To, co zaczęło się w stolicy, stało się symbolem determinacji tysięcy urzędników. W siedzibie ZUS przy ulicy Szamockiej w Warszawie trwa protest okupacyjny – przedstawiciele kilkunastu związków zawodowych spędzili tam noc i zapowiadają, że są gotowi pozostać w budynku nawet przez okres świąteczny.
180 złotych brutto przelało czarę goryczy
Bezpośrednią przyczyną zaostrzenia formy protestu było fiasko rozmów z zarządem ZUS. Propozycja, która padła ze strony pracodawcy, została uznana za upokarzającą. Chodziło o podwyżkę rzędu 180 zł brutto dla pracowników etatowych. To właśnie ta kwota sprawiła, że związkowcy zdecydowali się na radykalne kroki.
Pracownicy domagają się:
- Realnych podwyżek wynagrodzeń, a nie symbolicznych kwot.
- Poprawy trudnych warunków pracy.
- Bezpośrednich rozmów z Ministrem Finansów.
Choć ustawa budżetowa zakłada wzrost funduszu wynagrodzeń o około 3%, zatrudnieni podkreślają, że przy rosnącej liczbie obowiązków i odpowiedzialności, takie kwoty są nieakceptowalne.
Mielec solidarny z Warszawą
W czwartek do akcji protestacyjnej oficjalnie przyłączyli się pracownicy ZUS w Mielcu. Podobnie jak ich koledzy z wielu innych placówek w całej Polsce, mieleccy urzędnicy dają jasny sygnał poparcia dla postulatów zgłaszanych w stolicy.
Związkowcy zapowiadają, że jeśli rząd nie przedstawi konkretnych propozycji i nie rozpocznie rozmów na szczeblu ministerialnym, należy spodziewać się dalszej eskalacji protestu. Na ten moment kluczowym warunkiem zakończenia akcji jest realna deklaracja poprawy sytuacji finansowej pracowników ZUS.
Pracownicy mieleckiego ZUS-u podkreślają, że jako przedstawiciele sfery budżetowej zarabiają pensję minimalną, mimo że stale przybywa im nowych, niezwykle odpowiedzialnych i wymagających zadań. Wyjaśniają, że zdecydowali się na reakcję, ponieważ czują się ignorowani, a o obiecanych od stycznia podwyżkach – mimo trwających rozmów z rządem – wciąż panuje cisza.
Komentarze (0)