reklama

„Chrześcijaństwo niedzielne kiedyś musi polec” - ks. Waldemar Ciosek

Opublikowano:
Autor:

„Chrześcijaństwo niedzielne kiedyś musi polec” - ks. Waldemar Ciosek - Zdjęcie główne
Zobacz
galerię
15
zdjęć

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościPo powitaniu "Szczęść Boże" wcale nie zrobiło się politycznie. Gościem "Kwadransa z Korso" był ksiądz Waldemar Ciosek, proboszcz parafii Ducha Świętego w Mielcu, wieloletni wikariusz i katecheta, Mielczanin roku 2021, a także muzyk.

Proszę księdza, bardzo zmieniła się w ostatnim czasie forma nauczania religii w szkołach. Mamy już jedną godzinę, zajęcia nie są oceniane, muszą odbywać się na początku albo na końcu lekcji. Jak ksiądz ocenia te zmiany, już z perspektywy czasu?

Te zmiany idą bardzo szybko. Pamiętam, że kilka lat temu jeden z biskupów niemieckich przyjechał do Polski i przywitał się bardzo znamiennie: „Kochani, przybywam z waszej przyszłości. Jeśli nic nie zrobicie, przybywam z waszej przyszłości”. Mówił wtedy o sytuacji, w której nie ma księży, religia jest wyrzucana ze szkół, a wszystko, co święte, jest usuwane z przestrzeni publicznej.

Dzisiaj, gdyby ten sam biskup przyjechał do Polski, nie musiałby już chyba mówić: „Przybywam z waszej przyszłości”, tylko „Przybywam z waszej teraźniejszości”, bo u nas zaczyna wyglądać to podobnie.

reklama

Rzeczywiście zmiany są bardzo szybkie. Desakralizacja i dechrystianizacja świata są bardzo obecne. To niestety przyszło również do tej Polski, o której przez lata mówiono, że jest bardzo katolicka.

- Nadal jesteśmy takim krajem, jak się o nas mówi? 

Wszystkie statystyki pokazują, że wciąż jesteśmy w pewnej czołówce. Są dwa ważne wskaźniki - Dominicantes i Communicantes. Dominicantes pokazuje udział ludzi uczestniczących w niedzielnej Mszy Świętej, natomiast Communicantes - udział osób przystępujących do Komunii Świętej.

Patrząc na moją parafię, mam wrażenie, że ten drugi wskaźnik rośnie. Coraz więcej ludzi pojawia się również w dni powszednie na Eucharystii. 

Być może więc maleje liczba takich „letnich”, niedzielnych katolików, a wzrasta liczba osób, które rzeczywiście jasno deklarują swoją wiarę. 

reklama

Pandemia nam pokazała, kim jesteśmy i w jakim miejscu się znajdujemy. Ci, którzy byli gdzieś na obrzeżach, odeszli. Szkoda, bo Kościół jest dla wszystkich. Ciągle powtarzam moim parafianom, że jestem również proboszczem tej połowy parafii, która do kościoła nie chodzi.

- Co robią duszpasterze, żeby liczba katolików wzrastała? Dawniej mówiło się o kościele dla mas. 

To jest właśnie pytanie. Kiedyś rzeczywiście Kościół był Kościołem masowym. Dzisiaj Kościół masowy przestaje istnieć.

Pamiętam lata 80., kiedy świątynia była przestrzenią, w której spotykaliśmy się również jako Polacy. Kościół budował poczucie patriotyzmu, był miejscem sprzeciwu wobec zła, które się działo. Dzisiaj sytuacja wygląda inaczej, jesteśmy bardziej spolaryzowani i mamy zupełnie inne podziały.

reklama

- Ale nadal trudno wyobrazić sobie Polskę bez chrześcijaństwa.

To prawda. Trudno wyobrazić sobie Polskę bez tego, co chrześcijańskie, bez tego, co związane z Kościołem. Gdyby usunąć wszystko, co jest związane z Kościołem, z muzeów, z przestrzeni kultury, z przestrzeni sakralnej, to bardzo wiele z naszej historii po prostu by zniknęło.

Polska zawsze była krajem chrześcijańskim. Myślę, że trzeba to podkreślać i tego ciągle bronić. To jest bardzo ważne, bo chrześcijaństwo stanowi pewien fundament, filar naszej kultury.

- Z własnego doświadczenia, chcę zapytać o młodych ludzi. Często uczę języka polskiego. W dużym uproszczeniu możemy powiedzieć, że literatura polska opiera się na religii albo wprost, albo wprost albo jest jej przeciwna. Na przestrzeni lat widzę zmianę w podejściu młodych ludzi do Boga i podobnych tematów. Dawniej, gdy pytało się o najważniejsze wartości, często pojawiały się rodzina, Bóg, zdrowie. Dzisiaj Boga często nie ma już wśród tych najważniejszych wartości lub nie ma go wcale. Jaka będzie Polska za 15-20 lat?

reklama

Procesy desakralizacyjne i dechrystianizacyjne rzeczywiście idą bardzo szybko. Natomiast ja ciągle wierzę w to, że Kościół w Polsce jest na tyle mocny - myślę zarówno o hierarchii, jak i o tak zwanym ludzie Bożym - że różne pomysły na Kościół, różne pomysły na parafię, które podejmujemy, potrafią stawiać czoła tym zagrożeniom. Wierzę, że jednak to wszystko wygramy.

Wygraną będzie to, że ludzie zaczną myśleć w kulturze chrześcijańskiej. Że wszystkie wybory, których dokonujemy - moralne, życiowe czy zawodowe - będą podejmowane w kluczu tego, co jest związane z kulturą chrześcijańską.

Mamy przecież tysiąc lat historii Polski. Ta historia zawsze była związana z chrześcijaństwem i z Panem Bogiem.

- Mówił ksiądz o czasach Solidarności i komunizmu, kiedy Kościół odgrywał bardzo dużą rolę. Dzisiaj tej roli może już nie pełnić w takim zakresie. Co Kościół może zaoferować ludziom żyjącym we współczesnych czasach?

Wie pani, to chyba nieprawda, że mamy kryzys Kościoła. Nieprawdą jest również to, że kościoły są puste i że chrześcijaństwo się chyli. W mojej pracy duszpasterskiej tutaj, w Mielcu, widzę zupełnie inną rzeczywistość.

Mielec jest postrzegany w naszej diecezji jako jedna z trudniejszych części, jeżeli chodzi o praktyki religijne, ale patrząc na wskaźnik Dominicantes, jesteśmy jednak w czołówce. Ciągle wierzę więc, że rzeczywistość nie wygląda tak źle, jak czasami się ją przedstawia.

Spotykam się z młodymi ludźmi. Mamy przecież różne działania duszpasterskie w naszych parafiach. Organizujemy już 17. obóz dla dzieci i młodzieży, w którym co roku uczestniczy około 130 osób. W najbliższą niedzielę również jedziemy w góry - dwa autobusy młodych ludzi.

Nie ma więc żadnego kryzysu?

Oczywiście, problemy są, ale trzeba patrzeć również na to, co się dzieje dobrego.

Jan Paweł II podpowiadał nam, że jeżeli ktoś będzie traktował wiarę powierzchownie, tylko niedzielnie, to wcześniej czy później się wycofa. Ja ciągle powtarzam parafianom, że chrześcijaństwo niedzielne kiedyś musi polec. Musi być coś więcej.

I tutaj pojawia się rola parafii.  Od tego jest Kościół i parafia, żeby proponować różne formy przychodzenia do Kościoła. Nie tylko na Mszę Świętą, ale do wspólnot, na spotkania, do różnych grup i przestrzeni, w których można pogłębiać swoją wiarę.

- Religia zaczyna wracać do parafii?

Czasy ciągle się zmieniają. Paradoksalnie uważam, że to, co się teraz dzieje, może być dobrym zjawiskiem. Mamy jedną godzinę religii w szkole. Pewnie to jest za mało, ale już tłumaczę, dlaczego mimo wszystko dobrze, że jestem w szkole.

Szkoda, że tylko przez jedną godzinę, ale nasi biskupi ciągle zapraszają do tego, żeby druga godzina była przeżywana w przestrzeni sakralnej, w punktach katechetycznych i przy parafiach. Tam ludzie mogliby przychodzić po to, żeby pogłębiać swoją wiarę.

- Istnieje jakieś odgórne zarządzenie, żeby tę drugą godzinę religii organizować przy parafii?

To nie jest zarządzenie, ale podpowiedź. Biskupi rozeznają znaki czasu i podpowiadają. Głęboko w to wierzę, że parafia ma jeszcze niesamowite możliwości i przestrzeń, w której można wykorzystać obecność młodzieży, dzieci, ale także dorosłych. Punkty katechetyczne i domy katechetyczne mogą służyć właśnie formowaniu ludzi.

- Jak to wygląda w parafii Ducha Świętego w Mielcu?

Już to robimy. Nasza parafia jest pewnym wzorcem. Kiedyś zdobyliśmy tytuł najbardziej aktywnej parafii w Polsce. Wygraliśmy z potężnymi parafiami z całego kraju i zajęliśmy pierwsze miejsce.

Mamy ogromne szczęście, że dysponujemy Katolickim Ośrodkiem Kultury z wieloma salami. Pamiętam, że kiedy zostałem proboszczem, pojawiały się różne pomysły, żeby sale katechetyczne zamienić na hurtownię, aptekę, siłownię czy gabinet lekarski. Nie. Parafianie budowali Katolicki Ośrodek Kultury po to, żeby dokonywała się tam formacja. Dzięki Bogu przez cały rok możemy tę przestrzeń oferować dzieciom, młodzieży i dorosłym.

Podejmujemy różne próby. Ostatnio wprowadziliśmy katechezę raz w miesiącu dla dorosłych i młodzieży.

- Co dzieje się na takim spotkaniu?

Chcemy razem z ludźmi i młodymi czytać Katechizm Kościoła, poznawać jego fundamenty. Wydaje mi się, że poznanie fundamentów pomoże człowiekowi mocniej stanąć na obu nogach.

Pierwsza katecheza już się odbyła. Było kilkanaście osób. Pewnie będzie ich coraz więcej, ale mamy też inne działania duszpasterskie.

- A jak funkcjonują spotkania dla dzieci i młodzieży, które mają być uzupełnieniem jednej godziny religii w szkole?

Uczulam moich księży i sam zresztą tak robię, bo jestem opiekunem kilku grup duszpasterskich, żeby oprócz samego bycia razem we wspólnocie dawać ludziom również wiedzę religijną.

Bo żeby wierzyć, trzeba wiedzieć, w co się wierzy.

Wiara rodzi się ze słuchania.

Dokładnie. Musimy więc dawać te fundamenty. Są one potrzebne nie tylko dzieciom przygotowującym się do pierwszej Komunii Świętej czy młodzieży, ale wszystkim. 

Kiedy młodzi przychodzą na spotkania, często okazuje się, że tych podstawowych wiadomości im brakuje. Być może przez lata w Kościele za dużo mówiło się o polityce czy innych sprawach, a za mało o samych fundamentach wiary. Takie zarzuty się pojawiały.

Natomiast nauczanie religii w szkole niesie też pewne niebezpieczeństwo - nauczamy dzieci, a błogosławimy dorosłych. A powinno być chyba odwrotnie.

Kościół musi wykorzystać każdą szansę, żeby docierać do ludzi. Pamiętam czasy, kiedy religii uczyliśmy nie w szkole, ale w punktach katechetycznych. Kiedy byłem duszpasterzem młodzieży w Tarnowie, obserwowałem przejście z sali katechetycznej do szkoły. W sali katechetycznej, ucząc młodzież ze szkoły średniej, w ciągu roku przepadało 16, 18 czy nawet 20 spotkań. W szkole było ich 45-50.

- Czy powrót drugiej godziny do parafii może być więc szansą na lepszą formację?

Jest taka szansa. Problem polega jednak na tym, że nie będzie to obowiązkowe. Przychodzić będą tylko te osoby, które będą chciały.

I tutaj mamy pewne zmartwienie, bo na religię nie przychodzą czasem dzieci z wierzących rodzin tylko dlatego, że mogą później przyjść do szkoły, wyspać się albo wcześniej z niej wyjść. Tymczasem na spotkania parafialne często przychodzą osoby rzeczywiście zainteresowane wiarą, również ludzie dojeżdżający z daleka.

To jest pewna słabość i niedoskonałość obecnego systemu nauczania religii. Nie jest dobrze, kiedy religia staje się jedynie przedmiotem w planie lekcji, zamiast być również przestrzenią pogłębiania wiary.

- Jak zmieniła się sama katecheza, odkąd mamy jedną godzinę religii zamiast dwóch? Czy materiału jest mniej, czy jest po prostu przekazywany w inny, lżejszy sposób? Tym bardziej że religia nie jest już oceniana.

Zawsze w katechezie było pytanie: wymagać czy nie wymagać? Wiedza czy bardziej wiara? I tutaj nasi biskupi, moim zdaniem, bardzo mądrze to rozwiązali. Oczywiście w szkole niech będzie wiedza, bo żeby wierzyć, trzeba wiedzieć, w co się wierzy.

Wiedza, przekaz wiary i informacji, religiologia, dogmatyka, historia Kościoła - to powinno być w szkole. Natomiast w parafii powinna być formacja, czyli wprowadzenie do aktu wiary, do przyjmowania Pana Boga, do podejmowania decyzji wynikających z wiary.

- Czyli rozmowy, nauczanie, czytanie Pisma Świętego i jego rozważanie?

Tak. Spotkanie grup dziecięcych, młodzieżowych czy dorosłych wygląda bardzo podobnie. Na początku jest modlitwa, Pismo Święte, potem krótka katecheza, a następnie rozmawiamy na tematy, które pojawiają się w grupie.

- Ile osób uczestniczy w takich grupach?

W szczycie działalności naszej parafii mieliśmy 37 grup duszpasterskich. Są grupy bardzo liczne, liczące kilkadziesiąt osób, ale są też takie, jak Akcja Katolicka, które mają po kilkanaście osób. Ja mówię tak: z każdej osoby się cieszymy. Kiedyś łowiliśmy ludzi sieciami, tysiące. Dzisiaj łapiemy ich pojedynczo, indywidualnie.

- A czy jest osobne spotkanie dla osób, które nie chodzą na religię w szkole, a chciałyby uzupełnić tę godzinę przy parafii?

Nie, osoby mogą dołączać do grup, które już istnieją. Oferta naszej parafii, jeśli chodzi o grupy duszpasterskie, jest bardzo duża. Są grupy dziecięce, młodzieżowe i dla dorosłych. Jest z czego wybierać.

- Rozumiem, że udział w nich jest bezpłatny?

Tak, za nic nie płacimy. Dobra Nowina jest zbyt dobrą nowiną, żeby na niej zarabiać. Trzeba się nią dzielić.

Ja mówię, że jestem ojcem, który chce dawać. Ojciec ma dawać, a nie brać. To jest moja filozofia, również jeśli chodzi o pieniądze.

- Chciałabym jeszcze zapytać o ostatnie, bardzo niepokojące wydarzenia w szkołach. Mieliśmy przypadki agresji, w tym ataki z użyciem noży. Czy ksiądz widzi jakąś korelację między odchodzeniem młodych ludzi od Kościoła i wiary a zwiększoną agresją, brakiem przebaczenia czy narastającą złością?

Ocena tych wydarzeń często jest zero-jedynkowa. Winimy nauczyciela, rodziców, szkołę, Kościół, politykę, władze, a czasami nawet samego Pana Boga. Tymczasem te podziały nie prowadzą w dobrym kierunku.

Wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Kościół, rodzice, katecheza, dyrekcje szkół, politycy i władze. Wszyscy powinniśmy pochylić się nad losem dzieci i młodzieży.

W naszej parafii mamy bardzo dobre doświadczenia ze szkołami. Dyrektorzy i nauczyciele podejmują współpracę z Kościołem i parafią, między innymi przy przygotowaniu do sakramentów świętych i bierzmowania.

Mam taki dobry zwyczaj, że na początku września zapraszam na kolację wszystkich dyrektorów szkół. Chodzi o to, żeby porozmawiać i nawiązać współpracę. Dyrektorzy przychodzą, bo nie wyobrażamy sobie, żeby w formacji i wychowaniu młodego człowieka - dziecka czy młodzieży - nie uczestniczyli rodzice, szkoła i parafia, czyli ksiądz. To jest wspólna odpowiedzialność.

- Wróćmy jeszcze do samej jednej godziny religii w szkole. Co obecnie dzieje się podczas tych lekcji? W przeszłości pojawiały się głosy, że religia jest traktowana trochę po macoszemu, że często ogląda się filmy albo po prostu rozmawia.

Niektórzy mają takie liberalne podejście, że na religię przychodzimy, porozmawiamy sobie, może padnie jakieś pytanie i przejdziemy do kolejnego tematu. Tymczasem religia ma określony program - od pierwszej do ósmej klasy szkoły podstawowej, a później od pierwszej klasy szkoły średniej aż do matury.

Każdy miesiąc i każda katecheza mają swój cykl. Są bloki dotyczące historii Kościoła, sakramentów, małżeństwa czy teologii moralnej. Jest naprawdę co robić.

Tylko trzeba mieć chęć, żeby coś z tej lekcji wynieść i czegoś się nauczyć. Na religii nie można po prostu przesiedzieć. Może na matematyce czy historii można przesiedzieć, ale na religii trzeba coś robić.

- A czy katecheci lubią nauczać religii?

Wie pani, to jest tak jak z każdym z nas. Jest powołanie. Można być dobrym katechetą albo złym katechetą, dobrym redaktorem albo złym redaktorem, dobrą polonistką albo złą polonistką, dobrym księdzem albo złym księdzem, dobrym politykiem i tak dalej. Nie można oceniać całej grupy zawodowej przez pryzmat pojedynczych osób.

Są księża, którzy bardzo lubią nauczać i dobrze rozumieją swoją rolę. Każdy ksiądz jest do tego przygotowany. To jest sześć lat studiów, a do tego pedagogika, psychologia, filozofia, teologia i katechetyka. Trudno więc mówić, że ksiądz jest nieprzygotowany.

Przygotowanie jest, natomiast czasem do tanga trzeba dwojga. Często chodzi również o to, żeby zyskać sobie klasę i uczniów, czasami próbując zrobić to niewłaściwymi metodami.

Religia jest trochę inna, bo można się z niej wypisać. Można obrazić się na księdza i zrezygnować z zajęć. To powoduje, że religia często jest spychana na margines. Tylko dlaczego religia ma być traktowana jako całkowicie dowolny przedmiot, skoro żyjemy w kulturze chrześcijańskiej i wychowaliśmy się w tej kulturze?

- Na koniec chciałabym zapytać o to, co dzieje się w parafii Ducha Świętego. Jeśli ktoś chciałby wrócić do wiary albo po prostu ma pytania, gdzie może przyjść?

Jeśli mamy jakieś tęsknoty za Panem Bogiem, jest wiele grup, w których można zadać pytanie, porozmawiać i poszukać odpowiedzi.

Pamiętam, że jestem również przewodnikiem górskim. Mamy parafialny Klub Turystyki Górskiej. W najbliższą niedzielę jedziemy w góry. W ubiegłym roku byliśmy na Solisku, na wysokości około 2500 metrów. Ktoś poprosił mnie wtedy o rozmowę. W następnym tygodniu ta osoba przystąpiła do spowiedzi, po wielu latach.

Nawet wyjście w góry może więc stać się przestrzenią rozmowy o Panu Bogu. Jest w tym również katechizowanie i ewangelizacja, która w tym przypadku zakończyła się sakramentem pokuty i powrotem do Pana Boga.

- W górach jest chyba po prostu trochę bliżej do Pana Boga. 

Tak, można powiedzieć, że w górach jest bliżej do Szefa.

- Dziękuję księdzu za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

reklama
WRÓĆ DO ARTYKUŁU
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
logo