Droga do kapłaństwa
No, już czterdzieści dwa lata kapłaństwa i muszę wyznać, że macie przed sobą kapłana szczęśliwego i wdzięcznego Bogu za tą wielką łaskę, za wielki dar kapłańskiego powołania.
Ksiądz Andrzej rozpoczął od refleksji na temat swojej drogi do kapłaństwa, opowiadając, jak ważną rolę w jego decyzji odegrało poczucie powołania, które towarzyszyło mu już od dzieciństwa. Podkreślił, że nie był to moment łatwy, a sam proces dojrzewania do decyzji o kapłaństwie był długotrwały:
Chociaż w moim sercu ta wola bycia kapłanem i ten głos kapłańskiego powołania słyszałem już w latach szkoły podstawowej.
Jednak nie była to prosta droga. Kiedy skończył szkołę podstawową napotkał pewne trudności. Jego starszy brat, który również miał plany studenckie, nie dostał się na studia, co miało wpływ na decyzje rodziny:
Kiedy wyjawiłem rodzicom, że mam zamiar iść do liceumogólnokształcącego, akurat wtedy mój starszy brat skończył liceum. Nie dostał się na studia (...). No i tatuś mój mówił do mnie: synu, będziesz chciał iść na studia, może byś poszedł jednak do innej szkoły, nie do liceum. A ja jeszcze wtedy niewyjawiłem tej tajemnicy, którą nosiłem w sercu.
Z tego powodu, mimo pragnienia, by zostać księdzem, ksiądz Andrzej poczuł presję, by podjąć decyzję zgodną z oczekiwaniami rodziny. Zamiast wstąpić do seminarium, zdecydował się na szkołę zawodową, kończąc Zasadniczą Szkołę Budowlaną w Nowym Sączu, a później Technikum Budowlane. To była zupełnie inna droga, która jednak nie zgasiła w nim powołania, które cały czas czuł.
Po ukończeniu szkoły zawodowej i technikum, ksiądz Andrzej otrzymał propozycję rozpoczęcia studiów na Politechnice Krakowskiej na kierunku budownictwo. Jednak, mimo tego, że wydawało się to bardzo racjonalnym wyborem, głos powołania nie zniknął:
To była kusząca oferta. Kusząca, ale jednak głos kapłańskiego powołania był większy i podjąłem decyzję wstąpienia do seminarium duchownego w Tarnowie. I rozpocząłem studia, które w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym czwartym roku, dzięki Bożej łasce zostały uwieńczone święceniami kapłańskimi.
Misja na Ukrainie
Ksiądz Andrzej wspominał także swoją misję na Ukrainie, gdzie przez dziesięć lat pełnił posługę kapłańską. Jego praca rozpoczęła się po upadku ZSRR, kiedy to otworzyły się nowe możliwości dla katolickiego duszpasterstwa w tamtym regionie. Wspomina, jak z początkowego planu krótkoterminowej misji wyrosła dziesięcioletnia posługa:
To jest bardzo trudna posługa. Jeden z kolegów, który mnie odwiedził tam na misjach, powiedział: ''To trzeba być szalonym człowiekiem, żebytam wytrzymać''. Ale ja mówię właśnie, tego Bożego szaleństwa potrzeba, żeby podjąć trud posługi misyjnej.
Dzięki swojej pracy na Ukrainie, ksiądz Andrzej nawiązał głębokie więzi z miejscową ludnością i poznał ich duchowe oraz materialne potrzeby. Jego doświadczenie w pracy misyjnej stało się jednym z fundamentów jego kapłańskiej służby, która do dziś jest pełna oddania i pasji.
To nie jest takie łatwe później zrezygnować, bo jednak nawiązują się te takie duchowe kontakty z tymi ludźmi. Człowiek dostrzega ich potrzeby nie tylko duchowe, ale i materialne. I po prostu, nie sposób podjąć decyzję, żeby pozostawić tą posługę misyjną i wracać, no bo w kraju wygodniej, bo może w diecezji wygodniej, bo w parafiach tu w Polsce wygodniej. No, tam praca była bardzo ciężka, bo zaczynało się właściwie od zera.
Ksiądz Andrzej w rozmowie podkreślił, że jego życie kapłańskie nie ogranicza się jedynie do pracy duszpasterskiej, ale jest także głęboką relacją z ludźmi, którzy poszukują wsparcia i pociechy. Mówił o swojej pracy jako duszpasterz ludzi pracy, kiedy to rola kapłana nie ograniczała się do sprawowania sakramentów, ale także polegała na byciu obecnym w codziennym życiu wiernych, pomagając im w przezwyciężaniu trudności i wyzwań życia codziennego:
Kapłan był właśnie takim moralnym wsparciem. Można powiedzieć, że był ojcem, bo niejednokrotnie przychodzili ze swoimi problemami osobistymi i rodzinnymi.
Całość rozmowy dostępna jest na stronie internetowej Radio Maryja.
Komentarze (0)