Panie dyrektorze, sytuacja wokół szpitala wcale nie staje się spokojniejsza, a sama dyskusja chyba również nie jest coraz bardziej merytoryczna. Moje pierwsze pytanie brzmi więc: co, jeśli program naprawczy, który państwo przedstawili, się nie powiedzie? Co wtedy?
Przede wszystkim chcę powiedzieć, że liczymy na to, iż ten program jednak się powiedzie. Ma on w sobie wiele punktów, które już są realizowane i wdrażane. Chcemy, żeby przyniósł oczekiwany efekt.
Jeżeli pytamy, co stanie się w sytuacji, gdy program się nie powiedzie, to najpierw trzeba byłoby odpowiedzieć, jakie miałyby być powody takiego niepowodzenia. Otoczenie zewnętrzne w ochronie zdrowia jest dziś bardzo dynamiczne i wpływa zarówno na możliwości działania, jak i na proces restrukturyzacji szpitali. Widzimy, że sytuacja w ochronie zdrowia, szczególnie pod względem finansowym i organizacyjnym, jest bardzo trudna.
Trzeba też pamiętać, że dokument, o którym mówimy, to program działań naprawczych. Został przygotowany na określony dzień, przy konkretnych założeniach i przy wiedzy, którą wtedy posiadaliśmy. Jeżeli będą pojawiały się nowe okoliczności, będziemy modyfikować nasze działania tak, aby jak najwięcej z tego programu wyciągnąć. Być może uda się zrobić nawet więcej, niż pierwotnie zakładaliśmy.
To jest proces, który nie dzieje się z dnia na dzień. Jeżeli będziemy widzieli, że niektóre sprawy nie idą w kierunku, który założyliśmy, będziemy dostosowywać nasze działania. Wszystko po to, aby jak najbardziej zracjonalizować funkcjonowanie szpitala.
W ostatnich dniach plan naprawczy przygotowany przez państwa znalazł się w koszu. Pojawił się zarzut, że nie jest on adekwatny i że nie został przygotowany według wytycznych Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Czy to prawda? Co pan na to?
Warto to wszystkim wyjaśnić. Sytuacja wygląda tak, że ustawa, która została uchwalona we wrześniu 2025 roku, przewiduje dwie okoliczności. Pierwsza jest taka, że szpital, który poniósł stratę w roku 2025, ma obowiązek przygotować program naprawczy.
Natomiast wyłączone z tego obowiązku są te szpitale, które przed 17 września miały już obowiązujący program naprawczy i dotyczy to naszego szpitala, ponieważ nasz szpital taki program posiada. Obowiązuje on do końca tego roku, czyli do końca 2026 roku. Program naszych działań naprawczych jest więc rozszerzeniem tego, co robiliśmy do tej pory, i tego programu, który nadal funkcjonuje w naszym szpitalu.
Czyli ten pierwotny program został wdrożony? Bo pojawiły się też głosy, że nie.
Już na sesji Rady Powiatu przedstawiałem, ile działań zostało zrealizowanych w ramach programu naprawczego. Programy naprawcze to dokumenty, jak już wspomniałem, pisane na określony dzień. One mogą ulegać modyfikacji.
Myślę nawet, że zrobiliśmy dużo więcej, niż pierwotnie było założone. Nikt wtedy pewnie nie zakładał, że będziemy mieli własny rezonans magnetyczny. Nikt nie zakładał, że będziemy mieli robota chirurgicznego i będziemy operowali pacjentów najnowszymi technologiami i technikami. Nie było tam założenia, że wyremontujemy SOR, usprawnimy go, doposażymy blok operacyjny i wykonamy wiele innych rzeczy.
To wszystko, co zrobiliśmy do tej pory w ramach tego programu naprawczego, oraz to, co nadal robimy, to działania poprawiające opiekę nad pacjentami i funkcjonowanie szpitala. Po to właśnie są one realizowane.
Natomiast mówienie, że nasz program działań naprawczych jest niezgodny z ministerstwem, jest w ogóle pomyleniem pojęć, bo nie dotyczy to tego dokumentu.
Czyli uważa pan, że te zarzuty nie są adekwatne. A sama sytuacja, w której plan rzeczywiście znalazł się w koszu - czym według pana jest? Próbą ośmieszenia pana i pana działalności?
Chciałbym, żebyśmy dobrze zrozumieli sytuację. To nie jest tak, że w szpitalu działa jeden człowiek i jest nim dyrektor, jakkolwiek by się nazywał. W szpitalu pracuje ponad tysiąc osób. Kadra zarządzająca również jest szeroka, oczywiście na różnych szczeblach.
Prawda jest też taka, że napisałem ostatnio w swoim oświadczeniu – ponieważ pojawiło się wiele nieprawdziwych informacji na mój temat, na temat mojej wiedzy i mojego doświadczenia. Uważam, że mam dużą wiedzę i duże doświadczenie – powiedziałem to już wcześniej i mogę powtórzyć: próba uprawiania polityki na trudnej sytuacji w ochronie zdrowia, a także na trudnej sytuacji naszego szpitala i wielu innych szpitali, jest po prostu nieetyczna. Zdrowie nie ma barw politycznych, szpitale nie mają barw politycznych, medycyna nie ma barw politycznych. Powinniśmy dbać o to, aby ten system funkcjonował jak najlepiej, a nie próbować antagonizować ludzi.
Pan ma barwy polityczne?
Jako dyrektor szpitala nie mam barw politycznych. Mam oczywiście swoje przekonania, jak każdy człowiek, ale trzeba umieć to oddzielić. Ja potrafię to oddzielić i to oddzielam. Źle się dzieje, jeżeli ktoś próbuje na siłę te sprawy łączyć.
Jak wygląda obecnie sytuacja z programem naprawczym i jego wdrożeniem? Chodzi między innymi o rozmowy z Narodowym Funduszem Zdrowia.
Już w czasie przygotowywania tego dokumentu rozmawialiśmy z NFZ-em i z Ministerstwem Zdrowia. Teraz również rozmawiam z Narodowym Funduszem Zdrowia właściwie w każdym tygodniu.
Czyli Narodowy Fundusz Zdrowia nie zwraca uwagi na jakieś braki?
Nie. Rozmawiamy o tym, jak najlepiej podejść do działań, które zaproponowaliśmy, i kiedy będą one możliwe do realizacji. Wysłaliśmy już oficjalne pisma w ramach tych działań, które chcemy przeprowadzić. Wszystko wiąże się z określonymi procedurami, zgodami i opiniami, więc uruchomiliśmy te działania od początku lipca i pracujemy nad nimi.
Wdrożyliśmy już także wiele rozwiązań, szczególnie w zakresie oszczędności, gospodarki lekami i gospodarki materiałami. Nastąpiło również kilka, a właściwie kilkanaście, dobrowolnych odejść pracowników na emeryturę. Wszystkie te działania trwają i będą kontynuowane.
W programie naprawczym pojawia się temat pracowników, ich wynagrodzeń i różnych świadczeń. Część związków zawodowych, między innymi NSZZ „Solidarność” oraz Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych, nie zgadza się na pewne ustępstwa. Związki zwracają uwagę, że to nie one zarabiają najwięcej i że odpowiedzialność oraz koszty powinny być ponoszone solidarnie. Czy da się tutaj dojść do porozumienia?
Bardzo od początku liczyliśmy na to, że uda się dojść do porozumienia. Trzeba też jasno powiedzieć, że program działań naprawczych nie jest oparty wyłącznie na wyrzeczeniach pracowniczych. Tych działań jest bardzo, bardzo wiele i dotyczą różnych obszarów funkcjonowania szpitala.
Jednym z elementów, które zaproponowaliśmy, była rezygnacja z takiej stałej premii w wysokości 1 procenta, zmniejszenie Zakładowego Funduszu Świadczeń Socjalnych o 50 procent oraz zawieszenie czasowe porozumienia zawartego ze związkami w 2017 roku.
Jeśli chodzi o Zakładowy Fundusz Świadczeń Socjalnych, to znam szpitale, w których ten fundusz został zmniejszony do 5 czy 10 procent i związki zawodowe się na to zgodziły. My zaproponowaliśmy 50 procent. Jednocześnie pracownicy nie byliby potraktowani nierówno. Nie byłoby tak, że ci, którzy wcześniej otrzymali świadczenia, by je zachowali, a pozostali nie. Założenie było takie, że przez najbliższy czas osoby, które dotychczas tych świadczeń nie otrzymały, dostawałyby je w dwóch częściach po 50 procent. W ten sposób każdy byłby potraktowany równo.
Kolejna sprawa dotyczy porozumienia z 2017 roku. Jeżeli mamy w nim zapisane, że pracownikowi, który zarabia mniej niż średnia krajowa z roku ubiegłego, należy wypłacić de facto roczną odprawę, podczas gdy ustawowa odprawa wynosi trzy miesiące, to widzimy, że koszty dla szpitala bardzo rosną. Chodziło więc o to, żeby się dogadać, porozumieć i działać wspólnie.
Tym bardziej, że wszystkie związki zawodowe na początku prac nad programem naprawczym, jeszcze wiosną tego roku, deklarowały, że chcą wesprzeć szpital i pomóc. Padały nawet takie zdania, że związki pójdą na pewne ustępstwa i pomogą dyrekcji.
Czemu to się zmieniło?
I to jest dobre pytanie, bo widzimy, że są związki, które zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami rozmawiają konstruktywnie. Oczywiście nie ze wszystkim od razu się zgadzają i ja to rozumiem. Po to prowadzi się dialog, żeby znaleźć jakieś wspólne rozwiązanie.
Są jednak też takie związki, które mówią „nie” i ewentualnie formułują oskarżenia.
Pojawiają się też postulaty pana odejścia.
Pytanie brzmi, czy to rzeczywiście pozwoli szybko i sprawnie zrestrukturyzować szpital oraz wprowadzić program działań naprawczych. W mojej ocenie jest wręcz odwrotnie.
Czy bez porozumienia z tymi związkami zawodowymi da się wdrożyć program naprawczy?
Program już jest wdrażany i chcę to podkreślić. Jak powiedziałem, tylko jedną częścią były propozycje wymagające zgody związków zawodowych. Natomiast wszystkie inne działania, te kilkanaście punktów zapisanych w naszym programie naprawczym, takiej zgody nie wymagają i nad nimi pracujemy.
Wracając jeszcze do kwestii solidarności, o której pani wspomniała - takie właśnie było założenie. Niezależnie od formy zatrudnienia każdy miałby zgodzić się na pewne zmniejszenie swojego wynagrodzenia. Dotyczyło to wszystkich.
Dyrekcji również?
Tak, dyrekcji również. Ponieważ takie pytania padały, mówię to wprost: założenie było takie, że wszyscy się w to wpiszemy.
Lekarze również byli proszeni o ustępstwa. Czy znamy już odpowiedzi wszystkich lekarzy? Z tego, co pamiętam, część z nich była chyba na urlopach.
Tak, natomiast te rozmowy cały czas trwają i trwały. Co do zasady odzew jest dość pozytywny. Nie powiem, że 100 procent lekarzy powiedziało: zgoda. Myślę jednak, że jeżeli ten proces rzeczywiście by się rozpoczął, czyli byłoby widać, że wszyscy idziemy w tym samym kierunku, to byłoby to działanie, które pozwoliłoby szpitalowi zaoszczędzić trochę pieniędzy.
Mam jeszcze pytanie techniczne. Mówimy o związkach zawodowych, czyli dużych grupach pracowników zrzeszonych w szpitalu. A jak wygląda to w przypadku lekarzy? Czy każdy z nich podejmuje decyzję osobno, czy jest jakaś reprezentacja? Czy można powiedzieć, że na przykład wszyscy lekarze się zgodzą, bo takie ustalenia zapadły wewnątrz ich grup?
Lekarze pracują zupełnie inaczej. Co do zasady są to indywidualne umowy. Natomiast w trakcie rozmów widzieliśmy, że na jednym oddziale lekarze mówili: my wszyscy się zgodzimy, na innym również padały podobne deklaracje.
Codziennie rozmawiamy z ordynatorami, lekarzami i kierownikami komórek organizacyjnych, bo te działania wymagają wspólnej zgody. Szpital jest bardzo specyficznym miejscem pracy.
To chyba taki mały świat.
Tak. Ktoś kiedyś powiedział, że szpital jest trochę jak małe miasto. Ludzie tu pracują, dyżurują, jedzą, śpią, również się leczą. To rzeczywiście specyficzne środowisko.
Zawody medyczne są zawodami wolnymi, ale to oznacza również dużą samodzielność w wykonywaniu pracy. Za lekarza nikt nie wykona jego obowiązków i nikt nie weźmie za niego odpowiedzialności. Rozumiejąc tę specyfikę, trzeba też rozumieć, jak należy konstruować takie działania jak program naprawczy.
To polega również na uzgadnianiu, dogadywaniu się i motywowaniu do tego, aby różnego rodzaju zmiany mogły zaistnieć. Jak każdy człowiek, kiedy słyszymy, że ma nastąpić zmiana, czujemy, że wychodzimy ze strefy komfortu. Dlatego są to zawsze procesy dość złożone.
Trzeba jednak powiedzieć, że od jakiegoś czasu w całej Polsce panują złe nastroje, jeśli chodzi o zarobki lekarzy. Jak to wygląda w mieleckim szpitalu?
W naszym szpitalu pewnie jesteśmy podobni do wielu innych placówek, zarówno na Podkarpaciu, jak i w innych częściach kraju. Zarobki lekarzy są godne. To są wynagrodzenia kilkudziesięciotysięczne miesięcznie. Oczywiście mówimy o kwotach brutto, czyli o pełnym koszcie, z którego później opłacane są podatki, składki i inne należności. Wynagrodzenia są też uzależnione od tego, czy ktoś pracuje więcej czy mniej, jaki rodzaj pracy wykonuje, jakie ma kwalifikacje i doświadczenie. To wszystko ma znaczenie.
Czyli każdą umowę, każdy kontrakt negocjuje się osobno z konkretną osobą?
W ochronie zdrowia wygląda to trochę inaczej. Przepisy mówią jednoznacznie, że jeśli zatrudniamy lekarzy nie na umowę o pracę, tylko na kontrakt, to co do zasady mamy obowiązek ogłoszenia konkursu. Krótką umowę można zawrzeć bez konkursu, ale później zasadą są konkursy i my je ogłaszamy.
Lekarze składają oferty. Jeżeli jest ich dużo, mamy z czego wybierać. Jeżeli jest jedna, trzeba zastanowić się, co w ramach tej oferty jest możliwe i czy taka umowa może zostać zawarta.
Czy zdarzają się takie oferty pracy, na które nikt się nie zgłasza?
Zdarzają się.
A może pan zdradzić, jakie zarobki są wtedy proponowane?
Mówię o sytuacjach, w których nikt się nie zgłasza. Skoro nikt się nie zgłasza, to nie ma propozycji ze strony lekarzy.
My staramy się jednak, żeby jak najwięcej lekarzy pracowało w naszym szpitalu. Przynajmniej w części te starania są skuteczne. Pamiętam, że kiedy w 2023 roku przyszedłem do pracy w szpitalu, wielkim problemem było obsadzenie dyżurów lekarskich na SOR-ze. Tam naprawdę był bardzo duży problem.
To problem ogólnopolski?
Tak, w Polsce jest taka sytuacja i u nas również ona występowała. Natomiast dziś, przy dużym nakładzie pracy wcześniejszego dyrektora medycznego Piotra Stępnia, obecnej kierownik SOR-u Justyny Złotek, przy moim udziale oraz obecnego dyrektora do spraw medycznych, doktora Krzysztofa Milika, mamy grafik zapełniony z miesięcznym albo nawet dwumiesięcznym wyprzedzeniem.
Wpływa na to kilka rzeczy. Lekarze dziś zarabiają dobrze i godnie, ale w różnych miejscach również dobrze zarabiają. Sam fakt, że zmodernizowaliśmy SOR, przeorganizowaliśmy ten oddział i sposób pracy na nim, sprawił, że pojawili się chętni, którzy u nas pracują. To są bardzo złożone procesy i trzeba o nie dbać.
Trudno współpracuje się z lekarzami, jeśli chodzi o warunki, zarobki i zatrudnienie?
To wymaga dużego nakładu pracy. Nie wiem, czy oceniałbym to w kategoriach: trudno albo łatwo. Natomiast faktycznie wymaga to bardzo dużej pracy.
Chciałabym, żeby wyjaśnił pan jeszcze jedną sytuację. Jeżeli słyszymy o lekarzu, który pracuje 300 godzin w miesiącu, to łatwo policzyć, że wychodzi średnio 10 godzin dziennie, także w niedziele i święta. Czy to dużo? Czy lekarz pracujący w takim wymiarze jest w stanie wykonywać swoją bardzo odpowiedzialną i precyzyjną pracę dobrze? Dodam, że pytanie nie dotyczy konkretnego lekarza w mieleckim szpitalu.
To pytanie, na które odpowiedź musi być złożona. Praca w różnych miejscach jest różna i wykonuje się ją z różnym nakładem, także czasowym.
Na oddziałach szpitalnych lekarze pracują w podstawowym wymiarze czasu pracy. To jest około 170 godzin miesięcznie, zwykle około 166 godzin. Do tego dochodzą dyżury. W zależności od tego, ile lekarz ma dyżurów, ta liczba godzin odpowiednio się zwiększa.
Jeśli chodzi o sam dyżur medyczny, to lekarz zostaje na oddziale i opiekuje się pacjentami, którzy tam przebywają. Podstawowe czynności przy pacjentach prowadzone są w podstawowym wymiarze czasu pracy, czyli mniej więcej od godziny 7 do 14:35 albo 15. Później rozpoczyna się dyżur medyczny.
Oczywiście na oddziale są pacjenci, czyli osoby chore, więc lekarz reaguje w zależności od tego, jacy pacjenci akurat przebywają na oddziale i czy wymagają częstszej, czy rzadszej interwencji. Lekarze z oddziałów często konsultują też pacjentów na innych oddziałach. To również zdarza się zarówno w normalnym czasie pracy, jak i podczas dyżuru.
SOR jest natomiast specyficznym miejscem, bo tam pacjenci mogą przebywać przez całą dobę. Natężenie pracy jest różne. W godzinach nocnych pacjentów zazwyczaj jest mniej, ale mogą zdarzyć się sytuacje nieprzewidziane, bo dzień dniowi nierówny.
Jeżeli mamy czas epidemii grypy, na SOR-ze jest bardzo dużo osób. Jeśli są upały, również rośnie liczba pacjentów z problemami związanymi z wysoką temperaturą. Natężenie pracy jest więc różne, ale jakiś czas na odpoczynek też musi być, bo wszyscy jesteśmy ludźmi.
Czyli dyżur może trwać cały dzień?
Tak, na przykład w weekendy. Są też dyżury pod telefonem, na przykład w przypadku oddziałów zabiegowych. Jeden lekarz dyżuruje na miejscu, ale jeżeli przyjeżdża pacjent, którego trzeba pilnie zoperować i konieczna jest asysta, może go wesprzeć lekarz z innego oddziału, ale też są lekarze, którzy pozostają pod telefonem i czekają na ewentualne wezwanie, aby przyjechać do szpitala i pomóc przy operacji.
Jeżeli lekarz jest w domu, ale pozostaje w gotowości, to czy za te godziny otrzymuje takie samo wynagrodzenie jak wtedy, kiedy operuje?
Nie, nie, nie, zupełnie nie.
Czyli jest to jakaś część?
Tak, jestem jakaś część ale zupełnie niewielka część.
Po co płaci się lekarzowi skoro jest w domu?
Bo jest w gotowości. W każdym momencie może dostać telefon, musi szybko się zebrać i przyjechać do szpitala. Nie może wtedy prowadzić normalnego życia towarzyskiego, zakładać, że ma pełny odpoczynek, wyjechać gdzieś z domu z rodziną czy zaplanować sobie dowolnych aktywności.
To jest element gotowości, dyżur pod telefonem. Zresztą z tymi lekarzami są też czasem konsultowane niektóre przypadki. To jest więc praca wykonywana w innym miejscu. Od czasu pandemii mamy pojęcie pracy zdalnej, ale jak widać w medycynie funkcjonowało ono dużo wcześniej.
Czy uważa pan, że skupienie lekarza, nawet przy takim systemie pracy, pozostaje na wysokim poziomie?
Myślę, że trzeba byłoby poznać konkretny przypadek i konkretny przykład. Mamy przecież także lekarzy w zespołach ratownictwa medycznego, chociażby w pogotowiu. Tam wyjazdów w ciągu doby może być 10 czy 15, ale może się też zdarzyć, że będą dwa albo trzy. Wtedy wiadomo, że jest więcej czasu na odpoczynek. To wszystko zależy od konkretnej sytuacji.
Czyli rozumiem, że w mieleckim szpitalu nie ma takich patologii, o jakich mówiło się w przypadku niektórych szpitali w Polsce, jeśli chodzi o wynagrodzenia i liczbę godzin pracy? Zastanawiające jest też to, dlaczego przy informacjach o pracy po 600 godzin miesięcznie gdzieś w systemie nie zapala się czerwona lampka. Choć to nie pytanie do pana. Przecież to wydaje się to niemożliwe, dlaczego NFZ tego nie weryfikuje?
Czasem pojawiają się pytania, czy lekarz pracuje u nas, czy w innym miejscu. Dotyczy to pojedynczych przypadków, ale raczej nie jest związane z taką liczbą godzin pracy, tylko z tym, że coś gdzieś nałożyło się w systemie. My zawsze sprawdzamy to rzetelnie i tutaj nie mamy z tym problemu.
Wróćmy jeszcze do programu naprawczego. Dużo mówił pan o SOR-ze. Czy ten program wpłynie na działanie Szpitalnego Oddziału Ratunkowego i na to, jak pacjenci są tam przyjmowani? W komentarzach często pojawiają się głosy, że na SOR-ze długo się czeka, czasem godzinami. Czy program naprawczy może tę sytuację pogorszyć albo poprawić?
Dążymy do tego, aby liczba łóżek, które służą przyjmowaniu pacjentów zachowawczych, była większa. W ramach programu działań naprawczych chcemy, żeby ta liczba również wzrosła.
Jeśli chodzi o oczekiwanie pacjentów na SOR-ze, ono ma kilka powodów. Pierwszy jest taki, że nie wszyscy pacjenci, którzy trafiają do szpitalnego oddziału ratunkowego, rzeczywiście powinni tam trafić. Jeżeli pacjent przychodzi po godz. 18 ze skierowaniem z podstawowej opieki zdrowotnej, to oczywiście musi zostać zaopatrzony, bo nikt, patrząc na człowieka, nie stwierdzi od razu, czy wymaga pomocy, czy nie.
Kto właściwie powinien trafiać na SOR?
Osoby w nagłym stanie zagrożenia zdrowia i życia. Nie osoby, które chorują od jakiegoś czasu, trochę gorzej się poczuły albo akurat w danym momencie, z różnych powodów, zdecydowały się przyjść. Nie mówię, że to są osoby zdrowe, ale SOR jest przeznaczony dla nagłych przypadków.
Drugi aspekt jest taki, że każdy szpital ma ograniczoną liczbę łóżek. Nie możemy dowolnie ich zwiększać. Jeżeli trafia wielu pacjentów z podobnym schorzeniem i wszyscy powinni zostać zakwalifikowani do oddziału, na którym akurat brakuje miejsc, trzeba poczekać na wypisy innych pacjentów. To również wydłuża czas oczekiwania.
Po to stworzono system triażu w szpitalnych oddziałach ratunkowych, aby kwalifikować pacjentów według pilności interwencji.
To takie wstępne badanie?
Tak, to wstępna ocena stanu pacjenta. Chodzi o to, aby było wiadomo, czy dana osoba wymaga natychmiastowej pomocy, czy może poczekać dłużej. Stosuje się oznaczenia kolorami. Pacjenci w najmniej zagrażającym stanie, czyli oznaczani na zielono, czekają najdłużej.
Zdarza się również, że pacjent czeka na konsultację lekarza z innego oddziału. Ten lekarz może w tym czasie zajmować się innymi pacjentami albo, jeśli jest zabiegowcem, może akurat operować. Takie sytuacje również wpływają na czas oczekiwania.
Jeżeli spojrzymy na statystyki, to widać, że w naszym SOR-ze codziennie zaopatrywanych jest kilkudziesięciu pacjentów. Natężenie pracy jest więc duże.
Czy brakuje lekarzy? Powinno być ich więcej, aby zmniejszyć to natężenie?
Dziś mamy taką sytuację, że są określone wymogi dotyczące liczby lekarzy i my te wymogi nie tylko spełniamy, ale często mamy też dodatkowego lekarza.
Dodatkowego lekarza pod telefonem?
Nie, fizycznie obecnego na miejscu. Chodzi o to, aby przy dużym natężeniu pracy usprawnić działanie oddziału. Trzeba jednak pamiętać, że na SOR-ze nie da się przewidzieć wszystkiego. Pacjenci nie przychodzą równomiernie co pół godziny czy co godzinę. Może być tak, że przez trzy godziny nie ma nikogo, a potem w ciągu 15 minut pojawia się 10 pacjentów.
Zapytam jeszcze o konsolidację. Czy konsolidacja zewnętrzna to temat zamknięty?
Jeśli spojrzymy na trendy w kraju i na to, o czym mówią właściwie wszystkie ugrupowania polityczne, to widzimy, że forma konsolidacji szpitali jest dziś przedstawiana jako konieczna. Mówią o tym zarówno przedstawiciele obecnie rządzącej koalicji, jak i środowiska opozycyjne, Polskie Stronnictwo Ludowe czy Prawo i Sprawiedliwość. Ostatnio słyszeliśmy też wypowiedź marszałka, który mówił, że jest to proces w zasadzie nieunikniony.
W tym sensie trudno powiedzieć, że temat jest całkowicie zamknięty, skoro słyszymy tyle głosów, że konsolidacja jest koniecznością. Pytanie dotyczy jednak zasad, sposobu i terminu. Do tego powinny zostać stworzone jednoznaczne warunki zewnętrzne.
Dobrze. Przejdziemy jeszcze do naszego nowego formatu, czyli pytań: tak czy nie:
Czy lubi pan swoją pracę?
Powiedziałbym, że są elementy, które lubię w tej pracy, ale są też takie, które są dla mnie trudne. To zależy, jak rozumiemy pytanie o pracę.
Jeśli chodzi o sytuacje, w których docierają do mnie informacje, że ktoś mnie oczernia, zniesławia albo nie tyle krytykuje, ile - w mojej ocenie - w niektórych przypadkach wypełnia to definicję hejtu, to oczywiście nie jest to dobre. Nie lubię tego, jak każdy człowiek. Nie jest mi to obojętne, tym bardziej że nie chodzi tylko o mnie. Mam przecież rodzinę i znajomych.
Z drugiej strony słyszę też wiele słów wsparcia i to jest bardzo ważne. Natomiast sama praca to co innego. Praca polega na tym, żeby zarządzać szpitalem, wspólnie dążyć do jego rozwoju i jak najlepszego funkcjonowania. Jeśli tak rozumiemy to pytanie, to powiedziałbym, że jest wiele elementów tej pracy, które lubię i cieszę się, że się dzieją. Są jednak również trudne sytuacje i uczciwie trzeba to powiedzieć.
Moje zarobki są dobrze dopasowane do mojej pracy. Moja pensja dobrze oddaje to, ile mam na głowie. Tak czy nie?
W mojej ocenie zarabiam godnie. Natomiast rzeczywiście problemów i nakładu pracy jest bardzo, bardzo dużo. Jeśli ktoś sądziłby, że moja praca trwa od godz. 7 do 15, to nie jest to prawda. To jest praca na tak zwany pełny zegar.
Różnego rodzaju działania, rozmowy i prace odbywają się właściwie przez całą dobę. Staram się oczywiście wykroić trochę czasu wolnego, ale to wcale nie jest proste. Jestem człowiekiem mocno obłożonym pracą. Odpowiadając więc na to pytanie, powiedziałbym: tak, zarabiam godnie, ale mam też bardzo duży nakład pracy.
Najtrudniejszą częścią programu naprawczego jest dogadanie się z pracownikami.
Nie wiem, czy to jest najtrudniejsza część, ale na pewno jest to część bardzo ważna, czasochłonna i pochłaniająca wiele energii. Nie jest jednak jedyna.
To zależy też od tego, o kim rozmawiamy. Z częścią osób rozmawia się tak, że od razu idziemy wspólnie w jedną stronę. Z częścią osób, jak wiemy, jest inaczej. Wtedy rzeczywiście jest to trudne.
Personalne ataki na mnie są formą robienia polityki na sytuacji szpitala - tak czy nie?
Tak to oceniam. Już trochę dzisiaj o tym mówiłem. Faktycznie uważam, że personalne ataki na mnie wyglądają właśnie w ten sposób.
Chodzi także o próbę łączenia mojej funkcji dyrektora z tym, że jestem radnym. Jeżeli ktoś mówi, że z tego powodu mam gorzej albo lepiej zarządzać szpitalem, albo że powinienem czy nie powinienem pełnić tę funkcję, to trudno powiedzieć, że to nie jest polityka. To jest próba robienia polityki, a jak już mówiłem, na szpitalach nie powinno się robić polityki. Ja tego nie robię.
W takim razie życzymy powodzenia w realizacji programu naprawczego. Dziękuję bardzo.
Dziękuję bardzo.
Dziękuję państwu.
Komentarze (0)