Reklama

"Mamo, zabiłem, potrzebuję pieniędzy!" Oszuści nie próżnują

Opublikowano: sob, 16 kwi 2022 14:08
Autor:

"Mamo, zabiłem, potrzebuję pieniędzy!"  Oszuści nie próżnują - Zdjęcie główne

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:

Przeczytaj również:

Wiadomości Oszuści nie rodzą się z wiedzą, jak kłamać i manipulować. Uczą się jej od swoich ofiar. Sprawdzają, testują, co i jak mówić, żeby osiągnąć najlepszy efekt. Na jakich emocjach zagrać mocniej, do jakich się nie zbliżać? Technologia pomaga, ale główną rolę w oszustwach odgrywają nasze pierwotne emocje.

To, co za chwilę przeczytacie, wyda się wam niewiarygodne, choć wydarzyło się naprawdę w powiecie mieleckim. No bo, jaka normalnie myśląca osoba, tak zapewne pomyślicie, dałaby się na "coś takiego!" nabrać? Przecież od razu widać, a w tym wypadku słychać, że to oszustwo.

Nie bierzecie jednak pod uwagę, że czytacie ten tekst bez emocji, nie jesteście wzburzeni, wystraszeni, adrenalina nie buzuje wam w żyłach i nie każe działać za wszelką cenę. Wasz organizm nie panikuje, nie drętwieje ze strachu. 

Ofiary oszustów nie mają takiego komfortu. Nagle znajdują się w nierealnej sytuacji, w której czas i strach odgrywa największą rolę. I na tym, na emocjach, oszuści grają najlepiej. 

Mamo, ratuj mnie!

Janina* (*imię wymyślone) mieszka z synem i wnuczkiem. Większość czasu jest w mieszkaniu sama. Syn pracuje za granicą. Wnuczek ma własne życie. 

To byłby jeden z tych dni, podobnych do poprzednich, gdyby nie dzwonek telefonu stacjonarnego, który zadzwonił w mieszkaniu kobiety przed południem. 

- Mamo, zabiłem kobietę, ta kobieta nie żyje, zabiłem ją na miejscu – usłyszała w telefonie stłumiony, niewyraźny męski głos. Janina* nie poznała głosu Jerzego*. Możliwe, że stało się tak, bo była w szoku. Rzadko zdarza się coś takiego słyszeć przez telefon, w sumie jej zdarzyło się to pierwszy raz w życiu. Janina stała ze słuchawką przy uchu i wsłuchiwała się w płacz po drugiej stronie. W końcu się odezwała: - Co ty dziecko mówisz? Przecież ty zawsze tak ostrożnie jeździsz. Jerzyk, co ty mówisz?

W słuchawce odezwał się damski głos. – Proszę pani, ja jestem z policji. Pani syn zabił kobietę, tu jest jej rodzina i można się z nimi dogadać, jeśli syn zapłaci zadośćuczynienie. Inaczej jeszcze dzisiaj trafi do więzienia i zostaną mu postawione zarzuty. Czy pani ma jakieś pieniądze?

- Tak, mam 50 tys. euro – szepnęła Janina do słuchawki. Syn zostawił jej te pieniądze na budowę domu, jak był ostatnio w Polsce. A teraz jest tam gdzieś w obcym kraju i zabił kobietę...

- To za mało. Oni chcą 225 tys. euro. Czy ma pani jakąś złotą biżuterię, którą może pani sprzedać? 

- Nie, ale mogę taką kwotę zebrać. Córki na pewno pomogą. 

Ponieważ zbiórka miała chwilę trwać, Janina* podała kobiecie swój adres, żeby uwiarygodnić tym samym to, co syn mówi. Gdy kobieta spisywała jej dane, Janina* miała chwilę, żeby zastanowić się nad tym, co od początku nie dawało jej spokoju. Jakim cudem kobieta, która jest niemiecką policjantką, tak dobrze mówi po polsku?

- Chwileczkę – powiedziała Janina do słuchawki. – To wszystko wygląda mi na oszustwo. Skąd pani zna polski?

- Proszę mnie nie obrażać! Jak pani nie chce zapłacić, zabieram syna na komisariat – rzuciła rozmówczyni. 

- Spokojnie. Ja chcę zadzwonić do drugiego syna i porozmawiać o pieniądzach. Oddzwonię do pani – powiedziała Janina. 

- Nie, ja do niego zadzwonię, proszę podać numer. 

- Muszę się rozłączyć i znaleźć go. 

- Nie trzeba, znajdę go sobie w systemie.

- Proszę mi dać do telefonu syna – poprosiła Janina* i znowu usłyszała w słuchawce męski głos. Mężczyzna płakał i prosił, żeby mu pomogła. I wtedy zrozumiała – to nie był Jerzy. Po chwili znowu usłyszała damski głos. – To nie jest mój syn, to nie jest jego głos – powiedziała Janina kobiecie po drugiej stronie słuchawki. 

- Nie poznaje go pani, bo syn jest w szoku, boli go głowa, jest zdenerwowany, bo grozi mu 10 lat, a pani nie chce mu pomóc. Ma pani polskie pieniądze?

- Mam.

- To proszę odliczyć 1500 zł, euro proszę spakować do torby i dobrze je zawinąć.

- Po co mam je zawijać?

- Żeby nikt nie widział. 

Janina* wtedy już miała pewność, że ktoś chce ją oszukać. Powiedziała to tej kobiecie i dodała, że zadzwoni na policję. Wtedy w telefonie usłyszą sygnał rozłączonego połączenia. 

Janina* zadzwoniła do Jerzego*, syn jednak nie odbierał. Dopadły ją wątpliwości, że może jednak źle zrobiła, posądzając kogoś o  próbę oszustwa? Zadzwoniła do drugiego syna i opowiedziała mu o telefonie. Syn zapewnił, że dobrze zrobiła. Potem Janina* zadzwoniła na policję. W pamięci ma ciągle fakt, że podała oszustom swój adres. 

Bankowa infolinia 

 - Halo?- rzuciła do słuchawki Agnieszka*.

- Dzień dobry, nazywam się Jan Kowalski*, mój identyfikator to 1456*(wymyślony numer), dzwonię z banku X, czy ma pani u nas jakiś kredyt, albo czy miała pani ostatnio jakieś dziwne, podejrzane telefony w sprawie swojego konta, zapytania o kredyt, a może robiła pani ostatnio zakupy na jakimś portalu zakupowym? – pytał mężczyzna. Była godzina 9:30.

- Tak, na A.... – podała nazwę popularnego portalu kobieta. 

- Pan Maciej Godlewski *(dane wymyślone) wziął na panią kredyt w wysokości ok. 20 tys. zł. Żeby cofnąć ten kredyt, musi pani poddać się procedurze, która umożliwi jego likwidację w BIK-u. Przełączę panią do pracownika Henryka Magdy*, który przeprowadzi panią przez tę procedurę. 

Agnieszka* została przełączona do innego mężczyzny, który miał jej pomóc przejść przez procedurę zaciągnięcia kredytu na 30 tys. zł, który miał anulować lub cofnąć, tego Agnieszka* dokładnie nie pamięta, kredyt zaciągnięty na nią przez jakiegoś Godlewskiego*. 

Henryk Magda* zapytał ją, jaki numer jej się wyświetla na telefonie, Agnieszka podała mu numer, on poprosił, żeby zalogowała się na swoje konto internetowe. Potem mówił jej, co ma robić dalej. 

Kazał wejść w zakładkę oferta banku i tam wejść w kredyty gotówkowe. Wyświetlił się jej wniosek o przyznanie kredytu, mężczyzna poprosił o uzupełnienie danych we wniosku. Gdy zaczęła go uzupełniać, formularz automatycznie uzupełnił się jej danymi. Następnie dostała SMS z treścią, że kredyt został uruchomiony. Kredyt pojawił się na jej koncie. Mężczyzna podający się za pracownika banku rozłączył się i po 10 minuta znowu zadzwonił. Znowu zapytał, jaki numer wyświetla się Agnieszce* na telefonie. Potem znowu się rozłączył i zadzwonił z innego numeru, tłumacząc, że trwają prace serwisowe w banku i za chwilę znowu zadzwoni już z numeru banku. I rzeczywiście za chwilę znowu zadzwonił już z numeru banku, w którym kobieta miała konto. 

- Zaraz zadzwoni do pani policjant z wydziału cyberprzestępczości z Warszawy i powie pani, co dalej – poinformował ją mężczyzna podający się za Henryka Magdę*. 

I po chwili jej komórka znowu zadzwoniła. 

- Dzień dobry, mówi Jan Kowalski* z wydziału cyberprzestępczości... 

- Jak to? Jan Kowalski* nazywał się mężczyzna, który dzwonił do mnie z banku – powiedziała zaskoczona kobieta. 

Mężczyzna zaśmiał się i powiedział, że to zwykły zbieg okoliczności. Agnieszka* miała jednak wątpliwości. Głos był bardzo podobny do tego, który słyszała, rozmawiając z pracownikiem banku. Nie miała jednak czasu się nad tym zastanawiać. 

Rozmawiała z nim około 14 minut. "Policjant" powiedział jej, że monitorują pracowników banku, bo ktoś sprzedaje dane klientów przestępcy i muszą działać w sposób tajny. Dodał, że będzie się z nią kontaktował i że tego Godlewskiego* już ustalili i zbierają kolejne informacje. Mając potwierdzenie, że policja działa, Agnieszka* trochę się uspokoiła. 

Kolejny telefon nastąpił kilka minut po godz. 11. Dzwonił Mieczysław Kwiatkowski* z banku. Agnieszce* na wyświetlaczu pojawił się rzeczywiście numer banku, w którym ma konto. Mężczyzna kazał jej iść do banku i wypłacić pieniądze z kredytu, a potem przelać je na inne konto. Cały czas z nią rozmawiał. Uspokajał, że nic jej nie grozi. Instruował, żeby nie rozmawiała z pracownikiem banku, jeśli będzie pytał, dlaczego wypłaca gotówkę? Niech mu powie, że to na własne potrzeby. Mówił, żeby się nie bała, bo obserwują ją przez kamery policjanci. Agnieszka* dotarła do banku, wypłaciła gotówkę, cały czas mając na linii Mieczysława Kwiatkowskiego*. 

Mężczyzna zapytał, ile zajmie jej dojechanie do innego banku, którego nazwę i adres podał jej przez telefon? Odpowiedziała, że jakieś 5 minut. Kazał jej tam jechać i wpłacić gotówkę w bankomacie. Wytłumaczył, że jak wpłaci w tym banku, to pieniądze trafią do NBP, który zweryfikuje jej zadłużenie w BIK-u i tam będzie miała czyste konto. Dodał też, że dostanie odszkodowanie 1500 zł.

Około godz. 12.30 Agnieszka* wpłaciła w bankomacie 200 zł. Czekała na numer BIK, który miał jej potwierdzić mężczyzna. W sumie wykonała siedem transakcji, wpłacając 30 tys. zł. Mężczyzna cały czas pozostawał na linii. Pytał, czy kobieta ma konta w innych bankach? Agnieszka* nie udzielała mu jednak takich informacji, chciała wiedzieć, czy sprawa z zaciągniętym na nią kredytem na 20 tys. zł jest wyjaśniona? Mężczyzna jednak unikał odpowiedzi. Nagle pojawiły się jakieś zakłócenia i połączenie zostało przerwane. 

Agnieszka* próbowała oddzwonić na ten sam numer, ale nie odpowiadał. Zadzwoniła więc do banku i powiedziała, co się stało. Było po godzinie 14. Kobieta zablokowała konto i złożyła reklamację. 

"Wędkarze" łapią każdą okazję 

Policjanci używają na określenie oszustw, w których ktoś podaje się za inną osobę lub instytucje i chcą wyłudzić od nas nasze dane, zainfekować nasz telefon lub nakłonić nas do określonego działania – phishing – na polski można to przetłumaczyć łowienie, wędkowanie. Używają też określenia, że to oszustwa na tzw. legendę. 

- Oszuści wykonują kilkanaście, czasem kilkadziesiąt telefonów dziennie, żeby złowić ofiarę – mówi Urszula Chmura, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Mielcu. – Mówią, że dzwonią z banku X albo Y. Jeśli trafią na ich klienta, zaczyna się gra. Wciągają do rozmowy, manipulują, grają na emocjach, aż osiągną swój cel. Najczęściej osoba, do której dzwoni oszust, jest poddawana ogromnej presji. Dowiaduje się, że ktoś np. zaciągnął na nią kredyt albo właśnie w tej chwili wykradane są z jej konta pieniądze. Taka osoba musi działać szybko w obawie o stratę swoich pieniędzy. W takiej sytuacji nie myśli się racjonalnie. Gdyby wzięła głęboki wdech i zastanowiła się, skąd bank może wiedzieć, że ktoś kradnie jej pieniądze z konta, skąd bank wie, że ktoś zaciągnął na nią kredyt, zrozumiałaby, że nie może mieć takiej wiedzy, bo skąd bank miałby ją mieć? – pyta pani rzecznik. 

Efekt wzmacnia technologia, która pozwala oszustom dzwonić do ofiary z numeru telefonu, który widnieje na stronie internetowej banku. To tzw. spoofing.

Sztuka manipulacji 

Oszuści uczą się, jak dobrze manipulować ludźmi, po każdym udanym i nieudanym skoku na nasze dane. Analizują rozmowę i dowiadują się z niej, w którym momencie coś poszło nie tak? Po czym ich rozpoznano? Z tego żyją, to ich zajęcie, więc się uczą. 

Nie pomaga fakt, że ludzie stali się wobec siebie bardziej obojętni. Nie interesujemy się sąsiadami, bliskimi. Nie zwracamy uwagi ani na ludzi, ani na szczegóły z nimi związane. Gdy dojdzie do przestępstwa, mało kto jest w stanie opisać osobę, która przyszła np. odebrać pieniądze. 

- Co ciekawe, większość oszustw w powiecie mieleckim ma miejsce właśnie w Mielcu – wyjaśnia Urszula Chmura. 

W małych miejscowościach ludzie ciągle bardziej interesują się innymi. Zwłaszcza obcymi, którzy pojawiają się nagle u starszej sąsiadki, która od lat mieszka sama i nikt jej nie odwiedza. 

Pracownik banku, który się przedstawia, uwiarygadnia się, bo koś dzwoni rzeczywiście z numeru banku, przecież mnóstwo pracowników z banku do nas dzwoni, przedstawiając oferty. 

- Bardzo często pojawia się informacja, że osoba, która dzwoniła, miała obcy akcent. Oszuści przecież nie muszą mieszkać w Polsce. Są daleko za granicą – dodaje rzecznik KPP.

Uczono nas, żeby na pytania odpowiadać. I to też wykorzystują oszuści. My sami podajemy im imiona swoich dzieci, stan konta, adres, numer karty, instalujemy na telefonie aplikację, dzięki której mogą zablokować nam dostęp do telefonu i sami z niego korzystać. I to wszytko robimy podczas rozmowy telefonicznej, nie mając pojęcia, kto jest po drugiej stronie? Czujemy w sobie przymus, żeby udzielać odpowiedzi. Nawet wtedy, gdy gdzieś podskórnie pojawi się nam niejasne przeczucie, że coś jest nie tak, że ta sytuacja nie jest dla nas wygodna. Brniemy dalej, no bo przecież nie wypada komuś zarzucać oszustwa. 

- Wypada! Jak najbardziej wypada! Dlaczego ktoś ma się na nas obrazić, że chcemy się zachować odpowiedzialnie i sprawdzić, skąd dzwoni, czy jest tym, za kogo się podaje? – pyta Urszula Chmura. – Jeśli nie ma nic do ukrycia, przecież się nie obrazi? Zwłaszcza jeśli to nasze dziecko. Wprost przeciwnie, będzie  z nas dumne, że jesteśmy czujni i może być o nas spokojne – dodaje. 

Jeśli więc cokolwiek w rozmowie wzbudza nasz niepokój, rozłączmy się. Nie dajmy się wciągnąć w grę oszusta. Nie wstydźmy się pytać i wątpić. Weryfikujmy informacje.

 

UDOSTĘPNIJ NA: UDOSTĘPNIJ NA:
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ - Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM.

e-mail
hasło

Nie masz konta? ZAREJESTRUJ SIĘ Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

Komentarze (0)

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania. Jak to zrobić dowiesz się w zakładce polityka prywatności.

Wczytywanie komentarzy