerwy w obradach radna zauważyła, że wolałaby, aby uchwała nie została przyjęta w tej sesji, co się jednak stało. Radna Trzpis tak wyjasniła nam swoje sceptyczne podejście do nowych zapisów:
„Nowe zapisy uchwały powodują, że o stypendium może ubiegać się każda osoba mieszkająca na terenie Mielca. Osoba trenująca w dowolnym klubie, jeśli spełnia warunki określone w uchwale, może wystąpić do miasta Mielca o stypendium. Budżet na stypendia prawdopodobnie trzeba będzie podzielić na większą liczbę osób, co może wywołać presję na jego zwiększenie. Nie będę zaskoczona, jeśli z wnioskiem o stypendium wystąpią osoby mieszkające w Mielcu, ale grające w niższych ligach, na przykład w Głogowie czy Stalowej Woli. Rozumiem intencję rozszerzenia dostępu do stypendiów, jednak w mojej ocenie obecne zapisy mogą przynieść niezamierzone skutki. W perspektywie czasu mogą na tym stracić kluby, w tym również FKS Stal Mielec, a także zawodnicy osiągający wysokie wyniki sportowe w dyscyplinach indywidualnych. W wyniku zmiany uchwały stypendialnej FKS Stal Mielec, zachowa prawo do stypendium, nawet gdyby spadł do niższej ligi niż obecnie — czego oczywiście nikt z nas nie chce i nawet nie bierze pod uwagę. Mam nadzieję, że dalsza dyskusja w tej sprawie będzie oparta na faktach i wzajemnym szacunku.”
Stypendia przyznawane są ze środków finansowych przeznaczonych na ten cel z budżetu miasta. Część radnych obawiało się, że wobec zmian większa liczba osób uzyska prawa do stypendium, a co za tym idzie budżet trzeba będzie zwiększyć, co odczują mieszkańcy. Dorota Trzpis wyraziła obawę, że mieszkańcy będą musieli ponieść tego finansowe konsekwencje.
Duże emocje na sali obrad
Doszło także do pełnej emocji wymiany zdań pomiędzy wiceprzewodniczącym Jakubem Blicharczykiem a samą radną Dorotą Trzpis. Radny zarzucił przewodniczącej komisji niekompetencje i niedbałe wykonywanie obowiązków, w tym niedostateczne zajmowanie się sprawą omawianych na sesji zmian w uchwale stypendialnej oraz udzieanie głosu radnym w nieprawidłowej kolejności. W rozmowie z Korso tak tłumaczył swoje słowa:
"Moja wypowiedź odnośnie sposobu prowadzenia komisji sportu przez Przewodniczącą Panią Dorotę Trzpis była spowodowana tym, że niektórzy z radnych biorących w niej udział żalili się do mnie, że radna Dorota Trzpis podczas prowadzonej przez nią komisji, udzielała w pierwszej kolejności głosu osobom, które do komisji nie należały. W mojej opinie było to wbrew przyjętym zasadom oraz wbrew regulaminowi - tak nie powinno to wyglądać. Radni z innych komisji mogą zabierać głos, ale w odpowiedniej kolejności, tak by pierwszeństwo głosu należało do radnych członków danej komisji, powinien zostać zachowany porządek. Dodatkowo ja i moi koledzy radni otrzymaliśmy informację, że na obrady wspomnianej komisji przyszedł człowiek, który bez żadnej akredytacji, nie wiadomo w jakiej roli i w jakim celu nagrywał posiedzenie komisji. Spotkania komisji są jawne i każdy może w nich uczestniczyć, ale kultura wymaga aby było podane kto nagrywa i kto przebywa podczas posiedzenia, tak aby wypowiedzi radnych nie były niczym skrępowane oraz dla samego komfortu wypowiedzi. Przewodnicząca powinna była zareagować i poprosic o przedstawienie się lub samemu przedsatwić uczestników spotkania.
Radna Dorota Trzpis tak wyjaśniła sytuację, do której doszło w czasie spotkania komisji:
„Podczas posiedzenia komisji nie doszło do złamania przepisów. Posiedzenia komisji są jawne, a mieszkańcy Mielca mają prawo do informacji, na co i w jaki sposób wydawane są ich pieniądze. Pan Jarosław Szczerba nagrywał posiedzenie komisji z wykorzystaniem statywu ustawionego w rogu, na tyłach sali. W najmniejszym stopniu nie doszło do zakłócenia porządku obrad. Pan Szczerba, jako doświadczony samorządowiec, zna zasady i przepisy, na podstawie których funkcjonuje rada miasta i jej komisje. Dzięki temu nagraniu można stwierdzić, że zarzuty pana Blicharczyka i pana Kokoszki są bezpodstawne. Niepokoi mnie, czy miały one wpływ na decyzję rady w sprawie uchwały.”
Jedocześnie dodała, że zarzuty wiceprzewodniczącego nie opierają się na faktach, a jedynie na głosach, które zasłyszał oraz na niekompletnym protokole z posiedzenia komisji.
Nieetyczne zachowanie?
Warto dodać, że zarówno pani Trzpis jak i pan Blicharczyk należą do Prawa i Sprawiedliwości.
"Dochodzą coraz częściej mnie i moich kolegów klubowych, uczestniczących w komisjach, głosy że Przewodnicząca Komisji Sportu w niedbały sposób prowadzi obrady m.in bardzo mała ilość spotkań komisji w ciągu roku oraz nie podtrzymuje wystarczającej komunikacji ze stowarzyszeniami i klubami sportowymi w naszym mieście. My - jako klub radnych - daliśmy rekomendacje dla Pani Doroty, wybierając ją na przewodniczącą Komisji Sportu. Niestety z czasem Jej sposób prowadzenia komisji okazał się odbiegać od regulaminowego.
- mówi wiceprzewodniczący.
Do dyskusji podczas sesji włączyła się również radna Adriana Miłoś, która stanęła w obronie działalności Doroty Trzpis, a wypowiedź wiceprzewodniczącego nazwała "skandaliczną". W przestrzeni miejskiej pojawiły się w związku z całą sytuacją oskarżenia o atak na kobiety, którego miał się dopuścić wiceprzewodniczący. Po raz pierwszy zasugerował to radny Robert Wójcik jeszcze podczas posiedzenia.
Moja reakcja podczas sesji nie wynikała z kwestii osobistych czy emocjonalnych, ale z potrzeby obrony rzetelność debaty publicznej. Byłam obecna na komisji sportu, Przewodnicząca udzielała głosu wszystkim obecnym, każdy miał szansę na wypowiedź i z całą odpowiedzialnością mówię, że komisja była poprowadzona prawidłowo. Nie zgadzam się na mówienie i powielanie nieprawdziwych informacji oraz podważanie kompetencji Przewodniczącej komisji na podstawie relacji z drugiej ręki. Gdyby Pan Blicharczyk powiedział kto mu takie krzywdzące insynuacje przekazał, można byłoby to skonfrontować. Oburza mnie to z jaką łatwością Radny Blicharczyk obraził Radną Trzpis. To nieprzyzwoite. I w życiu i w samorządzie powinniśmy opierać się na faktach i wzajemnym szacunku.
- powiedziała nam po całej sytuacji radna Miłoś. W podobnym tonie wypowiedziała się pani Trzpis:
„Pan wiceprzewodniczący rady już w przeszłości reagował znacznie bardziej emocjonalnie i dosadnie, więc te słowa mnie nie zaskoczyły. Nie zmienia to jednak faktu, że nie było to zachowanie etyczne — ani wobec mnie, ani wobec radnej Adriany Miłoś. Owszem, poczułam się zaatakowana jako kobieta, ale przede wszystkim jako radna. Nie zniechęciło mnie to jednak do pracy na rzecz naszego miasta i jego rozwoju.”
Wiceprzewodniczący tłumaczył swoją reakcję i ton wypowiedzi zachowaniem radnej Miłoś, która ma podczas sesji i w przestrzeni publicznej nieprzychylnie wypowiadać się na temat działania władz, a do tego wielokrotnie przerywać wypowiedzi innych:
"Odnośnie wypowiedzi Pani Radnej Adrianny Miłoś, wielokrotnie podczas dyskusji przerywała wypowiedź i wchodziła w słowa innym osobom w tym moje wypowiedzi i nie pozwalała dojść do głosu. Sam nigdy jej nie przerywałem, co można sprawdzić w protokołachi i nagraniach z sesji. Nie można krępować wypowiedzi radnego, który jest przedstawicielem Mieszkańców i Ich głosem i chce zwrócić uwagę na nieprawidłowości. (...) Podczas trwania dyskusji powiedziałem również, że pani radna Miłoś nie ma monopolu na etykę. Jest ona znana z wypowiedzi, które prawie co sesję jedynie krytykują działania prezydenta, wiceprezydentów, niektórych radnych. Wyraża Ona bardzo często swoje niezadowolenie (...)."
Dodał także, że był zaskoczony oskarżeniami radnej Miłoś, ponieważ zwracanie uwagi na nieprwidłowości w prowadzeniu komisji nie tylko nie jest niedozwolone, ale należy do jego obowiązków.
"Jeśli chodzi o wypowiedź Pani radnej Miłoś, zaskoczyło mnie, że tak agresywnie zachowała się w stosunku do mnie. Powiedziała, że skandaliczne było to, że zwróciłem uwagę radnej Dorocie Trzpis, tak jakby było zakazane przywoływanie faktów i zwrócenie uwagi odnośnie sposobu prowadzenia obrad komisji. Z resztą moim zadaniem jako wiceprzewodniczącego RM jest interweniowanie oraz zabieranie głosu, gdy dostaję zgłoszenia o nieprawidłowościach m.in w komisjach, a takie zgłoszenia dostałem."
W związku z sytuacją podczas kolejnej sesji dojdzie do odczytania kodeksu etycznego, którego zgodzili się przestrzegać radni poprzedniej kadencji. Stanie się to na wzniosek radnego Nowakowskiego. Nie będzie to skutkować głosowaniem, a ma służyć jedynie przemyśleniom.
Komentarze (0)