Dziś pani Kinga porusza palcami, chwyta szklankę i samodzielnie wykonuje codzienne czynności. Za tymi prostymi gestami kryje się jednak ogromny dramat, determinacja i medyczna odwaga.
Dramatyczny wypadek i czarny scenariusz
Do tragedii doszło w zakładzie pracy, w którym maszyna wciągnęła rękę młodej kobiety. Obrażenia były niezwykle rozległe i skomplikowane. Kiedy pacjentka trafiła do Mielca, stan jej zdrowia był krytyczny, a szanse na ocalenie ręki – zdaniem poprzednich placówek – równe zeru.
„W dwóch kolejnych placówkach pojawiał się w końcu ten sam dramatyczny scenariusz: co najwyżej szybka amputacja ręki i walka o to, by Kinga przeżyła. Trzeci w ogóle odmówił interwencji” – relacjonują przedstawiciele Mieleckiego Szpitala Specjalistycznego.
W takich okolicznościach lekarze muszą przede wszystkim ratować życie. Nikt nie mógł zagwarantować, że organizm wytrzyma dramatyczne następstwa wypadku, a tym bardziej obiecać ocalenia skrajnie uszkodzonej kończyny.
„Dla Kingi przyszłość stała pod ogromnym znakiem zapytania. Ale w Mielcu zapadła decyzja, by zawalczyć o wszystko dla młodziutkiej, dwudziestokilkuletniej kobiety!” – podkreśla szpital.
Trzy zespoły specjalistów przy jednym stole
Kiedy pacjentka trafiła na Oddział Ratunkowy w Mielcu, dr Krzysztof Milik, chirurg naczyniowy, po dokładnej ocenie stanu zdrowia uznał, że istnieje choćby cień szansy.
„Dr Krzysztof Milik, chirurg naczyniowy, ocenił, że jest szansa uratować tę rękę! I do pracy przystąpiły trzy zespoły specjalistów: chirurgii naczyniowej, ortopedii i neurochirurgii” – czytamy w relacji z przebiegu operacji.
Lekarze stanęli przed jednym z najtrudniejszych wyzwań w swojej karierze. Wymagało to niezwykłej harmonii, wielogodzinnej pracy i przełamania schematów.
„Nie była to obietnica, że wszystko zakończy się szczęśliwie. Była to decyzja, by podjąć walkę!” – wskazują medycyni z Mielca.
Niespodziewane spotkanie na szpitalnym korytarzu
Po skomplikowanych zabiegach w Mielcu, leczenie kontynuowano na Oddziale Chirurgii Plastycznej Szpitala Specjalistycznego im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. Ręka Kingi sprawnościowo i wizualnie wracała do zdrowia. Przełomowy moment i najpiękniejsze podziękowanie nadeszły jednak zupełnie niespodziewanie, podczas jednej z wizyt kontrolnych w Mielcu.
Dr Krzysztof Milik do dziś ze wzruszeniem wspomina chwile, gdy na szpitalnym korytarzu spotkał swoją pacjentkę:
„Nigdy nie zapomnę tej sytuacji. Szedłem korytarzem zmęczony, nawet nie rozglądałem się szczególnie wokół siebie, a nagle na szyję rzuciła mi się jakaś dziewczyna i powiedziała po prostu: »Bardzo dziękuję!«” – opowiada dr n. med. Krzysztof Milik.
Lekarz na początku nie rozpoznał dziewczyny, która z tak ogromną ekspresją wyraziła swoją wdzięczność:
„Patrzę, a to nasza Kinia, dzielna dziewczyna, która przeszła tak wiele i dziś czuje się doskonale, a na dodatek ma w sobie tyle wdzięczności i optymizmu” – wspomina chirurg naczyniowy.
„To była praca zespołowa i decyzja Pana z góry”
Choć postawa dr. Milika była kluczowa, sam lekarz z dużą pokorą wypowiada się o spektakularnym sukcesie medycznym:
„To była praca zespołowa bardzo wielu lekarzy i decyzja Pana z góry. Widocznie tamtego dnia tak miało być, że trafiła do nas!” – zaznacza dr Krzysztof Milik.
Przedstawiciele mieleckiej placówki nie mają wątpliwości, że historia pani Kingi to coś znacznie więcej niż podręcznikowy sukces chirurgiczny:
„Choć zaczyna się od przerażającego wypadku i perspektywy amputacji, nie kończy się na dramacie. Kończy się – a może lepiej powiedzieć: trwa – w codziennych gestach Kingi, choćby podaniu ręki lekarzowi, któremu zawdzięcza tak wiele” – podsumowują przedstawiciele Szpitala Specjalistycznego w Mielcu.
Dzięki odwadze mieleckich medyków, 20-letnia kobieta nie tylko ocalała z tragicznego wypadku, ale zatrzymała sprawność i szansę na normalne, pełne marzeń dorosłe życie
Komentarze (0)