Alarm i reakcja
W sobotę, 19 września 2026 roku, na specjalne polecenie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji zorganizowano i przeprowadzono szkolenia dla mieszkańców województwa podkarpackiego i lubelskiego.
Ich celem było przekazanie podstawowych zasad reagowania w sytuacjach zagrożenia, w tym m.in. zachowania podczas alarmów, sposobów powiadamiania mieszkańców oraz podstaw ochrony ludności.
Zajęcia miały zostać zorganizowane w każdej gminie. Była to reakcja na wydarzenia z czwartku, 17 września 2026 roku, kiedy mieszkańcy Podkarpacia usłyszeli pierwszy w regionie tak szeroko ogłoszony alarm dotyczący zagrożenia z powietrza.
12 punktów szkoleniowych w powiecie mieleckim
Na terenie powiatu mieleckiego przygotowano kilkanaście miejsc, w których mieszkańcy mogli zdobyć wiedzę dotyczącą właściwego reagowania na różne sygnały i zagrożenia. Szkolenia odbywały się w 12 punktach w całym powiecie. Zajęcia trwały od godz. 11:00 do 14:00.
Zaskakująca frekwencja
Jak udało nam się ustalić, w całym powiecie mieleckim w szkoleniach uczestniczyło łącznie zaledwie 79 osób. Daje to około 7 osób na punkt, a około 8 na gminę. Jak podają strażacy osoby, które zdecydowały się pojawić na szkoleniu należały do różnych grup wiekowych: od dzieci po seniorów.
Skąd tak nikłe zainteresowanie?
Powodów może być kilka. Po pierwsze akcja była zorganizowana naprędce. Strażacy wprawdzie zawsze są w stanie przekazać rzetelną wiedzę na temat zagrożeń, reagowania i alarmów, ale informacje wśród mieszkańców nie rozchodzą się już tak szybko. Wiadomość o szkoleniach została podana wieczorem w piątek, szkolenia rozpoczęły się przed południem następnego dnia. Skąd ten pośpiech? Wiele osób nic o nich nie wiedziało, inni nie mogli lub nie chcieli już zmieniać swoich planów.
Nagle, z dnia na dzień, ogłoszone szkolenia nie budzą zaufania i należnej powagi, wyglądają raczej na od lat obecny w polityce manewr "gaszenia pożaru", gdzie szybką akcją bądź wprowadzeniem dodatkowego paragrafu w prawie uspokaja się opinię publiczną po kryzysie lub aferze. Społecznie czekamy chyba na bardziej przemyślane i gruntownie zaplanowane działania, mające na celu pogłębienie naszej wiedzy i pewności siebie w razie niebezpieczeństwa. Trudno więc dziwić się, że nie każdy potraktował sprawę poważnie.
Dodatkowo spora część mieszkańców jasno wskazuje, że nie chce słuchać o zagrożeniach, ponieważ jest to wzniecanie paniki - często łącząc to także z polityką.
Co nagle, to...
Szybkość organizacji trzeba pochwalić, ale trudno nie ulec wrażeniu, że było to przygotowane wyjątkowo „ad hoc". Spora część mieszkańców czeka na konkretne, dedykowane różnym grupom wiekowym spotkania na temat np. przygotowania plecaka ewakuacyjnego, zapasów, zachowań czy sposobów działania w stanie różnego rodzaju zagrożenia. I to czeka od lat.
Dla przykładu w Nysie, która została zalana podczas powodzi w 2024 roku, temat jest traktowany jako bardzo istotny, a przygotowanie do ewentualnej powodzi łączone jest z przekazywaniem wiedzy na temat innych zagrożeń, także wojennych. Mogłoby się wydawać, że na tzw. ścianie wschodniej będzie to jeszcze bardzej rozpowszechnione.
W Niemczech od 2020 roku organizowany jest Ogólnokrajowy dzień ostrzegawczy. W drugi tydzień września w całym kraju ćwiczy się reagowanie na alerty i alarmy.
Czy mieszkańcy są gotowi?
Latem w ulicznej sondzie zapytaliśmy mieszkańców Mielca czy zapoznali się z „Poradnikiem bezpieczeństwa" i czy czują się przygotowani na różnego rodzaju zagrożenia - materiał jest dostępny w naszych mediach społecznościowych. Na 21 zapytanych osób zaledwie 5 odpowiedziało, że broszurę przeczytało i wie, jak działać. Pozostali z różnych przyczyn tej wiedzy nie posiedli. Pokazuje to, że mimo upływu czasu większość społeczeństwa nie wie jak reagować w przypadku ogłoszenia alarmu, a dla wielu nie jest to temat istotny.
Jeszcze przed ostatnimi wydarzeniami zapytaliśmy starostę Kazmierza Gacka o organizację szkoleń dla ludności cywilnej i odpowiedział wówczas, że są one w planach, jednak największy udział powinny mieć tu gminy, które najlepiej znają swój teren i potrzeby. Obecnie - od początku wojny na Ukrainie - trwają szkolenia samorządowców i służb.
Nie tylko teoria
Czwartkowy alarm przeciwlotniczy był dla wielu osób pierwszym realnym zetknięciem z procedurami ostrzegania ludności. Pojawiły się pytania dotyczące m.in. tego, gdzie szukać schronienia, jak zachować się po usłyszeniu syren, jak bardzo poważnie je traktować, jakie działania podejmować w przypadku realnego zagrożenia.
Tryb organizacji oraz niewielka liczba uczestników szkoleń może oznaczać, że temat ochrony ludności nadal nie jest zarówno dla władz centralnych, jak i dla wielu mieszkańców priorytetem - mimo że ostatnie wydarzenia pokazały, że takie sytuacje nie są już wyłącznie teoretyczne.
Komentarze (0)