Drzewa wycięto
Przypomnijmy, że chodzi o głośną budowę na skrzyżowaniu ul. Ducha Świętego i Kilińskiego w Mielcu, prowadzoną przez SMS. W miejscu, które przez lata było terenem zielonym, ma stanąć blok w kształcie litery L, a jego budowa idzie pełną parą.
Jeszcze niedawno rosły tam drzewa, z których - jak podkreślają mieszkańcy - korzystała lokalna społeczność. Część z nich mielczanie mieli sami sadzić i pielęgnować.
Dzisiaj po zielonym terenie pozostało niewiele. Wokół prowadzone są prace budowlane, a mieszkańcy pobliskich bloków obserwują postęp inwestycji z okien swoich mieszkań.
To jednak nie koniec ich problemów. Jak mówią, po rozpoczęciu prac pojawił się również uciążliwy hałas i kurz od wczesnych godzin porannych.
„Mam pod samym oknem huk”
Podczas spotkania mieszkańcy nie chcieli pokazywać twarzy, ale zgodzili się opowiedzieć o swoich odczuciach. Jednym z tematów, który powtarzał się w rozmowach, był hałas związany z pracami budowlanymi.
„Mam pod samym oknem huk, codziennie rano jeżdżą. Dużo zainwestowałem w to mieszkanie, dużo zainwestowaliśmy. 30 lat tu mieszkam, by spokój, a teraz takie coś.”
Inny mieszkaniec bloku przy Bajana podkreśla, że z budową zmaga się niemal bezpośrednio pod swoim oknem.
„Od początku tutaj mieszkam, już blisko 40 lat. Kilka metrów od okna przejeżdżają mi te auta budowlane. Wracam po drugiej zmianie i nie mam spokoju. Tutaj powinien być jakiś park, tyle lat się tutaj mieszka i nic się w naszym rejonie nie zmieniło pod tym względem z wyjątkiem jeden piaskownicy i huśtawki. Od lat starałem się od wycięcie jednego drzewa, bo przechyla się i śmieci i nie dało się tego wyciąć, a tutaj bez problemu wycięto 19 drzew” - mówi mieszkaniec.
„Skrzywdzono nas jako mieszkańców”
Dla części osób największym problemem pozostaje jednak utrata zieleni.
„Bardzo krytycznie oceniam tę koncepcję. Skrzywdzono nas jako mieszkańców. Jesteśmy tutaj wszyscy zżycia z tym terenem zielonym. Usiłowaliśmy się dowiadywać w spółdzielni, u prezesa i prezydenta. Wysyłaliśmy pisma. Moim zdaniem wygląda to źle. Po nagłośnieniu sprawy przez media spodziewaliśmy się, że ktoś do nas przyjdzie, zainteresuje się, będzie rozmawiał, jak to zrobić, aby było dobrze. Dzisiaj ludzie potrzebują przestrzeni, zwłaszcza dla zdrowia psychicznego. Wielu ludzi choruje zwłaszcza na nerwice, na depresje. To było nasze ukojenie, nasze trzecie płuco. Krzyk rozpaczy jaką wielką krzywę nam wyrządzają tą decyzją” - mówił inny mieszkaniec.
Mieszkańcy zwracają uwagę, że teren przez lata był miejscem odpoczynku, zabawy dzieci i spotkań sąsiedzkich.
„Tak się grało w piłkę, bawiło się, można było to zorganizować inaczej”
Jedna z mielczanek mówi z kolei:
„Tutaj był taki plac, zieleń, ludzie mieszkają tu od 30 czy 40 lat, sama mieszkam tu 20 lat. Moje dzieci kiedy były małe, chętnie tutaj się bawiły. Zamiast zrobić coś dla ludzi zabierają miejsca, które są zielone. I tu jeszcze będą przecież parkingi.”
Nowe drzewa nie przekonują mieszkańców
Jeszcze w lipcu tego roku SMS, chcąc zrekompensować przyszłą wycinkę, posadził na terenie kilka młodych drzewek. Mieszkańcy nie kryją jednak obaw, czy rośliny przetrwają trwające prace budowlane.
„Pracownicy nie uważają na te drzewa. Jeżdżą sprzętem między tymi drzewami. Powinno to być lepiej zabezpieczone, bo inaczej nie sądzę, żeby te drzewa mogły dalej funkcjonować” - mówił jeden z mieszkańców.
Lokatorzy zwracają również uwagę na różnicę między drzewami, które rosły tam przez dziesięciolecia, a nowymi, niewielkimi sadzonkami. Jak podkreślają, nawet jeśli wszystkie się przyjmą, miną lata, zanim zapewnią podobną ilość cienia i zieleni.
Niektórzy zauważają, że nowe drzewka zostały posadzone w lipcu, w okresie największych upałów, które z pewnością dobrze pamiętamy, a to - zdaniem mieszkańców - nie jest najlepszy okres na tego rodzaju operacje.
SMS zdecydował się przy tym zasadzić więcej drzew, niż wynikało z nałożonych na niego obowiązków związanych z rekompensatą za wycinkę. Warto też pamiętać, że nie wszystkie drzewa rosnące na spornym terenie zostały usunięte. Część z nich wciąż rośnie i nie ma ma informacji o tym, że miałoby się to zmienić.
„Nosił wodę z domu własną wiadrami”
Dla mieszkańców drzewa mają również wymiar sentymentalny. Jeden z mężczyzn, który uczestniczył w spotkaniu z nami, jeszcze w latach 80. sadził drzewa na tym terenie.
„Nosił wodę z domu własną wiadrami i podlewał te drzewa.” - wspominali pozostali.
Dziś patrzy więc na miejsce, które przez lata współtworzył, z zupełnie innej perspektywy.
„Zieleń cieszy człowieka, człowiek odpoczywa w takim otoczeniu. Wiem, że to nikogo nie obchodzi, ale nie przekładajmy wszystkiego na zyski. Jak człowiek widział tę wycinkę, to się płakać chciało. Krótko tu mieszkam, ale przyzwyczaiła się.” - mówi jedna z pań.
Młoda rodzina kupiła mieszkanie dla zieleni
Wśród zebranych były także osoby, które zdecydowały się zamieszkać w tym miejscu właśnie ze względu na jego otoczenie. Zapytaliśmy młodą rodzinę, dlaczego wybrała tę część Mielca.
„Ze względu na otoczenie, na zieleń, na to że wszystko jest blisko: i przedszkole i kościół i piekarnia. Szczerze mówiąc na cały Mielec tych drzew na osiedlach jest niewiele. Tutaj nasze dziecko miało gdzie wyjść, pobawić się, pobiegać, spędzić czas z rówieśnikami. (...) A teraz co? Z przodu beton, z tyłu beton i od 6:30 mam jeden wielki hałas. Agregat chodzi cały czas. Zainwestowaliśmy w to, utopiliśmy kawał pieniędzy. Teraz jest pełno dymu i hałasu. Nie ma gdzie wyjść z dzieckiem, a do lasu muszę jechać daleko. Kto mi da rekompensatę za huk i trzask? Przedtem drzewa stwarzały cień, teraz je wycięli. Żyjemy w Mielcu, gdzie firmy nas trują, a tutaj był taki zielony zakątek i już go nie ma”
Jej mąż dodaje:
„Mamy balkon akurat z tamtej strony. Wcześniej wychodziło się z dzieckiem, spacerowało, teraz nie ma takich możliwości. Teraz nasze dziecko nie chcę nawet wychodzić, bo została kupa gliny i piachu. Jest nam przykro.”
„Mieszkańcy zostali pominięci”
Część mieszkańców ma również żal o sposób, w jaki zostali poinformowani o inwestycji.
„Dzwoniłam do kierownika, mam żal, że moje zdanie się tutaj nie liczyło, że mieszkańcy, którzy już tutaj są, zostali pominięci”
Jak twierdzą lokatorzy, o planowanej inwestycji mieli dowiedzieć się dopiero wtedy, gdy decyzje dotyczące budowy były już podjęte.
„Dowiedzieliśmy się po fakcie, od sąsiada, jak już wszystko było postanowione”
„Dobrze by się było dowiedzieć wcześniej, usłyszeć, będą utrudnienia, będzie hałas, przepraszamy.”
Mieszkańcy wskazują również, że jako osoby posiadające własność mieszkań i wykupiony grunt pod nimi oczekiwali wcześniejszej informacji o planowanych zmianach.
SMS tłumaczy natomiast, że co do zasady nie ma takiego obowiązku ze względu na odrębność działek - działka, na której powstaje nowy blok, jest oddzielona od tej, na której znajdują się bloki przy ul. Bajana.
Budowa potrwa dwa lata
Mieszkańcy wiedzą już, że na szybki powrót do dawnego spokoju nie mogą liczyć. Budowa ma potrwać około dwóch lat.
Dla osób mieszkających w bezpośrednim sąsiedztwie oznacza to kolejne miesiące funkcjonowania obok placu budowy. I właśnie tego najbardziej się obawiają - że teren, który przez lata był dla nich miejscem odpoczynku, zostanie zastąpiony przez zabudowę, beton i infrastrukturę, a codziennością stanie się również hałas maszyn budowlanych.
Jak podkreślają, nie chodzi im wyłącznie o samą budowę. Chcieliby przede wszystkim, aby przy podejmowaniu takich decyzji uwzględniano również głos osób, które już od kilkudziesięciu lat mieszkają w tym miejscu.
Komentarze (0)