Radny mówi o próbie wywarcia nacisku
Jacek Zając przedstawił sprawę radnym jeszcze przed rozpoczęciem obrad. Jak przekazał, otrzymał pismo wzywające go do zaprzestania naruszania dóbr osobistych oraz usunięcia skutków zarzucanych mu naruszeń. Na odpowiedź wyznaczono mu siedem dni.
Sprawa ma związek z wywiadem opublikowanym w jednym z mieleckich portali informacyjnych. Radny, odnosząc się do działalności miejskiej spółki i braku odpowiedzi na pytania dotyczące jej funkcjonowania, posłużył się określeniami „nadużycie” oraz „mroczne kulisy”.
Jak poinformował podczas sesji, pismo zostało podpisane przez przedstawicieli władz miejskich spółek. Radny odebrał je jako próbę wywarcia presji i skłonienia go do wycofania się z wcześniejszych wypowiedzi.
Zając powiązał sprawę z szerszym problemem komunikacji między radnymi a zarządami miejskich podmiotów. Zarzucił przedstawicielom spółek, że nie uzyskuje odpowiedzi na zadawane pytania, a jednocześnie publicznie prezentowane są informacje o osiągnięciach i planach tych instytucji.
Nasze pytania pozostają bez odpowiedzi. Chcecie nam zamykać usta? Nie zgadzam się na to.
- mówił radny.
Zapowiedział również, że nie zamierza wycofywać się ze swoich słów. Zadeklarował, że jest gotowy na rozstrzygnięcie sprawy przed sądem.
Wiceprezydent: odpowiedzialność za słowo musi być
Do wypowiedzi radnego odniósł się wiceprezydent Mielca Krzysztof Szostak. Zwrócił uwagę na znaczenie języka używanego w debacie publicznej i podkreślił, że krytyka działalności spółek powinna opierać się na merytorycznych argumentach.
Wiceprezydent zaznaczył, że określenie „mroczne kulisy” może sugerować nieprawidłowości w działaniu podmiotu, dlatego nie powinno być używane bez odpowiedniego uzasadnienia.
Jednak ta odpowiedzialność za słowo, no jakaś być musi.
- argumentował Szostak.
Podkreślił jednocześnie, że różnice polityczne nie powinny uniemożliwiać rozmowy. Zapewnił, że władze miasta starają się działać zgodnie z prawem, a podejmowane decyzje mają służyć rozwojowi Mielca.
Wiceprezydent odniósł się także do kwestii przejrzystości finansowej spółek. Przypomniał, że podmioty prawa handlowego mają obowiązek sporządzania i składania sprawozdań finansowych, dzięki którym można ocenić ich wyniki.
Wśród argumentów przemawiających za działalnością miejskich spółek wymienił m.in. wyniki finansowe lotniska, planowane inwestycje o wartości 40 mln zł oraz bezpłatną komunikację miejską. Wskazał również na rozwój dodatkowych usług świadczonych przez MKS.
Zając: nie dam sobie zamykać ust
Radny nie zgodził się z argumentacją wiceprezydenta. Podkreślił, że jego zdaniem wezwanie przedsądowe nie powinno być odpowiedzią na pytania dotyczące funkcjonowania spółek należących do miasta.
Zając zaznaczył, że oczekiwał przede wszystkim stanowiska władz miasta w sprawie działań prezesów, a nie oceny użytego przez siebie sformułowania.
W moim odczuciu zaczyna Pan stosować cenzurę.
- zwrócił się do Krzysztofa Szostaka.
Radny ponownie poruszył również temat miejskiej stacji paliw. Zwrócił uwagę na brak odpowiedzi na pytania dotyczące zasad prowadzenia działalności, kosztów funkcjonowania obiektu oraz planowanego sposobu osiągania przychodów.
Zając pytał m.in. o to, jak spółka zamierza pokrywać koszty dzierżawy stacji w przypadku sprzedaży paliwa z niewielką marżą. Wspomniał także o pojawiających się nieoficjalnie informacjach dotyczących możliwego rozszerzenia oferty o sprzedaż alkoholu. Kwestie te przedstawił jako pytania i wątpliwości, na które - w jego ocenie - radni nie otrzymali wystarczających odpowiedzi.
Radny stwierdził również, że w jego ocenie prezesi spółek nie powinni podejmować działań, które mogą być odbierane jako próba ograniczania możliwości krytykowania ich działalności przez przedstawicieli rady.
Spór o spółki i granice krytyki
Krzysztof Szostak podtrzymał swoje stanowisko, że sformułowania użyte przez radnego mogą być odbierane jako poważne zarzuty. Przywołał także własne doświadczenia związane z otrzymaniem wezwania przedsądowego po wypowiedzi na swój temat.
Wiceprezydent podkreślił, że nie zgadza się z przedstawianiem działalności miejskich spółek w sposób, który może sugerować nieuczciwe postępowanie. Jednocześnie ponownie wskazał na osiągnięcia i plany inwestycyjne podmiotów działających w Mielcu.
Dyskusja nie doprowadziła do porozumienia. Jacek Zając zakończył swoją wypowiedź apelem do mieszkańców, aby samodzielnie zapoznali się z przebiegiem obrad i wyrobili sobie opinię na temat przedstawionych argumentów.
Myślę, że mieszkańcy powinni obejrzeć sobie tę część sesji i sami wyciągnąć wnioski.
- podsumował radny.
Spór dotyczy nie tylko słów użytych w wywiadzie, ale także szerszego pytania o sposób komunikacji między radnymi a zarządami miejskich spółek oraz granice publicznej krytyki ich działalności.
Komentarze (0)