1. Jak zaczęła się Twoja przygoda z lekkoatletyką?
- Moja przygoda zaczęła się po prostu od chęci uprawiania jakiegoś sportu. Trafiłem do klubu UKS Tiki-Taka Kolbuszowa, głównie ze względu na bliską odległość i łatwy dojazd. Początkowo trenowałem przede wszystkim biegi, a pod koniec swojego pobytu w tym klubie zacząłem rzucać oszczepem i młotem. Chciałbym w tym miejscu serdecznie pozdrowić trenera Bogdana Karkuta, Karolinę Czachor oraz Monikę Węgrzyn za wprowadzenie mnie w świat tego sportu.
2. Łączysz rzut młotem, pchnięcie kulą i rzut oszczepem. Gdybyś musiał wybrać tę jedną jedyną - która jest Twoją ulubioną i dlaczego?
- Zdecydowanie moją ulubioną dyscypliną jest rzut młotem. Trenuję ją już prawie trzy lata, a przy okazji startuję też w zawodach w pchnięciu kulą. Rzut oszczepem postanowiłem sobie odpuścić. Docelowo chcę skupić się głównie na młocie, a od czasu do czasu pchać kulą.
3. Patrząc w przyszłość: w jakiej konkretnie dyscyplinie chcesz stawać się najlepszy i jakie masz cele na najbliższe lata?
- Chcę dążyć do perfekcji wyłącznie w rzucie młotem. Moim głównym celem jest zdobycie mistrzostwa Polski. Wiem, że droga nie będzie łatwa - mój kolega klubowy Maciej Kopera ma ogromny talent i wkłada mnóstwo pracy w treningi, więc rywalizacja z nim będzie sporym wyzwaniem. Jednak cel pozostaje ten sam, a sukcesy Maćka stanowią dla mnie tylko dodatkową motywację do jeszcze cięższej pracy.
4. Czy masz już na swoim koncie taki sukces lub pojedynczy rzut, który wspominasz do dzisiaj?
- Zdecydowanie tak! Zdobycie 3. miejsca na PZLA Mistrzostwach Polski U16 to po prostu spełnienie moich marzeń. Już pierwszy zaliczony rzut dał mi dużą nadzieję na medal i ostatecznie udało się stanąć na podium. Myślę, że ten konkretny rzut zapamiętam na dłużej niż ten na 53,48 m, mimo że to nim poprawiłem swoją życiówkę. Oczywiście nie osiągnąłbym tego wszystkiego bez mojego trenera Ryszarda Jakubowskiego, któremu zawdzięczam naprawdę wiele, a także bez wsparcia psychicznego i finansowego ze strony rodziców oraz najbliższej rodziny.
5. Trenowanie trzech dyscyplin brzmi jak gigantyczne wyzwanie. Jak wyglądają Twoje treningi?
- Obecnie moje treningi są w pełni podporządkowane rzutowi młotem. Trenuję bardzo intensywnie przez 6 dni w tygodniu, po 2-3 godziny dziennie. Zdecydowałem się skoncentrować na jednej konkurencji, ponieważ to ona przyniosła mi największe owoce ciężkiej pracy.
6. Dla kogoś z zewnątrz to po prostu „rzucanie przedmiotami przed siebie”. Na ile te trzy dyscypliny są do siebie podobne, a co je całkowicie różni?
- Wszystkie trzy konkurencje łączy to, że wymagają doskonałej techniki, siły, szybkości i koordynacji. Na tym jednak podobieństwa się kończą, bo każda z nich angażuje ciało zawodnika w zupełnie inny sposób. W rzucie młotem kluczowe są obroty w kole i stopniowe rozpędzanie sprzętu - trzeba idealnie kontrolować jego ruch i odpowiednio pracować nogami oraz całym ciałem. W pchnięciu kulą ruch jest znacznie krótszy i bardziej eksplozywny; w ułamku sekundy trzeba wykorzystać pracę nóg, bioder, tułowia i ręki, pchając z doślizgu lub z obrotu. Z kolei rzut oszczepem różni się najbardziej, bo wykonuje się go z rozbiegu, a nie z koła. Tutaj kluczowa jest prędkość dobiegu i dynamika całego ciała. Choć z boku wygląda to na zwykłe rzucanie jak najdalej, w rzeczywistości każda z tych dyscyplin to zupełnie inna bajka.
7. Na koniec: chciałbyś kogoś pozdrowić?
- Na początku chciałbym raz jeszcze serdecznie pozdrowić mojego trenera Ryszarda Jakubowskiego – bez niego te sukcesy po prostu nie miałyby miejsca. Ogromne podziękowania i pozdrowienia kieruję do moich rodziców oraz najbliższej rodziny za wiarę we mnie, poświęcony czas, dowożenie na treningi i zawody oraz nieustanne wsparcie przez ostatnie 3 lata.
Gorąco pozdrawiam wszystkich, którzy kibicowali mi na tej drodze, a w szczególności koleżanki i kolegów z klubu: Macieja Koperę, Macieja Gotfryda, Kacpra Kocoła, Dawida Piłata, Marię Duszkiewicz oraz Weronikę Kapustkę, z którymi dzielę trudy treningów i starty na zawodach.
Dziękuję również mojemu klubowi LKS Stal Mielec - na czele z trenerem Stanisławem Zioło - za możliwość dumnego reprezentowania jego barw. Szczególne pozdrowienia ślę do trenerów UKS Tiki-Taka Kolbuszowa, gdzie stawiałem pierwsze kroki.
Dziękuję także mojemu nauczycielowi WF-u z podstawówki, panu Piotrowi Jóźwikowi, od którego otrzymałem ogromne wsparcie mentalne, jak również nauczycielom WF-u z mojego obecnego technikum: pani Elżbiecie Kukowskiej oraz panu Grzegorzowi Wcisło.
Na sam koniec chciałbym pozdrowić moją największą fankę – babcię, która nawet po gorszych startach zawsze potrafi mnie pocieszyć, śledzi każde zawody i tuż po nich jako pierwsza dzwoni z gratulacjami.
Komentarze (0)