reklama

"Biała śmierć". Tak wyglądała najcięższa zima w historii

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

"Biała śmierć". Tak wyglądała najcięższa zima w historii - Zdjęcie główne

reklama
Udostępnij na:
Facebook
WiadomościZaczęło się niewinnie – ot, zwykła zima jak co roku. Ale wystarczyło kilka dni, by Polska pogrążyła się w śnieżnym chaosie, a mieszkańcy wielu regionów – także Podkarpacia – zapamiętali te miesiące na całe życie. Z przełomu grudnia 1978 i stycznia 1979 roku pochodzi jedno z najbardziej dramatycznych wspomnień pogodowych XX wieku. Śnieżyce, mróz i całkowity paraliż komunikacyjny sparaliżowały kraj na długie tygodnie.
reklama

Ulice znikały pod śniegiem szybciej, niż dało się je odśnieżać. Pociągi stawały w polu. W domach robiło się coraz zimniej. Ludzie drążyli tunele w zaspach, by dotrzeć do sklepu, sąsiada, pracy. Służby nie nadążały z pomocą. To była zima, która zatrzymała Polskę.

Właśnie ten moment przypomina w krótkim filmie dokumentalnym Mateusz Pieprzny z Mieleckiego Stowarzyszenia Eksploracyjno-Historycznego:

Zima 1978. W Polsce – spokojna zima. Do czasu. Nikt nie spodziewał się, że za kilka chwil zacznie się jedna z najcięższych zim w historii Polski. 30 grudnia temperatura spadła o ponad 20 stopni. Zaczyna się śnieżyca, która w ciągu nocy tworzy zaspy wysokości człowieka. Miasta i wsie budzą się odcięte od świata. Ludzie drążą tunele, by móc funkcjonować. W całej Polsce karetki i autobusy przestają dojeżdżać.
W naszym regionie sytuacja wygląda podobnie. Śnieg zasypuje drogi szybciej, niż można je odśnieżyć. Zamarznięte zwrotnice blokują dostawy węgla do elektrowni i ciepłowni. W wielu domach temperatura spada do kilku stopni. W miastach mieszkańcy śpią w kurtkach pod kołdrami.
Prasa donosi o tragicznych przypadkach: ludzie zamarzają kilkaset metrów od domu, kierowcy znalezieni martwi w zasypanych samochodach. Pożary wywołane próbami dogrzewania mieszkań. Na Podkarpaciu szkoły zawieszają zajęcia. Drogi lokalne znikają w śniegu. Opóźnienia pociągów liczone są w godzinach. Zwrotnice odmrażane ręcznie – palnikami.
Jeden pociąg w drodze do Dębicy stanął w polach. Ludzie zaczęli wychodzić na własną odpowiedzialność i pieszo iść w stronę domów. Zima stulecia trwała do marca 1979 roku.

reklama

Jak wyglądała zima stulecia w naszym regionie?

„Zima stulecia” 1978/1979 to potoczne określenie wyjątkowo surowej zimy przełomu lat 1978–1979, która przeszła do historii jako jedna z najostrzejszych w XX wieku. Charakteryzowała się ona ekstremalnymi warunkami pogodowymi – intensywnymi i długotrwałymi opadami śniegu, silnym mrozem oraz porywistym wiatrem – co doprowadziło do niemal całkowitego sparaliżowania życia codziennego w Polsce. Zima ta rozpoczęła się gwałtownie pod koniec grudnia 1978 r. i trwała aż do marca 1979 r.

Po stosunkowo łagodnym początku grudnia 1978 (początkowo panowała odwilż i opady deszczu), sytuacja zmieniła się radykalnie w ostatnich dniach roku. W nocy z 29 na 30 grudnia nastąpił napływ arktycznego powietrza z północy, który spowodował gwałtowne ochłodzenie – deszcz zaczął przechodzić w marznący deszcz ze śniegiem, a następnie w intensywne opady śniegul. Towarzyszył temu huraganowy wiatr, który natychmiast formował zaspy śnieżne. Fala silnych śnieżyc postępowała z północy na południe kraju: północna Polska doświadczyła jej 28–29 grudnia, regiony centralne 29–30 grudnia, zaś najpóźniej żywioł dotarł na Górny/Dolny Śląsk (30 grudnia) oraz w Karpaty i Podkarpacie (30–31 grudnia). Tuż przed sylwestrem lodowate wichury objęły więc również Małopolskę i Podkarpacie. W noc sylwestrową (31 grudnia 1978) podczas zabaw noworocznych spadł gwałtowny śnieg i temperatury zaczęły iść ostro w dół, co wielu uczestnikom bali uniemożliwiło bezproblemowy powrót do domów.

Zima 1978/79 była przede wszystkim rekordowo śnieżna. Śnieg sypał bez przerwy przez kilkanaście dni od przełomu roku. Już 1 stycznia 1979 r. praktycznie cały kraj pokryty był grubą warstwą białego puchu. Grubość pokrywy śnieżnej sięgała lokalnie wartości nienotowanych od dziesięcioleci – na północnym wschodzie Polski przekraczała 80 cm (Suwałki odnotowały rekord 84 cm 16 lutego 1979), w centrum dochodziła do około 70 cm (Warszawa 70 cm na koniec stycznia), zaś na południu kraju notowano do około 40 cm śniegu. Należy podkreślić, że są to wartości średniej pokrywy – rzeczywiste zaspy tworzone przez wiatr były znacznie wyższe. W niektórych zasypanych osadach wyjście z domu oznaczało dosłownie wykopanie tunelu w śniegu

reklama

Choć zima 1978/79 zapisała się głównie intensywnością opadów śniegu, towarzyszące im mrozy również były dotkliwe. Temperatury powietrza na początku stycznia spadły w całej Polsce do kilkunastu stopni poniżej zera, a lokalnie jeszcze niżej. W pierwszych dniach stycznia na północnym wschodzie odnotowano spadki temperatur nawet do –30 °C. W pozostałych regionach mróz był nieco łagodniejszy (rzędu –10…–20 °C), ale utrzymywał się nieprzerwanie przez wiele dni. W kolejnych tygodniach zimy zdarzały się okresy odwilży, jednak luty 1979 ponownie przyniósł silne mrozy. Kombinacja kilkunastostopniowego mrozu z ogromnymi opadami śniegu okazała się najbardziej paraliżująca. Zimowa aura utrzymywała się przez cały styczeń i luty 1979, a dopiero w marcu przyszło wyraźniejsze ocieplenie, które ostatecznie zakończyło ten długotrwały kataklizm

reklama

Nagłe śnieżyce i zawieje na przełomie 1978/79 spowodowały bezprecedensowy paraliż transportowy w Polsce. Już 1 stycznia 1979 roku tysiące kilometrów szos stało się nieprzejezdnych – według komunikatów zasypanych było ponad 18 tysięcy km dróg w całym kraju. Drogi lokalne w wielu wsiach zniknęły pod śniegiem całkowicie, a nawet główne arterie międzymiastowe były zablokowane przez wysokie zaspy. Ruch samochodowy ustał niemal zupełnie; władze apelowały przez media, aby nikt nie wyruszał w podróż bez pilnej potrzeby. Wiele osób, by wydostać się z domów, musiało przekopywać przejścia w zaspach sięgających często dachów parterowych budynkówl. Do odśnieżania zasypanych traktów zmobilizowano wszelkie możliwe służby – drogowców, straż pożarną, a nawet zwykłych obywateli do „czynów społecznych” – jednak skala opadów przerosła możliwości tradycyjnego sprzętu.

reklama

W obliczu kryzysu do walki z żywiołem skierowano Wojsko Polskie wyposażone w ciężki sprzęt. Na zaśnieżone szlaki wyjechały wojskowe spychacze i pługi wirnikowe, a nawet czołgi – ich gąsienice okazały się skuteczne w zrywaniu z dróg grubej, zbitej warstwy zlodowaciałego śniegu.  Dzięki ciężkiemu sprzętowi tworzono w wysokich zaspach wąskie przejazdy – autobusy i ciężarówki poruszały się tunelami wykopanymi w śniegu. Mimo to, w pierwszych tygodniach stycznia komunikacja drogowa pozostawała sparaliżowana. Nieliczne autobusy, które próbowały kursować, często grzęzły po drodze. W miastach komunikacja miejska praktycznie ustała – tramwaje i autobusy nie były w stanie przedrzeć się przez nieodśnieżone ulice. Dopiero po kilku dniach intensywnych prac odśnieżających zaczęto przywracać przejezdność głównych tras, ale boczne drogi pozostawały nieprzejezdne jeszcze przez długi czas.

Równie dramatyczna sytuacja panowała na kolei. Pociągi stanęły już w pierwszych dniach stycznia 1979 r. – wiele składów utknęło na trasach w zaspach śnieżnych, a nawet na stacjach, gdzie zawiane zostały rozjazdy. Zamarznięte zwrotnice kolejowe przestały działać, a pękające z powodu mrozu szyny potęgowały problemy. Odwołano setki połączeń lokalnych i podmiejskich – szacuje się, że na początku stycznia odpadło około 800 kursów kolejowych, gdyż torowiska były nie do przebrnięcia. Transporty węgla ze Śląska do elektrociepłowni utknęły w wielometrowych zaspach śniegu. Pojawiły się sytuacje dramatyczne: ludzie marzli w unieruchomionych wagonach kolejowych, czekając na pomoc. Prasa donosiła o przypadkach, gdzie podróżni opuszczali zasypane pociągi i pieszo próbowali dotrzeć do najbliższych miejscowości w poszukiwaniu schronienia, ryzykując odmrożenia. Kolejowe ekipy odśnieżne – wspomagane przez wojsko – pracowały non-stop, by udrożnić strategiczne linie kolejowe, jednak pełne przywrócenie rozkładowego ruchu zajęło wiele tygodni.

Skala paraliżu była tak duża, że lokalne władze zaczęły ogłaszać stany alarmowe. Już 1 stycznia 1979 wojewoda gdański jako pierwszy w kraju wprowadził na obszarze swojego województwa stan klęski żywiołowej . W kolejnych dniach podobne decyzje podejmowano w innych regionach najbardziej dotkniętych śnieżycami. Ówczesne media informowały również o wstrzymaniu powrotu dzieci i młodzieży z zimowych ferii – Minister Oświaty Jerzy Kuberski zdecydował, by z uwagi na warunki atmosferyczne przedłużyć przerwę świąteczno-feryjną w szkołach

Paraliż transportu szybko przełożył się na zakłócenia w zaopatrzeniu i codziennym życiu mieszkańców. Już w pierwszym tygodniu stycznia zaczęło brakować paliw i surowców – m.in. węgla w elektrociepłowniach, gdyż dostawy utknęły na kolei lub ciężarówki nie mogły dotrzeć do kotłowni. W efekcie w wielu miastach Polski, w tym na południu kraju, doszło do ograniczeń w dostawach ciepła i prądu. Kaloryfery były zime, ciepła woda była niedostępna, a elektryczność wyłączano okresowo, aby oszczędzać energię. Mieszkania wychładzały się do tego stopnia, że ludzie spali w płaszczach, czapkach i szalikach, okryci kilkoma kocami. Ówczesna prasa opisywała liczne przypadki, gdy temperatura w niewygrzanych mieszkaniach spadała do zaledwie kilku stopni Celsjusza, co szczególnie dotkliwie odczuwały małe dzieci i osoby starsze. 

Również sklepy świeciły pustkami – wskutek zablokowanych dróg zaopatrzenie wielu punktów handlowych nie docierało na czas. Dostawy żywności, pieczywa czy innych artykułów pierwszej potrzeby odbywały się z opóźnieniem i były nieregularne. 

W obliczu kryzysu zimowego społeczeństwo zmuszone było do oddolnej mobilizacji. Na apel władz i w duchu tzw. czynów społecznych setki tysięcy obywateli w całym kraju chwyciło za łopaty, aby własnoręcznie odśnieżać ulice, drogi, podjazdy i tory kolejowe. Tylko w województwie mazowieckim w ciągu pierwszych dni stycznia do akcji odśnieżania zgłosiło się aż 800 tysięcy osób . Podobne spontaniczne akcje odbywały się w innych regionach. W wielu miejscowościach zorganizowane grupy ochotników pomagały też w transporcie lekarstw i żywności – młodzi ludzie na nartach biegowych lub ciągnikami dostarczali chleb do odciętych przysiółków. Ówczesne media, kontrolowane przez władze, podkreślały heroiczne wysiłki ludu i solidarność społeczną w walce z „białym żywiołem”.

Warunki zimy stulecia ogromnie utrudniły pracę służb ratunkowych i medycznych. Karetki pogotowia często nie były w stanie dojechać do chorych – zdarzało się, że ambulans utknął na ulicy w mieście czy na zaśnieżonej drodze podmiejskiej i lekarze musieli pieszo maszerować do pacjenta. Straż pożarna i wojsko pomagały w transporcie ciężko chorych, kobiet rodzących czy dostawach tlenu do szpitali. Zdarzały się tragedie – np. osoby zamarznięte we własnych domach pozbawionych ogrzewania lub kierowcy odnalezieni martwi w zasypanych samochodach na drogach. Dokładna liczba ofiar tej zimy nie jest znana, szacuje się jednak, że kilkadziesiąt osób w skali kraju mogło ponieść śmierć w wyniku wychłodzenia lub wypadków spowodowanych zimową aurą.

Wspomnienia mieszkańców z zimy 1978/79 malują obraz codziennej uciążliwej walki z mrozem i śniegiem. W domach próbowano docieplać okna kocami i uszczelniać szpary, aby zatrzymać chłód. Rodziny spały w jednym pokoju, dogrzewając się nawzajem. Szkoły i przedszkola pozostały zamknięte przez dłuższy czas – dla dzieci była to niespodziewana dodatkowa „feria zimowa”, co wiele z nich wspomina nawet z radością. Dorośli jednak musieli mierzyć się z problemem dotarcia do pracy oraz załatwienia podstawowych spraw. Ponieważ komunikacja publiczna nie działała, ci którzy musieli stawić się w zakładach pracy, nierzadko szli pieszo wiele kilometrów przez zaspy. Gazety z tamtego okresu podkreślały bohaterski wysiłek pracowników kluczowych sektorów – na przykład mleczarzy czy piekarzy – którzy w skrajnych warunkach dostarczali swoje produkty. Wielu ludzi organizowało się w sąsiedzkie ekipy: jedni kopali śnieg, drudzy podstawiali samochody terenowe lub ciągniki, aby transportować np. chorych do szpitala czy dowozić żywność. Mimo trudności, społeczeństwo wykazało ogromną odporność i zaradność.

Podkarpacie pod śniegiem: Region południowo-wschodniej Polski doświadczył „zimy stulecia” z pełną mocą, choć nastąpiło to z kilkudniowym opóźnieniem względem północy kraju. W Mielcu, gdzie funkcjonowały ważne zakłady przemysłowe (WSK PZL-Mielec), śnieg sparaliżował produkcję – wielu pracowników nie mogło dotrzeć do fabryki, a hale nie były ogrzewane dostatecznie z powodu niedoboru węgla. Na lotnisku w Mielcu odwołano wszystkie loty sportowe i komunikacyjne.

Porównanie z innymi surowymi zimami

Choć zima 1978/1979 w Polsce przeszła do legendy jako „zima stulecia”, nie była to jedyna ekstremalna zima w XX wieku – również wcześniej i później zdarzały się zimy o rekordowej sile mrozów czy opadów.

  • Zima 1928/1929: Najmroźniejsza zima od początku pomiarów w Polsce. W lutym 1929 padły historyczne rekordy niskiej temperatury: oficjalnie do –40,6 °C w Żywcu, a nieoficjalnie nawet –44 °C w Kolbuszowej (Podkarpacie) i –48 °C w Kąclowej koło Grybowa. Mróz panował nieprzerwanie przez wiele tygodni, powodując zamarzanie rzek, pękanie torów i wodociągów na masową skalę. Opady śniegu 1929 r. były umiarkowane, ale zamarznięta ziemia i skuta lodem infrastruktura powodowały ogromne problemy. 

  • Zima 1939/1940: Pierwsza zima podczas II wojny światowej okazała się niezwykle ostra. W styczniu 1940 ustanowiono do dziś niepobity oficjalny rekord Polski: –41,0 °C w Siedlcach (11 stycznia 1940). Średnie temperatury miesięczne (grudzień 1939, styczeń i luty 1940) należą do najniższych w historii – np. w Warszawie średnia stycznia 1940 wyniosła –11,8 °C, podczas gdy w styczniu 1979 było to –6,6 °C. Mrozy 1939/40 były więc ogółem silniejsze niż w 1979, jednak okres ten nie zachował się tak w pamięci społecznej z powodu realiów wojennych.

  • Zima 1962/1963: Uważana przez wielu meteorologów za kandydata do miana „zimy stulecia”. Trwała bardzo długo – od końca grudnia 1962 do początku marca 1963 – i łączyła ekstremalne mrozy z obfitymi śnieżycami. W Polsce styczeń i luty 1963 były lodowate: pod koniec lutego notowano rekordowe spadki temperatur, m.in. –35,8 °C w Rzeszowie (28 lutego 1963), –38 °C w Jabłonce na Podhalu, –28 °C w Krakowie. Jednocześnie ogromne fale śnieżyc w styczniu i na początku lutego 1963 niemal zupełnie sparaliżowały transport – zwłaszcza w południowej Polsce

  • Zima 1986/1987: Ostatnia tak sroga zima w XX wieku, pamiętna głównie z powodu rekordowych mrozów w styczniu 1987. Ten miesiąc był jednym z najzimniejszych w dziejach – średnia temperatura w wielu miejscach Polski spadła poniżej –10 °C. W połowie stycznia 1987 słupki rtęci pokazywały lokalnie poniżej –30 °C: np. Białystok odnotował –34,6 °C, Kielce –33,9 °C, Lublin –32 °C. W Rzeszowie 14 stycznia 1987 zmierzono –31,0 °C. Choć śniegu nie było aż tyle co w 1979, to również zdarzały się silne śnieżyce. W całym kraju pękały rury wodociągowe i szyny kolejowe, a prąd i ogrzewanie znów zawodziły. 

  • Inne pamiętne zimy: Po 1987 roku już żadna zima w Polsce nie osiągnęła porównywalnej surowości. Zdarzały się oczywiście ostre epizody: np. styczeń 2006 (mróz do –30 °C), śnieżna zima na przełomie 2009/2010 czy również śnieżna i mroźna zima 2012/2013. Jednak zmiany klimatyczne sprawiają, że takie zimy są coraz rzadsze.  To powoduje, że wspomnienia o dawnych „zimach stulecia” urastają do rangi legend rodzinnych.

  • reklama
    Udostępnij na:
    Facebook
    wróć na stronę główną

    ZALOGUJ SIĘ

    Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

    e-mail
    hasło

    Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

    reklama
    Komentarze (0)
    Wczytywanie komentarzy
    reklama
    reklama
    logo